Wesołych świąt i jednorazówka :)

Więc tak! Na początku zacznę od życzeń!Życzę wam kochani najwspanialszych i najszczęśliwszych świąt jakie w życiu mogliście mieć! Bogatego mikołaja, dużo słodkości i nie martwcie się, że przytyjecie ;) W tym wspaniałym dniu cieszmy się do woli i wcinajmy ile chcemy :) To jest dzień magiczny i niech taki pozostanie! Dużo szczęścia pomyślności i spokoju w te święta :) Cieszmy się i radujmy! Oczywiście, czego wam jeszcze życzę … spotkania z naszymi idolami! Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, ale spotkajcie się z nimi, aby poczuć się jeszcze bardziej szczęśliwi.

Życzy Stelss :*************

Zapraszam na moją pierwszą jednorazówkę!

 

Jechałem właśnie do jednej z najlepszych firm architektonicznych w całej Californii znajdującej się w Los Angeles. Zaparkowałem samochodem niedaleko wejścia do firmy i wysiadłem z wozu. Jednym płynnym ruchem otworzono mi drzwi i gestem reki wpuszczono do środka. Podszedłem do jednej ze ścian, gdzie wisiała tabela z zarządcami odpowiednich pięter. Szybko znalazłem wyszukiwane przeze mnie imię i nazwisko osoby do której przybyłem.

         – Mam. James Maslow. Piętro 27.

         Udałem się w stronę wind i cierpliwie oczekiwałem na jej przyjazd. Po chwili drzwi się otworzyły. Powolnym krokiem wszedłem do środka lustrzanej windy i wcisnąłem przycisk „27”. Cały czas czułem na sobie wzrok brunetki stojącej koło mnie. Odwróciłem głowę w jej stronę aby spojrzeć na jej całokształt. Popatrzyłem na nią spod okularów słonecznych. Ładna, zgrabna brunetka, ale niestety już mnie od siebie odpycha. Zazwyczaj tak mam. Spojrzę na kobietę i już wiem czy jest godna mojej uwagi, czy też nie. Tej jednak się nie udało. Może spotkam tu jakąś atrakcyjną dziewczynę.

         Wyszedłem z windy i podchodząc do sekretarki zapytałem gdzie znajduje się pokój pana Maslowa. Kobieta objechała mnie od stóp do głowy delikatnie przygryzając dolną wargę. Siedząc za biurkiem wychyliła się opierając łokciami o blat biurka. Zrobiła to jedynie po to, abym przez ten czas mógł patrzeć na jej biust. Jaki facet odmówiłby kobiecie, która sama się o to prosi. Nie miałem najmniejszej ochoty nawet patrzeć w jej stronę. Przerzuciłem jedynie oczami i spojrzałem we wskazane przez nią miejsce.

         – Pójdzie pan prosto, skręci w prawo. Proszę zaczekać, aż pan Maslow sam poprosi pana do gabinety, a ja już go informuje, że ma gościa. – powiedziała uwodzicielsko.

         – Dziękuję. – powiedziałem i ruszyłem. Idąc korytarzem zdjąłem okulary i schowałem je do szerokiej kieszenie kurtki. Gdzie nie spojrzę cały czas widzę, albo grupkę kobiet szepczących do siebie, jaki ze mnie przystojniak i seksowny facet lub kobietę, która w ukryciu wzdycha na mój widok. Skręciłem w prawo i stanąłem przed drzwiami szefa. Pana Jamesa Maslowa. Sekretarka prosiła, abym poczekał za jego pozwoleniem. Cóż… Nie po to tu przyjechałem, aby teraz czekać za jednym spotkaniem. Bez pukanie wszedłem do gabinetu.

         – Witaj James. – powiedziałem zamykając drzwi i podchodząc do biura starego kumpla. Odwrócił się fotelem w moja stronę i odkładając dokumenty na biurko spojrzał na mnie lekko zaskoczony i rzekł.

         – Kendall jak miło cię widzieć. – wstał i podszedł do mnie. – Kopę lat stary. – uścisnęliśmy sobie dłonie i tryknęliśmy się ramionami jak za starych dobrych czasów. – Co cię do mnie sprowadza. Siadaj. Poopowiadaj mi trochę. – wskazał na fotel obok jego biurka delikatnie pchając mnie w jego stronę. Posłusznie usiadłem, a on poszedł w moje ślady. – No więc? Co mi powiesz?

         – Rozstałem się z Melanie i wróciłem do L.A. … – powiedziałem sięgając po garstkę orzeszków w miseczce. – … czyli po staremu. -  dokończyłem.

         – I nie smuci cię to? W końcu byłeś z nią cztery lata.

         – Takie cztery lata, że nawet nie wiedziałem, że mnie zdradzała. – zaśmiałem się cicho. – Gdybym nie sprawdzał jej wiadomości i nie chodził za nią. Do teraz ślęczałbym w Chicago i łudził się, że jest mi wierna.

         – Ty to niby lepszy? – zapytał retorycznie, a ja spojrzałem pytająco na niego.

         – Co masz na myśli?

         – Zanim związałeś się z Melanie zmieniałeś dziewczyny jak rękawiczki.

         – Ale to było kiedyś, a teraz, to teraz. – spojrzał na mnie nie do końca wiedząc o co mi chodzi. – James. Myślisz, że ja nie chciałbym wreszcie ułożyć sobie jakoś życia? Mam 31 lat. Chyba zasługuję na prawdziwą miłość.

         – Wow. Nigdy bym się nie spodziewał takich słów po tobie. – odrzekł.

         – Co nie? Ja też nie, ale co jest najdziwniejsze? – spojrzał na mnie czekając na odpowiedź. – Że chce mieć to normalne życie.

         – Dziesięć lat temu tak nie mówiłeś.

         – Dziesięć lat temu to ja myślałem, o tym, aby jak najwięcej lasek przelecieć, a teraz? … – wstałem i podszedłem do okna i wyjrzałem za nie obserwując zatłoczone ulice i autostrady. – … Niewiarygodne jak człowiek potrafi się zmienić.

         – A jeszcze wczoraj mieliśmy dwadzieścia lat. – przytaknąłem jedynie głową nie odwracając wzroku z widoku. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. James odpowiedział tylko „proszę”, a ja wpatrzony w krajobraz nawet nie mrugnąłem.

         – Dzień dobry James. – odezwał się żeński głos. Sama czysta, wyrazista i słodka barwa głosu skusiła mnie, aby zerknąć na dziewczynę. Odwróciłem głowę i spojrzałem na kobietę, która stała do mnie tyłem. Wysoka blondynka z długimi, lekko podkręconymi włosami. Moją uwagę przykuły jej zgrabne, długie nogi i piękna sylwetka. Teraz tylko zobaczyć jak wygląda z drugiej strony.

         – Witaj Katelyn. Masz dla mnie raporty?

         – Tak. Mam. – rzekła wręczając mu papiery.

         – I jak dzisiaj poszło?

         – Chyba ubiliśmy interes życia. Sam premier Rosji pan Dmitrij Miedwiediew zechciał, aby nasza firma zajęła się architekturą wnętrza i ogrodu pałacu który ma powstać w Petersburgu.

         – To wspaniale! – powiedział uradowany brunet. – Świetna robota Katelyn. Gratuluję. Na pewno będzie ci to wynagrodzone.

