Walentynkowa jednorazówka :)

Dzisiaj są walentynki, więc postanowiłam, ze napisze dla was moją drugą jednorazówkę :) Wysiliłam się trochę nad nią, więc mam nadzieję, że trochę to docenicie ;) A jak na razie. Życzę wam udanego walentynkowego wieczory, gdyż dniem go już raczej nazwać nie mogę ;) Więc wszystkiego kochanego :) w te walentynki :*********

Pozdrawiam i całuję Stelss :***************

_______________________________________

Otworzyłam zaspane oczy i podnosząc się do pozycji siedzącej zdrowo się rozciągnęłam. Spojrzałam na zegarek. 12 pm. Że co?! Spóźniłam się do szkoły?! O nie. Nie wiedziałam, czy jest w ogóle sens pójścia do szkoły, ale dzisiaj są walentynki, a ja wraz z przyjaciółkami miałyśmy zrobić o 1 pm bal dla przedszkolaków z okazji walentynek. Wstałam i w ekspresowym tempie ubrałam się i umalowałam, po czym schodząc na dół wbiegłam do kuchni chcąc wziąć sobie jabłko i niespodziewanie spotkałam tam na spokojnie siedzącą sobie moją mamę jedzącą śniadanie.

         – Czy nie miałaś być w pracy na siódmą? – spytałam nadal zaskoczona jej obecnością.

         – Tak. I będę. – powiedziała niczego sobie biorąc kolejny kęs kanapki.

         – Mamo jest 12 pm.

         – Nie kochanie jest 6:30 am. Ładnie dzisiaj słonko świeci nieprawdaż? – spytała kiedy promienie słońca przedostały się do przez okno do naszej kuchni.

         – Jak to jest 6:30 am? Ja mam 12 pm.

         – Aaaa… no tak. Wczoraj w nocy wyłączyli nam prąd więc zapewne cos się poprzestawiało. – oznajmiła.

         – Czyli, ze jest w pół do siódmej? – spytałam zasiadając na krześle przed moją mamą, która tylko twierdząco pokiwała głową na znak, że tak. – A ja się bałam, że zaspałam. – rzekłam, odgarniając swoje długie, blond, kręcone włosy za ucho.

         – Zjedź siadanie zanim wyjdziesz. – rzekła wstając z krzesełka i zakładając marynarkę oraz narzucając torebkę na ramię. – Ja już jadę. – podeszła do mnie i ucałowałyśmy swoje policzki. – Miłych walentynek ci życzę. – rzekła mrugając do mnie, a następnie udała się do samochodu. Na spokojnie przygotowałam sobie śniadanie i kiedy wybiła 7 am postanowiłam, że wolnym spacerkiem pójdę sobie pieszo do szkoły.

         Na miejscu byłam po pół godzinie. Podeszłam do dziewczyn i się z nimi przywitałam.

         – Hej. – odezwałam się do przyjaciółek.

         – Cześć. – powiedziały wszystkie trzy.

         – Jak tam Walentynowy klimat? – spytałam.

         – Do bani. – rzekła Ethel.

         – Dlaczego? – spytała Victoria.

         – Bo są walentynki, a ja nawet chłopaka nie mam.

         – Ja też nie, ale jeśli jest dzisiaj święto miłości, to kto wie? Może znajdziemy sobie dzisiaj jakąś druga polówkę. – rzekła Erin.

         – Chyba ty, bo który mądry facet chciałby mieć rudą za dziewczynę.

         – Każdy! – krzyknęłyśmy we trzy. Od zawsze nie podobało nam się w Ethel to, że jest taką pesymistka i uważa siebie, za najbrzydszą w całej szkole. Jest to czysta nie prawda. Mimo, iż Ethel jest ruda, to jednak z wyglądu jest naprawdę słodką i pociągającą dziewczyną. Ma śliczną cerę, piękne niebieskie oczy i jest bardzo zgrabną dziewczyną. Wiele mężczyzn chciało się z nią umówić, ale ona sądziła, że im zależy tylko na jednym. Chce znaleźć swoja prawdziwą miłość. To dziewczyna urocza, miła, spokojna, opanowana, wrażliwa, i bardzo emocjonalna. Nie zasługuje na to, aby jakiś chłopka ją wykorzystał. Więc rozumiem, że nie chce się umawiać, kiedy faktycznie chłopakowi zależy tylko na jednym.