         – Nie tylko ja włożyłam starania o zrealizowanie tego projektu. – to było godne uwagi. Wspomniała o innych, którzy również przyłożyli rękę do tej sprawy. Widać, że jest dziewczyna uczciwa.

         – Oczywiście rozumiem. Wezmę wszystkich pod uwagę. – odpowiedział odkładając papiery i uśmiechając się do niej. – Czy coś jeszcze? – zapytał.

         – Tak. Zdzwoniła Malesa i prosiła mnie, abym ci przekazał, że jeśli dzisiaj nie wrócisz do domu o 6 PM, to czeka cię niemiła niespodzianka.

         – Dziękuje za informację. Zadzwonię do niej. Jeszcze poprosiłbym cię Katelyn, abyś poprosiła do mnie moja asystentkę. Jest u mnie mój stary przyjaciel … – wskazał na mnie, a ja spojrzałem na dziewczynę i na moment zamarłem. Miała takie śliczne, głęboko brązowe oczy, że nie potrafiłem oderwać od nich wzroku. Cery cud i wspaniałe rysy twarzy. – … i chciałbym go jakoś ugościć. – dokończył, a blondynka podeszła bliżej mnie i przywitała się.  

         – Katelyn Tarver. Miło mi pana poznać. – wyciągnęła dłoń z promieniującym uśmiechem na jej twarzy. Nie spojrzała uwodzicielsko, lub pod żadnym względem flirtująco. Po prostu jak przystało na kulturalną osobę, przywitała się. Co na serio mnie trochę zdziwiło, gdyż co druga napotkana kobieta wzdycha na mój widok. 

         – Kendall Schmidt. Mi również. – ująłem jej delikatną dłoń i lekko uścisnąłem.

         – W takim razie, ja nie będę przeszkadzać. – rzekła i ruszyła w stronę wyjścia. – Poinformuje Sally, aby przyszła.

         – Dziękuję. – odrzekł James i pozwolił jej na opuszczenie pomieszczenia. Choć wolałbym, aby przebyła z nami jeszcze chwilę.

         – Spodobała ci się? – zapytał, kiedy nadal patrzyłem na drzwi przez które wyszła ta piękna osóbka.

         – Nie. – skłamałem.

         – Jasne. – zorientował się, że udaję. – Tak namiętnie się na nią patrzyłeś, że, aż pomyślałem, że zaraz rzucisz się na nią.

         – Ojjj weź przestań. Nie prawda.

         – Powiem ci jedynie, że nie jest typem łatwej dziewczyny.

         – A co? Już startowałeś do niej? Chyba będę musiał pisnąć jakieś słówko Malesie. 

         – Ja akurat nie, ale zdecydowana większość mężczyzn pracujących w tej firmie, tak.

         – I nic?

         – I nic.

         Przez dłuższy czas opowiadałem mu swoje przeżycia. To jak z Melanie przeprowadziłem się do Chicago, co robiłem. Kim byłem i takie tam. Zleciało trochę na tym, ale po dłuższym czasie postanowiłem, że już pojadę do domu. Zająłem mu dużo czasu, a sam jeszcze musi zająć się papierkowymi sprawami zanim na 6 PM pojedzie do domu. Umówiłem się z nim, że odwiedzę go i Malese jutro kiedy oboje będą mieli wolne. Pożegnałem się i wyszedłem z jego biura. Idąc w stronę wyjścia miałem nadzieję, że może na ułamek sekundy będę miał przyjemność ją jeszcze zobaczyć, ale niestety. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je i momentalnie w moich ramionach znalazła się tak bardzo wyczekiwana przeze mnie osoba. Nie zauważyła otwierających się drzwi i wpatrzona w dokumenty przypadkowo na mnie wpadła, a papiery z jej reki upadły na podłogę.

         – Przepraszam pana najmocniej. Nie zauważyłam pana.

         – Nie szkodzi. – rzekłem. – Nic pani nie jest? – zapytałem kiedy stanęła o własnych nogach.

         – Nie. Dziękuję. – odgarnęłam kosmyki włosów za ucho i ciepło się do mnie uśmiechnęła.

         – Nie ma za co. Miło było panią łapać. – zacząłem swój flirt, a dziewczyna się lekko zarumieniła. Zrobiła krok do przodu przykucnęła zbierając rozrzucone dokumenty na podłodze. Stanąłem koło niej i udzieliłem swojej pomocy. Oboje sięgnęliśmy po tę samą kartkę powodując, że nasze dłonie się zetknęły. Blondynka na nowo się zarumieniała, a ja delikatnie uśmiechnąłem. Zebrałem resztę papierów i stając na równe nogi oddałem jej z lekkim uśmiechem na twarzy.

         – Dziękuję.

         – Do usług. – powiedziałem wpatrując się w jej duże brązowe oczy, po czym zrobiłem krok w jej stronę, a ona się skrępowała.

         – Proszę cię. Nie rób tego.

         – Czego? – zapytałem z pożądaniem i podszedłem jeszcze bliżej.

         – Właśnie tego. – zaznaczyła robiąc krok w tył.

         – Czyli czego? – nie ustępowałem. Im bardziej ona się ode mnie oddalała, tym bardziej ja się zbliżałem. Mój głos nie zmienił barwy i wciąż odnosiłem się do niej w sposób jakbym chciał zaciągnąć ją do łóżka.

         – Nie flirtuj ze mną. – powiedziała stanowczo zatrzymując się i patrząc na mnie wzrokiem mówiącym „nie przeginaj”.

         – Nie dziw się, że tak na mnie działasz. – zatrzymałem się i powiedziałem pociągająco z wyczuwalną powagą.

         – Przestań! – podniosła głos. Na szczęście nikogo w pobliżu nie było.

         – Dobrze. Przepraszam. – powiedziałem z lekkimi wyrzutami sumienia. Dziewczyna jedynie spojrzała na mnie po raz ostatni, po czym ruszyła w innym kierunku. Zamknąłem oczy i delikatnie przygryzłem wargę, a następnie patrząc na drzwi w których zniknęła blondynka ruszyłem w kierunku wyjścia. Idiota ze mnie! Zamiast jakoś się jej przypodobać odstawiłem tani teatrzyk! Widać, że moje stare nawyki wracają, a to bardzo źle. Jeśli dalej tak będę postępować, to nie znajdę żadnej normalnej kobiety.

 

Następnego dnia – dom Jamesa. 

 

         – Miło nareszcie cię znów widzieć. – powiedziała uradowana Malesa podchodząc do mnie i całując w policzek.

         – Ja też się cieszę.

         – Siadaj. – ręką wskazała na kanapę. – Napijesz się czegoś? – zapytała.

         – Wiesz… tak. Kawy bym poprosił.

         – Zwykła? Rozpuszczalna?

         – Zwykła.

         – Z mlekiem?

         – Innej nie piję. – zażartowałem, a z uśmiechem na twarzy powędrowała stronę kuchni. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Muszę przyznać, że maja tu naprawdę bardzo ładnie. Moją uwagę zwróciły zdjęcia stojące na komodzie. Wstałem z sofy i podszedłem bliżej. Jedno zdjęcie było naprawdę zabawne. James mający na rękach ich siedmioletniego synka robiących głupie miny a przed nimi Malesa, która przykucnęła zamykając jedno oko i wystawiając język. Parsknąłem śmiechem, po czym spojrzałem na zdjęcie obok, przedstawiające Jamesa i Malese w dniu ich ślubu, kiedy oboje tańczyli pierwszego walca. Poczułem nutkę zazdrości. Jamesowi tak dobrze ułożyło się życie. Znalazł kochającą go dziewczynę, która swoją miłością zgodziła się za niego wyjść i sprawić mu syna.