         – Nie, nie każdy. – oznajmiła.

         – Zobaczysz, jeszcze dzisiaj spotka cię coś miłego.

         – Obyście się nie pomyliły. – rzekła, po czym w cztery ruszyłyśmy do klasy.

         Była dwunasta. Mamy godzinną przerwę na lunch i odpoczynek. Wraz z dziewczynami zostałyśmy już zwolnione z reszty zajęć, abyśmy na spokojnie mogły zająć się przygotowaniem przyjęcia dla małolatów. Stałyśmy przy szafkach na szkolnym korytarzu i chowaliśmy podręczniki, kiedy nagle usłyszałyśmy krzyki i piski innych dziewczyn w szkole. Przestraszone, że coś się stało wybiegłyśmy na dwór sprawdzić czy nikomu nic nie jest. Spojrzałyśmy na tłum dziewczyn, które otoczyły jakąś osobę prosząc o autografy. Przez myśl przemknęła mi jedna osoba i kiedy usłyszałam ten dobrze znany mi głos pokręciłam tylko delikatnie głową.

         – Takiego chłopaka to ja ci zazdroszczę wiesz? – odezwała się Ethel, ale nic nie powiedziałam.

         – Idzie tutaj. – rzekła Victoria. – Zostawimy was. – odezwała się do mnie znacząco, a ja patrzyłam na idącego w moją stronę blondyna z dużą czerwoną różą u której cała łodyga była owinięta czerwoną wstążką, a na środku z wyrobioną kokardką. Stanął parę centymetrów ode mnie.

         – Mówiłam ci, abyś nie przyjeżdżał do mnie do szkoły. – rzekłam patrząc w jego zielone tęczówki.

         – Są walentynki. Nie mogłem się powstrzymać. – odparł muskając mój policzek nosem.

         – Za dwie godziny skończyłabym zajęcia, to nie sprawiłoby ci tyle problemu, abyś poczekał jeszcze chwilę. Teraz będę miała na głowie całą szkołę. – powiedziałam ściszonym głosem, widząc jak wszyscy patrzą się na nas.

         – Mam już dość krycia się. Niech się w końcu ludzie dowiedzą, że jesteś moja. – szepnął mi do ucha, obejmując mnie w pasie. – Jak na razie jest jedna. Wieczorem dam ci o wiele więcej. – odrzekł wręczając mi różę.

         – Dziękuję. Jest piękna. – oznajmiłam dając mu buziaka w policzek.

         – Oczekuje czegoś więcej. – powiedział zadziornie, przystawiając się do pocałunku. Byłam przeciwna temu, aby całować się w miejscu publicznym, do tego na terenie szkoły, ale cóż mam zrobić. Nie potrafię oprzeć się jego słodkiego zapachu i tych ponętnych ust, które sprawiają, że czuje motylki w brzuchu kiedy mnie całuje. Uległam i wpiłam się w jego usta. Przyłożyłam swoją ciepłą dłoń do jego policzka nie odrywając się od jego warg. Pogłębiłam pocałunek, ale przerwałam go, kiedy poczułam coraz bardziej natrętny wzrok uczniów mojej szkoły.

         – Jadę do studia, ale o 8 pm zapraszam cie do siebie. Przygotuj się.

         – Jasne. – kiwnęłam głową i delikatnie się uśmiechnęłam. Odwrócił się, a kiedy zauważyłam, że ze szkoły wychodzi Anne, straszliwa zołza i diva naszej szkoły, która nienawidzi mnie od samego początku, postanowiłam, że wykorzystam jeszcze jakoś sytuację. Niech wie, że chodzę z gwiazdą Ameryki Kendallem Schmidtem. Więc teraz będzie miała okazję się o tym dowiedzieć. Widziałam jak idzie w jego stronę. Uśmiechnęłam się cwaniacko, po czym rzekłam.

         – Kendall. – odwrócił się. Podeszłam do niego i dodałam. – Jedź ostrożnie. – zbliżyłam się i namiętnie pocałowałam. Oderwaliśmy się od siebie, a on oznajmił.

         – Nie ładnie tak wykorzystywać swojego chłopaka. – zaśmiał się połapując się, że zrobiłam to specjalnie.

         – W życiu trzeba sobie jakoś radzić. – mruknęłam, a on dał mi szybkiego buziaka, po czym ruszył w stronę samochodu. Odprowadziłam go wzrokiem, a kiedy wsiadł i odjechał spojrzałam na Anne i przerzuciłam swoimi blond włosami uśmiechając się do niej z trzymaną w dłoni różą, a następnie poszłam w stronę czekających na mnie przyjaciółek.

         – Katelyn to było boskie! – odezwała się Victoria.

         – Szkoda, że nie widziałaś jej miny kiedy zaczęliście się całować. – dodała Erin.

         – Wręcz opadła jej szczęka.

         – Chodzenie z gwiazdą jednak ma swoje plusy. – powiedziałam, po czym ruszyłyśmy w stronę stołówki na obiad.

                                               ***Victoria***

         Szłam ulicą po przygotowaniu dla maluchów przyjęcia i jadłam wafelka. Nagle zatrzymał się koło mnie czarny samochód i rzekł.

         – Podwieźć gdzieś panią? – już chciałam się odwrócić i wygarnąć natrętowi, ale gdy tylko ujrzałam kto jest za kierownicą wyrzuciłam wafelka i wsiadając do samochodu krzyknęłam.

         – James! – usiadłam na siedzeniu i mocno się do niego przytuliłam. – Miałeś być w Nowym Jorku na sesji zdjęciowej.

         – Miałem, ale dzisiaj są walentynki i nie chciałem, aby moje kochanie siedziało samo w domu i nudziło się przy jakiejś beznadziejnej komedii romantycznej. – oznajmił łapiąc mnie za rękę.

         – Ooo… to słodkie. Dziękuję. – delikatnie go pocałowałam.

         – Dzisiaj spędzimy razem caaaaały dzień. – oznajmił odpalając silnik i ruszając w nieznanym mi kierunku.

- Gdzie mnie zabierasz?

         – Jak ci powiem to nie będzie niespodzianki.

         – Przygotowałeś coś dla mnie?

         – Tak.

         Siedziałam cierpliwie w samochodzie i zastanawiałam się gdzie mnie zabierze. Zaparkowaliśmy na parkingu przed plażą, a następnie otwierając mi drzwi jak dżentelmen, ujął moją dłoń i poszliśmy w kierunku portu z jachtami.

- Jedziemy w rejs? – zapytałam uśmiechnięta.

- Tak. Jedziemy w rejs.

- Wypożyczyłeś jacht na dzisiejszy dzień? – spytałam oglądając każdy po kolei.

- Nie. – pokiwał przecząco głową. – Ja mam jacht.

- Nie mówiłeś mi nigdy o tym.

- Bo mam od niedawna. – oznajmił. – Chodź. – wyciągnął do mnie rękę. – Pokażę ci go. – posłusznie ujęłam jego dłoń i z zaciekawieniem jak wygląda jego jacht pokierowałam się za nim. Po chwili stanął koło jednego z dużych, choć nie ogromnych luksusowych jachtów, a mnie zatkało. Nie obchodził mnie wygląd jachtu, czy jest luksusowy czy nie, wzruszyło mnie to, że wielkimi, ukośnymi literami pisało „Kocham cię Victoria”. Rzuciłam się na niego i ucałowałam.

- Nazwałeś jacht moim imieniem? – spytałam retorycznie nadal mocno do niego przytulona.

- Tak. Mam nadzieję, że co się spodoba.

- No ba. Oczywiście, że tak! – powiedziałam podekscytowana.

- Więc zapraszam do środka. – gestem ręki wskazał mi schodki dzięki którym możemy wejść na jacht. Gdy byłam już w środku oniemiałam. Normalnie luksus. Piękne wnętrze, cudne meble i przystrojony stolik niedaleko brzegu jachtu.