         – Kendall… – usłyszałem głos szatynki. Odwróciłem się w jej stronę i delikatnie uśmiechnąłem, po czym wróciłem na swoje miejsce. –  …wszystko w porządku? – zapytała kładąc filiżanki na stół.

         – Tak, tak. – odparłem szybko.

         – Na pewno?

         – Tak. – postałem jej spojrzenie mówiące „nic się nie stało”, a ona nie do końca mi wierząc wyprostowała się i delikatnie pokiwała głową na znak, że niby rozumie.

         – Kochanie już jestem. – oboje usłyszeliśmy głos Jamesa. – Jest już Kendall? – zapytał, a dziewczyna wychyliła się za ściany.

         – Tak. Już jest. – rzekła, a po chwili pojawił się w salonie podchodząc do Malesy i całując ją na przywitanie. – Gdzie jest Mike? – wypytał o syna.

         – U kolegi. Poszedł spisać lekcje.

         – Chory był? – zapytałem z ciekawości.

         – Nie, ale musieliśmy …

         – Musiałam. – poprawiła go, tym samym przerywając mu.

         – Racja. Malese musiała pojechać z nim do ortodonty. Coś tam ma z zębem.

         Od dłuższego czasu rozmawialiśmy na temat spotkania z resztą chłopaków. Odkąd wróciłem do Los Angeles i zakończyłem swój związek z Melanie dużo myślałem o tym, aby wreszcie spotkać się z chłopakami. Szczerze, to właśnie przez to, że wyprowadziłem się z Malenie do Chicago przeważyło na moich kontaktach z chłopakami. Wmawiali, błagali i niewiadomo co robili, aby nakłonić mnie do zmiany zdania o przeprowadzce, ale ja ich nie posłuchałem. Ruszyłem za Melanie mając nadzieję, że poukładam sobie jakoś życie, ale jednak los chciał inaczej. James jakoś mi tego nie wypomina, aż się zdziwiłem, bo zanim do niego przyjechałem myślałem, że jego pierwsze słowa na temat Melanie to będą „a nie mówiłem”. Jednak oszczędził mi i darował sobie.

         Kiedy Malese poszła do Mike, który przed chwilą wrócił, ja zbliżyłem się do Jamesa i zapytałem.

         – Stary, mógłbym cię na słówko? Chciałbym ci się o coś zapytać, a nie chcę, aby Malese znów zaczęła swój teatrzyk. 

         – Jasne. Wyjdźmy na taras.  – jak powiedział tak zrobiliśmy. Weszliśmy przez szklane drzwi na taras. James usiadł na jednym z fotelu, a ja podszedłem do barierki i oparłem się o nią.

         – Więc? O co chciałeś zapytać?

         – Dałbyś mi adres do twojej koleżanki z pracy?

         – Do Katelyn?

         – Może.

         – I tylko dlatego mnie tu zaciągnąłeś?

         – Znając Malese i jej czułe ucho, to wydarzyłoby się to samo co dziesięć lat temu, pamiętasz?

         – Chciała dla ciebie dobrze.

         – Tak wiem, ale mówiłem jej, że zależy mi tylko na pójściu z nią do łóżka, a ona planowała już nam całą przyszłość.

         – Kendall, martwiła się o ciebie i nie chciała, abyś skończył tak jak… – przerwał, a ja spojrzałem na niego pytająco.

         – Tak jak? – domagałem się dokończenia zdania.

         – Nie ważne.

         – Dokończ. – rzekłem. – Tak jak? – patrzyłem niecierpliwie na niego, a ona jedynie westchnął, po czym dodał.

         – Tak jak teraz. – odparł, a ja skłoniłem głowę w dół.

         – Kendall, ja…

         – Nic nie mów. Oboje macie rację. Powinienem już dawno ułożyć sobie życie, tak jak wy, ale wolałem postawić na swoim.

         – Już się tak nie obwiniaj. Przecież chciałeś, miałeś chęci na normalne życie.

         – Szczerze? Szczerze James? Pojechałem za Melanie, bo jako jedyna z wszystkich moich dziewczyn, była najlepsza w łóżku. Chciałem mieć z nią taki wolny związek, ale nie spodziewałem się, że już wtedy mnie zdradzała. No cóż. Mówi się trudno. – nastała chwila ciszy, którą po chwili przerwałem. – To co? Dasz mi jej adres?

         – Kendall, Katelyn nie zasługuje na…

         – James. Ja nie chcę jej wykorzystać. – zaprzeczyłem jego podejrzenia.

         – To o co ci chodzi?

         – Mam wrażenie, że z Katelyn naprawdę uda mi się żyć długo i szczęśliwie.

         – Ale żeby to nastało, to musisz jej na serio zaimponować.

         – Postaram się jak mogę.

         – Tylko Kendall. To jest jedna z najlepszych moich pracowniczek. Jeśli odejdzie ze względu na to, że ciebie znam, to nie żyjesz! Rozumiesz?

         – Jasne. – powiedziałem parskając śmiechem.

         – Ulica Lincolna 35 b.

         – Dzięki stary.

         – Kendall jeszcze…

         – Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.

         – Ok wierzę ale…

         – Nie musisz nic mówić. Nie zaciągnę jej do łóżka bez jej zgody.

         – Fajnie, ale powinieneś wiedzieć…

         – James. Już nic nie mów. Dzięki, że dałeś mi jej adres. – ruszyłem w kierunki drzwi. – Będę już spadła. Jeszcze muszę coś załatwić.

         – Kendall!

         – Widzimy się jutro! – zabrałem swoją kurtkę i poszedłem w stronę wyjścia.

         – Do zobaczenia Malesa. – pożegnałem się przed wyjściem.

         – Już idziesz?

         – Tak. Do zobaczenia.

         – Do zobaczenia.

         Szybko wsiadłem do samochodu i pojechałem w stronę ulicy w której mieszka blondynka. Muszę ją przeprosić za moje zachowanie, ale za nim to się stanie wypadałoby kupić jej jakieś kwiaty na przeprosiny. Zatrzymałem się koło budki z kwiatami i poprosiłem o duży bukiet czerwonych róż. Zapłaciłem przeciętna cenę, po czym odkładając bukiet na siedzenie pasażera ruszyłem w dalszą drogę. Po paru minutach byłem na miejscu. Wyszedłem z samochodu i podszedłem do drzwi domu. Zapukałem parę razy i z kwiatami trzymanymi w obu rękach stanąłem wyczekując zanim otworzy mi drzwi, co po chwili się stało. Dziewczyna zrzedła mina na mój widok, a ja delikatnie się uśmiechając przywitałem się.

         – Hej. – dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć.

         – Co ty tutaj robisz? – zapytała nadal zaskoczona. – I skąd masz mój adres?

         – Mam znajomości, a przyjechałem do ciebie, bo chciałem cię przeprosić, za moje wczorajsze zachowanie.