- To na wieczór. – szepnął mi do ucha. – Teraz zapraszam cię do środka. – posłusznie wykonałam jego polecenie, po czym zasiadając na sofie odprężyłam się, a mój ukochany puścił typowo romantyczne piosenki i zasiadł na kanapie obok mnie.

- Kiedy nauczyłeś się sterować jachtem? – zapytałam kiedy leżałam z  głową położoną na jego kolanach. 

- W dniach kiedy niby miałem mieć sesję. – wyznał.

- Czyli, że udawałeś, że jedziesz na sesję, aby tak naprawdę przygotować dla mnie tą niespodziankę?

- Tak. – odparł, a ja podniosłam się i mocno go pocałowałam. – To najcudowniejsza rzecz jaką kiedykolwiek mi ktoś podarował.

- Wszystko dla ciebie. – odgarnął kosmyki moich brązowych włosów za ucho, a następnie ujmując mój policzek zaczął mnie delikatnie całować. Przyłożyłam dłoń do jego klatki piersiowej i zaczynałam odpinać jego koszulę.

- Już teraz? – spytał lekko zaskoczony.

- Po co czekać do wieczora. – oznajmiłam, a on jedynie się uśmiechnął. Wziął mnie na ręce i zaprowadził do sypialni. Postawił mnie na ziemi i zdjął ze mnie bluzkę. Do końca odpięłam wszystkie guziki jego koszuli, po czym zrzuciłam ją z niego ukazując jego umięśniony tors. Aż zamruczałam na widok jego mięśni. On zadziornie się uśmiechnął, po czym sięgnął dłońmi do moich spodni. Odpiął guzik, wolno i zmysłowo rozpiął suwak i kładąc mnie na środku naszego wielkiego łóżka ściągnął ze mnie rurki. Patrzyłam uśmiechnięta od ucha do ucha jak rozpina pasek i ściąga z siebie spodnie, a następnie jak seksowny model rzucił za siebie odzież i delikatnie rozsuwając moje nogi zrobił sobie pomiędzy nimi miejsce. Zaczął mnie całować, schodząc pocałunkami coraz niżej. Kiedy muskał swoimi ciepłymi wargami mój dekolt uznał, że moja górna część bielizny bardzo mu przeszkadza w dawaniu mi większych pieszczot. Powoli mnie podniósł, a następnie odpiął stanik i zdejmując go rzucił gdzieś w kąt. Na nowo opadłam na poduszki dając mu wolną rękę. Uśmiechałam się sama do siebie pod wpływem jego pieszczot. Czułam narastające podniecenie. Szatyn ściągnął ze mnie dolną część bielizny. Podniósł się i obdarzył mnie namiętnymi pocałunkami. Nie czekając chwili dłużej zdjęłam z niego bokserki i rozkoszowałam się tą podniecającą i rozkoszną chwilą.

                                      ***Erin***

Zazdrościłam dziewczyną szczęścia. One mają swoich wybraków, a ja biedna muszę łudzić się, że kiedyś natrafię na tego jedynego. Może za rok będę miała okazję spędzić ten dzień z mężczyzną moich marzeń? No cóż. Pożyjemy zobaczymy. Przez całą drogę od szkoły do supermarketu czułam czyjś wzrok na sobie. Myślałam, że ktoś mnie śledzi. Odwracałam się we wszystkie kierunki z nadzieją, że może go lub ją zobaczę, jednak nikogo za mną nie było. Jedynie ludzie, którzy mieli gdzieś moje uczucia i to, że istnieje taka osoba jak ja. Powoli z lekkim zawahaniem weszłam do sklepu. Wzięłam koszyk, poszłam w stronę napojów i kupiłam jeden owocowy i pomarańczowy oraz coś gazowanego. Następnie udałam się do regału ze słodkościami. Dzisiaj zajem się na śmierć. Pomyślałam patrząc na te wszystkie łakocie. Włożyłam do koszyka trochę żelków, ciastek, na pewno nie pomijając czekolady i lody. Do tego dołożyłam sobie dwie paczki chipsów i paluszki.