 

                            *** Katelyn ***

 

         Byłam w kuchni i przygotowywałam obiad, aż w pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Nie wiedziałam kto to może być. Wytarłam ręce o ścierkę i poszła w kierunku wyjścia. Otworzyłam drzwi, a tam co zobaczyłam zamurowało mnie. W progu stanął mężczyzna, który flirtował ze mną w czasie pracy. W rękach trzymał bukiet czerwonych róż, które uwielbiam. Nie do końca wiedziałam co sobie myśleć, mimo, iż moja mina nadal przedstawiała zaskoczenie.

         – Hej. – odezwał się.

         – Co ty tutaj robisz? – zapytałam. – I skąd masz mój adres?   

         – Mam znajomości, a przyjechałem do ciebie, bo chciałem cię przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. – zrobiło mi się lżej na duchu. To miło z jego strony, ale skąd mam wiedzieć, że to nie kolejna z jego gierek?

         – Nie musisz. Nie mam ci za złe. – odparłam.

         – Masz, masz. Doskonale to wiem.

         – Mamo! – usłyszałam głos swojego syna. Odwróciłam głowę w stronę jego pokoju i patrzyłam jak zbliża się w naszym kierunku.

         – Tak? – zapytałam.

         – Dzień dobry. – przywitał się z blondynem.

         – Dzień dobry.

         – Mamo mogę pójść do Petera. Odrobiłem już wszystkie lekcje.

         – A ogarnąłeś w pokoju?

         – Yyy… nie.

         – To ogarnij i możesz pójść. To zajmie ci parę minut. – powiedziałam, a on ruszył w stronę swojego pokoju. Na nowo spojrzałam na Kendalla, który najwidoczniej nie spodziewał się, że mam dziecko.

         – Nie wiedziałem, że masz męża?

         – Nie mam. Jestem samotną matką. – rzekłam. – Wejdź. – otworzyłam mu szerzej drzwi i wpuściłam do środka. Chłopak stanął na środku i podszedł do mnie.

         – Przepraszam cię bardzo za moje zachowanie. Od dłuższego czasu się tak nie zachowywałem.

         – Nie mam urazy. – powiedziałam, a on wręczył mi bukiet. Wzięłam od niego kwiaty, po czym poszłam do kuchni i wstawiłam je do wazonu, a następnie wróciłam do stojącego nadal blondyna.

         – Usiądź. – powiedziałam i sama zasiadłam na kanapie.

         – Chcesz może coś do picia?

         – Nie. Dziękuję.

         – Przeczuwam, że nie przyjechałeś tutaj jedynie dlatego, aby mnie przeprosić.

         – Nie. Przyjechałem właśnie dlatego, ale kierowałem się też tym, abyś przez moje zachowanie nie pomyślała, że jestem jakimś flirciarzem.

         – A nie jesteś?

         – Szczerze? To byłem. I to wielkim, ale nie chcę wracać do swojego nawyku.

         – Wczoraj coś ci nie wyszło.

         – I dlatego przyjechałem cię przeprosić.

         – Mamo ogarnąłem. – odezwał się mój syn.

         – Dobrze możesz iść.

         – Dzięki. – oznajmił. – O… przepraszam. Nie przedstawiłem się. Jestem Jake. – no. Bardzo dobrze, że się przedstawił.

         – Miło mi. Jestem Kendall.

         – To ja nie będę wam przeszkadzać. Wrócę za dwie, trzy godziny. Pa.

         – Pa. Uważaj na siebie! – powiedziałam kiedy zakładał kurtkę.

         – Dobrze. – i wyszedł.

         – Ile on ma lat? – usłyszałem pytanie blondyna.

         – 13.

         – I co się stało z jego ojcem? – zapytał, a do mnie powróciły wszytki niemiłe chwile.

         – Zostawił nas, kiedy miał cztery lata.

         – Przepraszam nie chciałem…

         – Nie szkodzi. Nie wiedziałeś. – czułam, że zaraz zacznę płakać.

         – Katelyn…

         – Może lepiej jak już pójdziesz. – przerwałam mu. Nie wiedziałam jego reakcji, ale mogłam się założyć, że był zawiedziony.

         – Jeśli chcesz. – powiedział wstając.

         – Przepraszam cię Kendall, ale musze zostać sama.

         – Jeśli to przeze mnie…

         – Nie. – zaprzeczyłam szybko. – Po porostu chcę zostać sama.

         – Jasne. – powiedział, po czym wyszedł. Odwróciłam się od drzwi i wstrzymałam płacz, ale nie na długo. Mimo, iż minęło już Tyle czasu nadal potrafię płakać godzinami przez niego. Szybko zasłoniłam wszystkie rolety, aby w domu zrobiło się ciemno. Usiadłam na sofie i zaczęłam płakać. Nagle do domu wszedł Jake.

         – Zapomniałem telefonu. Czemu tu tak … mamo? – podszedł do mnie zmartwiony moim stanem. – Mamo czemu płaczesz? – zapytał siadając koło mnie. – Ten pan coś ci zrobił? – spytał, a ja tylko pokręciłam przecząco głową. – Naruszył temat taty? – nie odpowiedziała, tylko rozpłakałam się jeszcze bardziej. Jake przytulił się do mnie, a ja przygarnęłam go do siebie całując w głowę.

         – Przepraszam cię Jake. To wszystko przeze mnie.

         – Nie mamo. Nie prawda. Nie przez ciebie, tylko przez ojca. Ty niczym nie zawiniłaś i nie musisz mnie za nic przepraszać. To ja powinienem cię przeprosić, za to, że ci nie pomagam i ignoruje zważywszy na to, że wszystko zostaje na twojej głowie. Mam wspaniała mamę i nie pozwolę, aby marnowała takie piękne dni na opłakiwaniu kogoś, kto już dawno powinien być wymazany z jej pamięci. Czas na ułożenie sobie życia od początku. – miał rację. Całkowita rację, ale nic na to nie poradzę, że ten temat tak bardzo mną porusza.  Spojrzałam na niego i pogłaskałam po głowie, po czym ucałowałam jego czoło.

         – A ja mam wspaniałego syna.

 

 

         Minął już trzeci dzień odkąd po raz ostatni widziałam się z Kendallem. Nie miałam numeru telefonu, adresu, ani niczego z czego mogłabym skorzystać, aby móc go przeprosić za mój nagły napływ rozpaczy. Byłam świadoma tego, że nie przyjechał do mnie tylko po to, aby mnie przeprosić, ale mimo, to miło było go zobaczyć. Nie ukrywam. Dziewczyny miały rację. Przystojny to on jest i to bardzo.

         – Mamo mogę wziąć sobie coś słodkiego? – zapytał mnie Jake kiedy przechodziliśmy obok regału ze słodyczami.

         – Tak. Tylko nie przesadzaj jak ostatnio.

         – Cztery rzeczy.

         – Dwie.

         – Trzy.

         – Ok. Idź zanim się rozmyślę. – powiedziałam, a następnie poszłam wziąć nam jakieś soki.

         – Już. – usłyszałam głos mojego blondaska podchodzącego do mnie. – Czekolada, oczywiście z karmelem, żelki, duża paczka, no bo jakby inaczej i popcorn, maślany. – komentował wkładając dany produkt do wózka. Szeroko się uśmiechnęłam, po czym zaśmiałam kiedy spojrzał na mnie szczerząc swoje białe ząbki. Dla żartów zaciągnęłam mu kaptur w dół, na co oboje się zaśmialiśmy.

         – Pooglądamy sobie dzisiaj filmy. Peter pożyczył mi fajne. Science fiction, thrillery, fantastyczne itp. Jakiś na pewno ci sie spodoba. – powiedział.

         – Na pewno.    

         Kiedy mieliśmy już wszystko co potrzeba ruszyliśmy do kasy, a tam czekała mnie niemiła niespodzianka.

         – Jak to, nie mogę zapłacić kartą?

         – Przepraszamy panią bardzo, ale po wczorajszych problemach z prądem korki nam wysiadły i sprzęt do skanowania karty nie działa.

         – Najbliższy bankomat jest 3 kilometry stąd.

         – No najwyżej pocze…

         – Ja zapłacę. – odezwał się męski głos. Spojrzałam w prawą stronę i ujrzałam Kendalla.

         – Nie, nie trzeba. Pojadę do tego bankomatu.

         – Serio? – zapytał Jake i Kendall w tym samym momencie.

         – Jake. Nie chcę aby ktoś za mnie płacił.

         – Ile tam trzeba?

         – 170, 59 $

         – Proszę, reszty nie trzeba.

         – Kendall nie. Nie będziesz za mnie płacił!

         – Katelyn. Naprawdę chcesz, aby pani czekała za tobą tyle czasu zanim przyjedziesz  z pieniędzmi? Inni też chcą kupić. – rzekł patrząc na mnie tymi swoimi zielonymi tęczówkami. – Niech pani policzy.

         – Kend…

         – Ciii… nic nie mów. – uciszył mnie, po czym wziął reklamówki wraz z Jake, a kasjerka podała resztę.

         – Reszty nie trzeba. Ma pani napiwek.

         – Dziękuję.

         Wyszliśmy ze sklepu i przejęłam od blondyna siatki.

         – Jesteście na nogach?

         – Postanowiliśmy z mamą się przejść. – odpowiedział Jake.

         – Może was podwiozę?

         – Nie. Daleko nie mamy.

         – Mamo, ale może…

         – Jake! – zaznaczyłam, a Kendall zaczął się cicho śmiać.

         – Chodźcie podwiozę was.

 

         Wedle mojego życzenia zielonooki przystanął koło banku, abym mogła wyciągnąć pieniądze, w razie kolejnej takiej sytuacji. Gdy wróciłam do samochodu wyciągnęłam z portfela dwieście złotych i oddałam je Kendallowi.

         – Zapomnij! Nie wezmę od ciebie pieniędzy.

         – Kendall weź. Nie chcę, abyś za mnie płacił.

         – Oj proszę cię. Nie przesadzaj. Przybyłem z pomocą nic więcej. Nie oddawaj mi ich.

         – Dziękuję, że mi pomogłeś, ale chcę, abyś wziął ode mnie te pieniądze.

         – Daj. – wziął ode mnie banknoty, po czym się odezwał. – Jake? Chcesz dwie stówki? – zapytał podając mu pieniądze za fotelu.

         – Jasne. – wziął od niego pieniądze, a następnie podziękował. Spojrzałam na niego wzrokiem „po co to robiłeś?”, a on jedynie się uśmiechnął i pojechał dalej.

         Podjechał pod furtkę, a ja wraz z Jake wyszliśmy z samochodu.

         – Dziękujemy za podwózkę. – powiedziałam wysiadając i już chciałam zamknąć drzwi kiedy nagle usłyszałam jego głos.

         – Katelyn poczekaj. – powiedziała wysiadając z samochodu i opierając się rękoma o jego dach.

         – Tak? – zapytałam patrząc na niego pytająco. 

         – Może dałabyś się namówić na kolację? – zaproponował, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Czy tego chciałam? Sama nie wiem. Sympatyczny jest i pewnie bym się z nim dobrze bawiła, ale skąd mam wiedzieć, ze to wszystko to nie tania gierka? Spojrzałam na Jake oczekując z jego strony jakąś podpowiedź, a on jedynie pokiwał twierdząco głową. No jasne. Facet dał mu dwie stówki, to teraz mu posłuszny. 

         – No nie wiem, a dlaczego miałabym się zgodzić?

         – Poznalibyśmy się bliżej. Dowiedziałbym się czegoś o tobie, a ty o mnie. Takie spotkanie dobrze by nam zrobiło.

         – Hyyyy… – zaczęłam się zastanawiać.

         – Przyjadę po ciebie o 7 PM. – oznajmił wchodząc do samochodu.

         – Myślisz, że w trzy godziny mi wystarczą na przygotowanie się? – powiedziałem lekko urażona.

         – Miałem na myśli jutrzejszy dzień, ale skoro wolisz dzisiaj. – powiedział uśmiechając się do mnie cwaniacko. Spojrzałam na niego wzrokiem „wrobiłeś mnie”, a on puścił mi oczko.

         – Będę o 8 PM.

         – Jutro czy dzisiaj?

         – Dzisiaj. Przecież sama chciałaś. – oznajmił cicho się śmiejąc.

         – Już jedź zanim zmienię zdanie! – pogoniłam go, a on posłusznie wsiadł do wozu i odjechał. Patrzyłam na samochód, aż zniknie mi z oczu.

         – On przystawi cię do pionu. – usłyszałam głos syna. Zaciekawiona jego słowami odwróciłam głowę w jego stronę i rzekłam.

         – Nie rozumiem.

         – Przy nim szybko zapomnisz o tacie. – oznajmił, po czym biorąc ode mnie klucze przeszedł przez furtkę i udał się w stronę drzwi frontowych. Stałam z siatkami w rękach zaskoczona jego słowami i na moment odwróciłam głowę sprawdzając, czy auto blondyna nadal wyjeżdża z osiedla. Niestety. Już go nie było.

         – Mamo idziesz, czy będziesz tam tak stała? – spytał zniecierpliwiony, a ja tylko pokiwałam głową śmiejąc się pod nosem, po czym ruszyłam w stronę domu.

 

                                      *** Kendall ***

 

         Strasznie się cieszyłem z tego, że zgodziła się pójść ze mną na kolację. Choć szczerze. Nawet nie dałem jej wyboru, ale całe szczęście nie miała nic przeciwko. To moja szansa na pokazanie jej moich lepszych stron. Nie mogę tego od tak zaprzepaścić. Trafiła mi się szansa i muszę ją jak najlepiej wykorzystać.

         Dojechałem do swojego domu i zaparkowałem na swoim terenie. Wysiadłem z samochodu i udałem się w stronę drzwi. O dziwo stali tam już Carlos i Logan.

         – No nareszcie! Ile można za tobą czekać?

         – Chłopaki, co wy tutaj robicie? – zapytałem zaskoczony ich niespodziewaną wizytą.

         – Tak przyszliśmy. Chcieliśmy się z tobą zobaczyć.

         – Przecież widzieliśmy się wczoraj.

         – Tak, ale przyszliśmy z pewną sprawą.

         – Jaką? – zapytałem otwierając drzwi od domu i wpuściłem ich do środka.

         – Zabieramy cię dzisiaj na imprezę. – odrzekł Logan, a zaraz po nim przejął głos Carlos, a ja wszedłem do kuchni nalewając sobie do szklanki zimnej wody.

         – Znajdziemy ci jakąś fajną dziewczynę. Potańczysz, popijesz i dobrze się zabawiasz ze starymi przyjaciółmi! – powiedział wykrzykując, jakby już był na zabawie. Parsknąłem śmiechem upijając łyk napoju.