- Zjesz to wszystko sama? – usłyszałam męski głos, który wydawał mi się dość znany. Odwróciłam się w stronę chłopaka i zamurowało mnie. Obok mnie stał nikt inny jak sam Logan Henderson z Big Time Rush. Nie ruszałam się dłuższą chwilę. Chłopak podszedł do mnie i machnął dłonią przed moimi oczami, jednak ja nadal stałam bez ruchu.

- Rozumiem oczekujesz czegoś lepszego. – oznajmił, po czym nachylił się ku mnie i pocałował w policzek. Od razu się otrząsnęłam przykładając dłoń do policzka gdzie wcześniej mnie pocałował.

- Właśnie mnie pocałowałeś. – rzekłam zaskoczona.

- Wybacz, ale w ten sposób się otrząsnęłaś.

- Przepraszam, ale jestem twoją, znaczy waszą fanką i to dla mnie szok.

- To moją? Czy waszą? – dopytał.

- Wiesz. Dwójka z was i tak jest zajęta. Więc powiem, że twoją. – uśmiechnęłam się.

- A skąd to wiesz? – zapytał.

- Bo moje przyjaciółki się z nimi spotykają.

- Aaa… to ty pewnie jesteś Erin. – powiedział moje imię.

- Znasz mnie?

- Katelyn mi o tobie opowiadała.

- Śledziłeś mnie? – zapytałam nagle, odchodząc od tematu.

- Wybacz, ale tak. – przyznał się. – Zaintrygowałaś mnie, chciałem cie poznać, ale bałem się zagadać, więc trochę cię pośledziłem, aż w końcu zdałem się na odwagę i zagadałem.

- Widzę. – szczerze się uśmiechnęłam.

- Więc? Urządzasz jakieś party? Mogę wpaść?

- Niestety nie urządzam żadnej imprezy, postanowiłam, że w dzisiejszy wieczór przytyję sobie z dwa, trzy kilogramy.

- Łał. To ja zwykle słyszę od dziewczyny, że jest za gruba i chce schudnąć, a ty tak po prostu mówisz mi, że chcesz przytyć?

- Tak. Chcę przytyć gdyż, żaden mężczyzna nie zwraca na mnie uwagi, więc po co przejmować się swoim wyglądem, skoro nie ma dla kogo. – wzruszyłam ramionami.

- Ja nie jestem żaden. – odezwał się co natychmiastowo chciał cofnąć. Spojrzałam na niego pytająco, a on się speszył. – Znaczy wiesz… yyy… miałem na myśli… że no… – patrzyłam na niego chcąc zachęcić go do powiedzenia konkretu, lecz nie mógł wydusić z siebie prawdy.

- Dobrze Logan. – podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego ramieniu. – Nie musisz się męczyć. Miło mi było cię poznać. – uśmiechnęłam się do niego życzliwie, po czym ominęłam go i ruszyłam w stronę kasy.

- Umówisz się ze mną? – spytał, a ja zdębiałam. Gwiazda Ameryki prosi mnie o randkę? Powoli odwracałam się w jego kierunku i spojrzałam na jego zarumienioną twarz.

- Chcesz pójść ze mną na randkę? – zapytałam dla pewności.

- Tak. – kiwnął twierdząco głową, a ja zastanowiłam się chwilę, po czym dodałam.

- Ok. Umówię się z tobą.

- Naprawdę?

- Tak. – przytaknęłam.

- To świetnie! Może pomogę ci w zakupach? Odwiozę cię. Przy okazji dowiem się gdzie mieszkasz.

- Dobrze. Chodź. – zgodziłam się, a następnie oboje poszliśmy do kasy. Chciał za mnie zapłacić, ale nie chciałam się zgodzić, jednak po dłuższej chwili pozwoliłam mu na to. Tak nalegał i nalegał, że ludzie i kasjerka robili się niecierpliwi.

Odwiózł mnie do domu, a ja wychodząc umówiłam się z nim na godzinę 7 pm i weszłam do domu. Odrzuciłam siatki na kredens w kuchni i pobiegłam do pokoju naszykować ubranie na dzisiejszy wieczór. Po drodze weszłam do łazienki i odkręciłam wodę, aby nalała się do wanny. Szperałam w szafie chcąc znaleźć coś ładnego. Nadal nie mogłam w to uwierzyć, normalnie jakbym śniła. Logan Henderson umówił się ze mną na randkę. O rany! Jednak w tym dniu zdarzają się piękne chwile.