         – Sorry chłopaki, ale mam już plany na dzisiejszy wieczór. 

         – Co? Jakie? – zapytali w tym samym czasie.

         – Idę na spotkanie z bardzo atrakcyjną kobietą.

         – Czyli na randkę. – wyjaśnił Logan.

         – Możemy też to tak ująć.

         – Pewnie musi być z niej niezła laska skoro umówiłeś się z nią. – oznajmił Carlos.

         – Co ty. Pewnie jest dobra w łóżku. – dodał Logan.

         – Albo od pierwszego wejrzenia jest pociągająca.

         – Albo jest od niego znacznie młodsza!

         – Albo jest w moim wieku i ma 13- letniego syna. – wtrąciłem się w wymianę zdań. A oni spojrzeli na mnie jakbym żartował, a po chwili spojrzeli na siebie i rzekli.

         – To musi być bardzo ładna.

         – Nie mylicie się. Jest bardzo ładna.

         – A nie przeszkadza ci, że ma syna?

         – Nie. Wręcz przeciwnie. To bardzo sympatyczny i zabawny młodzieniec, świetnie wychowany przez swoją matkę.

         – Dobra. A tak na serio. To będzie takie jednorazowe, tak?

         – Logan, nie zależy mi na pójściu z nią do łóżka. – zaprzeczyłem jego podejrzenia.

         – To… – wtrącił się Carlos. – … czego od niej oczekujesz.

         – Oj chłopacy. To, że kiedyś chodziłem z dziewczyną ze względu na seks nie oznacza, że teraz też tak jest.

         – A nie jest? – zapytali.

         – Nie. Nie jest. Też chcę w końcu ułożyć sobie życie.

         – Ok. Rozumiemy. Nie będziemy ci przeszkadzać idź i dobrze się baw. Z Loganem pójdziemy sami.

         – Carlos. A Alexa pozwoliła ci tam iść? – zapytałem przypominając sobie, że chłopak nic nie wspomniał o dziewczynie.

         – Jest na planie nowego filmu w Nowym Jorku. Wróci dopiero za tydzień.

         – I wykorzystujesz moment w którym nie ma jej w domu?

         – Chce sobie tylko potańczyć. Nic więcej.

         – Ok. Nie wtrącam się.

         – Dobra Carlos. Chodź, idziemy.

         – Ok. To do zobaczenie stary. Udanej randki życzymy. – powiedział z uśmiechem na twarzy, po czym wyszli, a ja zasiadłem na kanapie i zastanawiałem się jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór. Nie chcę schrzanić. Chcę, aby dziewczyna nareszcie mi zaufała i mógł stworzyć z nią naprawdę długi i szczęśliwy związek.

 

                                      *** Katelyn ***

 

         – Jake! I co ty na to? – zawołałam syna pokazując mu się w bardzo przyzwoitej czerwonej sukience. On szedł do mojego pokoju i przyglądając mi się przez dłuższy czas pokręcił przecząco głową, nie zgadzając się, abym założyła te sukienkę. 

         – Dlaczego? Źle w niej wyglądam? – zapytałam przeglądając się w lustrze?

         – Nie wyglądasz bardzo ładnie, ale na taka randkę, z takim facetem radziłbym założyć ci cos bardziej zachęcającego.

         – ‘Z takim facetem’ – zacytowałam go. – Czyli?

         – Od razu można zauważyć, że Kendall nie należy do mężczyzn z dwudziestego wieku. Sam zaskoczy cię swoim wyglądem więc nie bądź gorsza. – oznajmił kiedy ja nadal się przyglądałam w lustrze.

         – Mówisz?

         – Myyhyy. – mruknął.

         – W takim razie ekspercie powiedź. – stanęłam naprzeciwko niego kładąc ręce na moim biodrach. – Co takiego mam założyć.

         – Już co mówię. – podszedł do szafy przeglądając moje ciuchy. W pewnym momencie wyciągnął sukienkę, która bardzo wpadła mu w oko.

         – Ta będzie w sam raz. – pokazał mi prostą, czarną, obcisłą sukienkę do przed kolanko, którą od dekoltu była z czarnej koronki wliczając w to ¾ rękawy. 

         – Ona? Jesteś pewien?

         – Tak. – potwierdził przytakując głową. – Będziesz w niej wyglądać stylowo, elegancko, nie wyzywająco, ale pociągająco. Co na pewno mu się spodoba.

         – Skoro tak mówisz. To się ciebie posłucham. – powiedziałam biorąc od niego sukienkę. – A co mam zrobić z włosami, tak już zapytam?

         – Zostaw rozpuszczone. Tylko lekko je podkręć.

         – Oczywiście szefie. – rzekłam żartobliwie, po czy, weszłam do łazienki i wyszłam z niej po około pół godzinie, ubrana, umalowana i uczesana. Poszłam do salonu gdzie mój mały doradca oglądał film.

         – Teraz dobrze? – spytałam.

         – Fantastycznie. Oniemieje na twój widok. – uśmiechnął się do mnie.

         – Polubiłeś go. – rzekłam siadając koło niego na sofie. Spojrzał na mnie po czym dodał.

         – No. Fajny jest.

         – Bo dał ci dwieście złotych? – zapytałam żartobliwie.

         – Bo jako jedyny z twoich wszystkich chłopaków toleruje fakt, że masz syna. – powiedział poważnie, a mnie przepełniły wyrzuty.

         – Przepraszam synku, wcześniej myślałam, że może znajdę jakiegoś fajnego faceta, który uszczęśliwiłby ciebie i mnie, ale najwidoczniej los chciał, abym była sama.

         – Nie jesteś sama. Masz mnie.

         – Wiem Jake, wiem, ale jak dorośniesz wyfruniesz mi z gniazda. – powiedziałam przytulając się do niego.

         – Zawsze będę z tobą. Bez względu na to, czy będę mieszkał w domu czy też nie. Nie zostawię cię. – wtulił się we mnie.

         – Dobrze wiedzieć. – powiedziałam uśmiechając się sama do siebie i całując mojego skarbka w głowę. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

         – To pewnie Peter. – powiedział i podbiegł do drzwi. Spojrzał prze judasza i potwierdził.

         – Dobry wieczór pani Tarver.

         – Dobry wieczór Peter.

         Chłopcy poszli do pokoju Jake, a ja robiłam ostatnie poprawki przed przyjazdem Kendalla. Stałam przed lustrem i poprawiałam włosy, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do niech i otworzyłam. W progu stanął elegancko ubrany blondyn z kolejnym bukietem czerwonym róż.

         – Witaj. – powiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy.

         – Witaj. – przywitałam się z nim, a on wręczył mi kwiaty. – Już mam jeden taki. Wiesz?

         – To będziesz miała drugi.

         – Jak już tak bardzo chciałeś kupić mi kwiaty, to wystarczyła mała różyczka.

         – Nie. Postanowiłem, że z każdym naszym spotkaniem będę kupował ci bukiet czerwonym róż, no chyba, że w kwiaciarni ich zabraknie, to nastawie się na jakieś inne. – zażartował, a ja się zaśmiałam. Wzięłam od niego kwiaty wzdychając i zaniosłam je do kuchni wsadzając do następnego wazonu. Po chwili wróciłam do niego i sięgnęłam po płaszcz. On jednak złapał mnie za ręce i obejrzał mnie dookoła.

         – Ślicznie się dzisiaj ubrałaś. – powiedział, a ja się lekko zarumieniłam. W duchu dziękowałam Jake’owi za jego cenną radę co do ubioru.

         – Dziękuję. Tobie również nie można niczego zarzucić.

         – Ohh… dziękuję. Idziemy? – zapytał.

         – Jasne. Tylko oznajmię Jake’owi, że już idę.

         Weszłam do jego pokoju i rzekłam.

         – Jake. Wychodzimy. Będę późnym wieczorem. Uważajcie na siebie i nikomu nie otwierajcie. – nakazałam i kiedy usłyszałam potwierdzenie co do moich rozkazów ruszyłam w stronę czekającego na mnie blondyna. Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi na klucz, a po chwili wsiadłam do samochodu.

 

         Wieczór leciał nam nieubłaganie szybko. Było … nie będę okłamywać. Cudownie. Jest taki zabawny i dowcipny. Potrafi podnieść na duchu i jest mega romantyczny. Takiego szukałam od zawsze, jakby spadł mi z nieba. Bardzo dobrze, że spotkałam się z nim w firmie.

         Szliśmy alejką rozmawiając na wszystkie możliwe tematy. Pytałam o jego rodzinę, rodzeństwo i tym podobne sprawy. Doszliśmy nawet do tematu jego dziewczyn, co mogłam ominąć szerokim łukiem, ale chciałam wiedzieć, jak było kiedyś. Mówił szczerze. Przynajmniej tak mi się zdawało. Nie można było wyczuć w jego głosie krzty kłamstwa.

         – Dlaczego mam być pewna, że mnie nie potraktujesz tak jak resztę? – zapytałam, kiedy skończył opowiadać o swojej przeszłości.

         – Od… – spojrzał na zegarek. – … prawie czterech godzinnie nie jesteś ze mną w łóżku. To jest wystarczający dowód na to, że na zabawie z tobą mi nie zależy.

         – A co jeśli niedługo by się tak stało? Wyszedłbyś i nie wrócił?

         – Katelyn, jesteś pierwsza dziewczyną, która umówiła się ze mną nie ze względu na mój wygląd.

         – Kendall, przecież na twojej drodze może pojawić się jeszcze dużo dziewczyn, że które nie polecą na twój wygląd. Nie jestem wyjątkiem.

         – Nawet jeśli by tak było. Jakoś nie interesowałyby mnie uczucia innych kobiet. Zainteresowałaś mnie. Zaciekawiłaś swoją osobą i pragnę lepiej cię poznać. Dzięki tobie mogę zacząć żyć jak normalnie dorosły mężczyzna, a nie jak facet, który podrywa pierwszą lepszą laskę.

         – I umawiasz się ze mną jedynie dlatego, żebym pomogła ci wyjść z takiego jakby „nałogu”? – zapytałam lekko zawiedziona.

         – Katelyn czy ty we wszystkim co powiesz musisz widzieć coś złego?

         – Nie widzę nic złego, ale po prostu tyle razy miałam już złamane serce. Dużo razy chodziłam na randki z jakimiś facetami mając nadzieje, ze nareszcie szczęśliwie ułożę sobie życie, ale albo facet chciał mnie wykorzystać, albo nie podobał mu się fakt, że mam dziecko. – rzekłam i skłoniłam głowę w dół. – Umówiłam się z tobą, bo widzę w tobie jakiś potencjał i zaprosiłeś mnie na kolację wiedząc już wcześniej, że mam syna. Zgodziłam się i jestem tu teraz z tobą, bo chcę wiedzieć, czy oczekujesz ode mnie czegoś poważniejszego, czy może jak inni faceci chcesz mnie jedynie wykorzystać. – łzy zaczęły napływać mi do oczu. – Od dłuższego czasu nie chodzę na randki, bo to odbija się źle na Jake’u, a nie chcę być z mężczyzną, który nie toleruje mojego syna. – spojrzałam na niego zaszklonymi oczami, a on podszedł do mnie i przytulił mnie. Wtuliłam się w jego tors. Tak bardzo tego potrzebowałam. Tego uczucia bezpieczeństwa i wiedzy, że jest ze mną ktoś, na kim mi zależy.

         – Miałaś pod górkę. Ja też. Mimo, iż byłem flirciarzem jak ich mało, to jednak odczuwałem smutek, że nie mogę znaleźć dziewczyny, która pokocha mnie takiego jakim jestem, aż w pewnym momencie spotkałem ciebie. Miałem, mam i będę nadal mieć nadzieję, że jesteś ta jedyną. Nie chcę cię wykorzystać czy skrzywdzić. Raniąc ciebie, zraniłbym i siebie. Nie umiem patrzeć jak płaczesz, bo chce mi się płakać razem z tobą. Więc proszę cię. Nie płacz i nie myśl o przeszłości. – powiedział ocierając moje lecące łzy z policzków.

         – Łatwo ci to mówić. Ciebie dziewczyna nie zostawiła z czteroletnim synem, w momencie kiedy najbardziej jej potrzebowałeś.

         – Katelyn, minęło już tyle czasu, nie sądzisz, że trzeba zapomnieć o tym co było i dać szansę komuś innemu?

         – Na przykład tobie? – zapytałam parząc mu prosto w oczy.

         – Mówię ogólnie. – odparł spokojnie. – Ale nie ukrywam, że ucieszyłoby mnie to. – odrzekł i uśmiechnął się do mnie delikatnie.

         – Zastanowię się jeszcze powiedziałam. – powiedziałam swobodnie ocierając łzę i idąc dalej. Momentalnie poczułam jak łapie mnie za ramię i zjeżdżając dłonią po mojej ręce splótł ze sobą nasze dłonie. Uśmiechnęłam się delikatnie po kryjomu do siebie i szłam z nim za rękę dalej.

         – Która godzina? – zapytałam się nie chcąc już sięgając do torebki po telefon kiedy on ma zegarek na nadgarstku.

         – Za parę minut będzie północ.

         – Odwiózł byś mnie już do domu? Martwię się trochę o Jake i Petera.

         – O nich? Czy o porządek w domu? – zażartował, a ja się zaśmiałam.

         – O to i o to. – powiedziałam.

         – Jasne.

        

         Będąc koło domu zauważyłam, że lampki nocne w salonie i pokoju Jake się palą, więc mogę sądzić, że jeszcze nie śpią, a raczej, albo oglądają film, albo grają na konsoli. Kendall zaparkował przed furtką, po czym wyszedł i otworzył mi drzwi jak dżentelmen. Wyszłam z samochodu i stanęłam przed nim.

         – Dziękuję. Za podwózkę, a przede wszystkim, za dzisiejszy wieczór. – powiedziałam lekko się do niego uśmiechając i ze skrępowania co rusz skłaniając głowę w dół.

         – Ja również dziękuję. Było bardzo miło. – podszedł do mnie bliżej. 

         – Tak. Zgodzę się. – spojrzałam mu w oczy, a on jeżdżąc dłońmi po moich ramionach zbliżył się do mnie jeszcze bardziej i wpatrując się w moje oczy coraz bardziej zbliżał swoją twarz ku mojej. Odchyliłam delikatnie głowę, a on oddał mi jeden delikatny pocałunek. Czując, że dla obojga z nas jest to zdecydowanie za mało. Pogłębiliśmy się w pocałunku stojąc tak jeszcze dłuższą chwilę. Po krótkiej chwili oderwaliśmy się od siebie.