                            *** Ethel***

Szłam sobie alejką kopiąc kamyk. Widziałam jak pary idące koło mnie patrzyły się na mnie jak na wyrzutka. W sumie mogłam pomyśleć, aby nie pokazywać się sama w parku, kiedy tutaj najczęściej będą przebywać zakochane w sobie pary. Jeny! Dlaczego zawsze ja mam takie nieszczęście w życiu? Dlaczego nie mogę znaleźć sobie tego jedynego, troskliwego, kochanego, uczuciowego, słodkiego i opiekuńczego chłopaka. Wiem dlaczego. Bo takich nie ma! Mam wymagania, których żaden chłopak nie sprosta, a później się dziwię, że nie chcą się ze mną umawiać. Ale nie proszę o tak wiele, jak tylko okazanie mi miłości, tej troski i dania mi poczucia, że jest przy mnie osoba, która naprawdę mnie kocha. Ale najwidoczniej nie mam tyle szczęści co inne dziewczyny. Chodziłam tak po parku nie przejmując się czy ktoś mnie porwie. Bo kto? Po pierwsze. Są walentynki, więc w taki wieczór na pewno tacy dresiarze pieprzą się, za przeproszeniem już z jakąś laską w łóżka. A po drugie. Nawet jeśli jakiś by tutaj był, to który by chciał przelecieć rudą? No proszę bardzo. Żadne by się nie zgłosił.

Była godzina 10 pm, a ja nadal błąkam się samotna po parku. Ciekawa jestem jakie niespodzianki miały dziewczyny. Erin już wcześniej do mnie napisała, że idzie na randkę z samym Loganem Hendersonem, a ja? Ja zostałam sama. Sama jak palec. Powiesić się można. Poszłam w stronę fontanny. Usiadłam na jej brzegu i po dłuższej chwili usłyszałam szloch. Odwróciłam się i zauważyłam, że ktoś siedzi na drugim końcu brzegu fontanny. Wstałam, obeszłam fontannę i usidłam koło płaczącej osoby.

- Hej. Czemu płaczesz? – zapytałam. Nagle spojrzał na mnie jakiś chłopak. Znany mi chłopak.

- Bo lubię. – powiedział mało przekonująco.

- A prawdziwy powód? – położyłam mu dłoń na ramieniu i wychylając się delikatnie starałam się spojrzeć chłopakowi w oczy.

- Dziewczyna mnie rzuciła. Dzisiaj w walentynki. W dniu miłości, kiedy każdy powinien się cieszyć, że jest z kochającą go osoba, a ja? Ja siedzę tutaj i płaczę tracąc swoją męskość. To najgorszy dzień w moim życiu.

- Nie mów tak. Kochałeś ją, a ona cię zostawiła. Przyjdzie i moment w którym poznasz tą swoją jedyną. Nie ty jeden uważasz ten dzień za najgorszy. Ja też mam takie same zdanie.

- Też cię chłopak rzucił? – spytał powoli odwracając wzrok w moim kierunku.

- Gdybym go jeszcze miała. – powiedziałam smętnie. – Widzisz. Ja mam na tyle źle w życiu, że mnie nikt nie chcę. No spójrzmy prawdzie w oczy. Jestem ruda. – wzięłam kosmyki swoich włosów i pokazałam mu na dowód.

- I co z tego? – zapytał.

- Jak co z tego?

- To, że jesteś ruda nikomu nie powinno to przeszkadzać. Rude kobiety są bardzo ładne. Zresztą jak wszystkie.

- Ale ja nią nie jestem. – odezwałam się.

- Jak to nie jesteś? Jesteś śliczną dziewczyną. Trochę więcej pewności siebie. – oznajmił.

- Nie jestem śliczna. Obleśna jak już.

- Co ty za bzdury wygadujesz! – ochrzanił mnie. – Jest z ciebie piękna dziewczyna. Jesteś jeszcze ładniejsza od mojej byłej dziewczyny. I szczerze powiem. Jeśli miałbym wybierać, pomiędzy tobą, a nią wybrałbym ciebie.

- Naprawdę? – spytałam z nadzieję w głosie, żeby mówił prawdę.

- Naprawdę.

- Dziękuję. – uśmiechnęłam się szczerze. – Widzisz. Przestałeś płakać.

- Tak. Racja. – uśmiechnął się uroczo. – Jestem Carlos. – rzekł.

- A ja Ethel. – podałam mu swoja dłoń, a on życzliwie ją uściskał.

- Ładnie.

- Imię po mojej babci.

- Twoja babcia tez była taka piękna jak ty? – spytał, a ja się zarumieniłam.

- Chyba, nawet o wiele ładniejsza.

- Jak na razie nie widziałem ładniejszej dziewczyny, i chyba już nie zobaczę.

- Przestań mnie już tak komplementować.

- Mówię co myślę. Jestem szczery.

- Ja też. Nie umiem kłamać. – przyznałam się. – Zawsze jak kłamię ruszam nosem.

- Ja jestem już znany ze szczerości. Wiele kobiet mi mówi, że jestem też uroczy i słodki, ale jakoś w to wątpię.

- Ty jesteś Carlos Pena z Big Time Rush? – spytałam przypominając sobie jego nazwisko.

- Znasz mnie? – spytał, a gdy chciałam coś powiedzieć on nagle się odezwał. – Aaaaa… jaki ja też głupi jestem. Znam Katelyn i Victorię. To ty się z nimi przyjaźnisz wraz z niejaką Erin?

- Tak. To ja. – pokiwałam twierdząco głową.

- To strasznie się cieszę, że mogę cie poznać.

- Ja również. – życzliwie mnie do siebie przytulił.

- Długo już się z nimi przyjaźnisz?

- Z Katelyn przyjaźnię się od podstawówki, a z Victorią i Erin dopiero od liceum, ale dogadujemy się jak nikt inny.

- To fajnie. Słyszałem od Logana, że umówił się z waszą przyjaciółką.

- Tak. To prawda. Była i sądzę, że nadal jest podekscytowana tą randką. Zresztą. Kto by nie był. Jesteście sławni. Kochacie to co robicie. Jesteśmy waszymi fankami.

- Na serio?

- Na serio. I z ręką na sercu mogę przyznać, że dziewczyny, które mówią, że jesteś słodki i uroczy wcale się nie mylą. Sama tak sądzę.

- Miło. – odrzekł. – Moja była dziewczyna nie mówiła mi takich rzeczy. Pewnie była ze mną z powodu, iż jestem sławny.

- Czasem są takie dziewczyny, które niestety nie kierują się uczuciem.

- A ty taka jesteś? -  spytał.

- Skąd. – zaprzeczyłam od razu. – Szczerze ci powiem, że jestem dziewczyną typu, dziewczyna i książę na białym rumaku. – zaśmiał się.

- Szukasz pierwszej, prawdziwej miłości?

- Zgadza się. I jak na razie, źle to wygląda. – przyznałam.

- To może ja spróbuje być tym księciem? – spytał niepewnie. – Wiesz… może nie jestem na białym rumaku, ale przynajmniej będę. – dodał. Uśmiechnęłam się, po czym rzekłam.

- Tak. Możesz być moim księciem bez białego rumaka. – zaśmialiśmy się oboje, po czym ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Nie chciał, aby samotnie błąkała się po mieście. Przez całą drogę opowiadał mi o sobie i mówił, jak bardzo kocha swoich fanów. Zatraciłam się w jego oczach i odpływałam za każdym razem kiedy coś do mnie mówił. Chyba wreszcie poznałam swoją prawdziwą miłość. Odprowadził mnie pod sam dom, po czym umówiliśmy się na naszą pierwszą randkę.