         – Nieźle całujesz. – powiedział żartobliwie, a ja udałam urażoną.

         – Spadaj. – popchnęłam go delikatnie, a on cicho się zaśmiał, po czym nachylił się do mojego uchu i dodał.

         – Tak nieźle, że aż cudownie. –  delikatnie się uśmiechnęłam, a on muskał ustami moją szyję. W pewnym momencie ujęłam jego twarz w dłonie i czule go pocałowałam. Jednak to było za mało, aby zaspokoić nasze pragnienie. Pogłębił nasze pocałunki, które z każda chwilą stawały się namiętniejsze. Zawiesiłam swoje ręce na jego szyi, a on kładąc dłonie na mojej tali przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej powodując, że nasze ciała się stykały. Po dłuższej chwili zakończyliśmy tę słodką chwilę.

         – To … dobranoc. – powiedziałam z lekkim uśmiechem na ustach. On musnął delikatnie moje usta i rzekł.

         – Dobranoc. – zanim wsiadł puścił mi oczko i po chwili już ruszył w drogę do swojego domu. Czekałam, aż zniknie mi z oczu i kiedy to się już stało wróciłam szczęśliwa do domu.

 

                                               Rok później

 

                                                *** Kendall ***

 

         Dzisiaj będziemy obchodzić nasze drugie wspólne święta. Będą one o tyle wspanialsze, że zamierzam oświadczyć się Katelyn po kolacji wigilijnej.

         Z całą moją i Kate rodziną siedzieliśmy przy stole i cieszyliśmy się czasem spędzonym ze sobą, gdy moja, jeszcze, piękna dziewczyna poszła do kuchni dołożyć jedzenia ja wstałem podszedłem do choinki i zawiesiłem na gałązce czerwone pudełeczko w kształcie bombki w którym znajdował się pierścionek zaręczynowy. Nie przeoczy tego, gdyż na choince znajdują się tylko srebrne i niebieskie bombki.

         – Synku co ty robisz? – odezwał się moja matka wyrywając się z rozmowy prowadzonej z panią Tarver.

         – Zaraz się przekonasz. – powiedziałem i z powrotem usiadłem na swoim miejscu. Uśmiechając się do Jake, który już wcześniej był we wszystko wmieszany. Po chwili do salonu weszła wyczekiwana przez nas, a przede wszystkim przeze mnie Katelyn. Położyła tacę z jedzeniem na stole i od razu zapytała.

         – Co robi na choince czerwona bombka? – zapytała podchodząc do niej. – Jake znów sobie ze mnie żartujesz? – spojrzała pytająco na syna, a ona podniósł jedynie ręce w geście obronnym, że to nie on. Blondyna sięgnęła po bombkę i zaciekawiona jej zawartością nawet nie zwróciła uwagi, ze wstałem i podszedłem do niej stając za nią. Powoli i starannie otworzyła pudełeczko, a to co tam zobaczyła zaskoczyło ja i to bardzo. Od razu spojrzała na moje miejsce, ale gdy ujrzała, że mnie tak nie ma odwróciła się i nic nie mówiąc spojrzała na mnie pytająco.

         – Podoba ci się? – zapytałem.

         – Jest śliczny. – odparła i delikatnie się do mnie uśmiechnęła. Wziąłem od niej pudełeczko i jak przystało na mężczyznę uklęknąłem przed nią na jedno kolano i zapytałem.

         – Katelyn najdroższa i najwspanialsza osobo mego życia, którą kocham ponad wszystko, czy uszczęśliwisz mnie jeszcze bardziej w ten wyjątkowy dla nas wszystkich dzień i zgodzisz się zostać moją żoną? – popatrzyłem na jej zaszklone oczy. Nie wytrzymała presji i łzy poleciały jej strumieniami. Pokiwała twierdząco głową i dodała ściszonym głosem to oczekiwane przeze mnie słowo „tak”. Wstałem, a dziewczyna rzuciła mi się na szyję. Przytuliłem ją mocno do siebie i pocałowałem w czubek głowy. Reszta zgromadzenia zaczęła nam klaskać. Spojrzałem na swoją jak i Katelyn mamę, które obie zruszyły się moimi oświadczynami. Uśmiechnąłem się do nich, po czym odchylając się delikatnie spojrzałam na te cudne brązowy oczy mojej ukochanej.

         – Kocham cię. – powiedziałem.

         – Ja ciebie też. – nachyliłem się ku niej i czule pocałowałem.

         Te święta były dla nas naprawdę wzruszające. Strasznie się ciszę, że Kate zgodziła się za mnie wyjść. Od dłuższego czasu nie myślałem o niczym innym, tylko o tym, aby się jej oświadczyć. Nie myliłem się. To ta jedyna i zostanie tę jedyna już do końca naszych dni. Teraz po tym jakże pięknym słowie „tak” należy do mnie i tylko do mnie. Tuliłem się do niej jak najdłużej mogłem. Jest moim światem, oczkiem w głowie, lekiem na całe zło. Była, jest i będzie dla mnie najwspanialszą i najcudowniejsza kobietą jaką mógłbym mieć przez całe moje życie. Na zawsze.

____________________________________

Przepraszam was za błędy jeśli jakieś się tam znalazły, a na pewno się znalazły ;) To moja pierwsza jednorazówka i nie wiem jak mi wyszła. Mam nadzieje, że w miarę ??  Jeśli chcecie zobaczyć bohaterów wejdźcie w stronkę „Bohaterowie jednorazówki” :)

Chciałam również dodać, że druga część rozdziału pojawi się, albo w pierwszy, albo w drugi dzień świąt :) 

Mam nadziej, ze się wam podobało :) Liczę na wasze szczere opinie w komentarzach ;)

Pozdrawiam Stelss :***********

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Wesołych świąt i jednorazówka :)

  1. ~Rusher222 pisze:

    Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. To było takie romantyczne, wzruszające. Przyznam się, że się popłakałam. Pojedyncze łzy napłynęły mi do oczu. Rozumiesz ? Mi ! Dziewczynie bez serca i nie wrażliwej. Jeśli uczyniłaś, że płakałam, to znaczy, że jesteś cudotwórcą. Jednorazówka jest niesamowita! Czekam na więcej takich <3
    Pozdrawiam i wesołych świąt ;*

  2. Ciri pisze:

    O rajuśku :) Cudna ta jednorazówka, naprawdę naprawdę :) I choć nie pomyślałabym o Kendallu, że z niego aż taki flirciarz to pięknie poprowadziłaś przez to opowiadanie jego postać :) A Jake… ech… fajny chłopak :) Czekam na cd opowiadania i kolejne takie jednorazówki, pozdrawiam serdecznie i zapraszam http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl/

  3. ~ZuZia pisze:

    SUPER!!!Zrobisz jeszcze jakąś część?
    POZDRAWIAM!!!

  4. ~Stelss pisze:

    Bardzo mnie cieszy fakt, że jednorazówka ci się spodobała, lecz nie będzie do niej kolejnej części. Mam nadzieję, że rozumiesz, ale rozważę raz jeszcze myśl, aby zrobić Wam, a przede wszystkim Tobie przyjemność i napisać kolejną część do niej.
    Pozdrawiam Stelss :*****

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>