                                      ***Katelyn***

Zanim jeszcze wybiła 8 pm mój ukochany blondasek zadeklarował, że po mnie przyjedzie, ale zaprzeczyłam i powiedziałam, że sama do niego dotrę. Kiedy była przed jego domem powolnym krokiem szłam w stronę drzwi. Były uchylone. Pomyślałam, że może specjalnie tak zrobił i nie pomyliłam się. Weszłam do środka i zobaczyłam ścieżkę utworzoną z płatków róż. Uśmiechnęłam się szeroko, po czym zamknęłam za sobą drzwi i pokierowała się ścieżką. Po pierwszych czterech metrach napotkałam na czerwoną różę, podniosłam ją i szłam dalej i tak co chwila. Weszłam na górne piętro i w swoich dłoniach miałam już około dziesięciu róż. Po raz kolejny wchodziłam po schodach. Pomału brakowało mi miejsca w rękach na róże. Nagle moim oczom ukazały się uchylone drzwi. Czyżby Kendall miał strych? Nie wiedziałam, że ma trzy piętra. Uchyliłam je szerzej i zauważyłam stolik na którym stał duży wazon z karteczką. Wzięłam karteczkę do ręki i przeczytałam.

„Witaj Skarbie :* Jak mówiłem wcześniej, róż mogłaś się spodziewać więcej. Zostawiłem dla Ciebie wazon, abyś się Kochanie nie męczyła.

                                                     Czekam na ciebie :*                                                                                                      Twój  Kendall :*”

Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym włożyłam róże do wazon z wodą. Jednak kilka z nich zostało, więc postanowiłam, ze zabiorę je ze sobą. Odeszłam od stolika i udałam się schodami na górę. Im wyżej wchodziłam tym bardziej w oczy wrzucało mi się granatowe niebo. Weszłam na samą górę i o mało co nie padłam z wrażenia. Gdy tylko przeszłam przez szklane drzwi od razu zaczął grać skrzypek. Spojrzałam na Kendalla, który stał przy stoliku w świetnym, czarnym garniturze i muszce. Przygryzłam dolna wargę. Zawsze tak robiłam, kiedy uznawałam, że chłopak wygląda naprawdę seksownie. Odłożyłam resztę róż na podłogę i biegiem rzuciłam się Kendallowi na szyję.

- Zrobiłeś to wszystko dla mnie? – spytałam patrząc dookoła nadal będąc w jego objęciach.

- Owszem. – odparł.

- Jesteś cudowny. – powiedziałam wzruszona i nie czekając chwili dłużej mocno i namiętnie go pocałowałam.

- Siadamy? – spytał kiedy zakończyłam tą czułą scenkę.

- Oczywiście. – odsunął mi krzesło, pozwalając mi usiąść pierwszej. Następnie zasiadł naprzeciwko mnie. Podszedł do nas ni stąd ni zowąd kelner i nalał nam wina do kieliszków.

- Nawet obsługa jest. – rzekłam zachwycona.

- Chwilowa. Nie chcę, aby potem ktoś nam przeszkadzał. – oznajmił znacząco, a ja się uśmiechnęłam wiedząc doskonale o czym mówi.

- Za takie coś zasługujesz na o wiele więcej. – oznajmiłam, a on się uśmiechnął. Podniosłam pokrywę i aż ślinka mi pociekła.

-Sam robiłeś? – spytałam napawając się pysznym zapachem jedzenia.

- Tak. Tylko deser niestety nie jest przeze mnie przygotowany. – sięgnęłam po widelec i skosztowałam tych pyszności.

- Smakuje ci?

- Wyborne.

Cały wieczór zleciał nam nieubłaganie szybko. Siedzieliśmy, tańczyliśmy, śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Czułam się tak dobrze przy nim, a nasza wspólna noc? Ohh… coś pięknego. Kendall to chłopak idealny. Kocham go całym sercem i nie oddam go nikomu. Jest mój i tylko mój. Czekać tylko na kolejne walentynki, ale następnym razem, to ja go zaskoczę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Walentynkowa jednorazówka :)

  1. ~joanna pisze:

    ooo, jakie słodziaki z tych naszych chłopaków! Zwłaszcza Kendall, taki mega romantyk – aż zazdroszczę Katelyn. Świetnie wyszła Ci ta jednorazówka, może pomyśl o tym, żeby pojawiało się ich więcej? :D
    A ja cały czas nadrabiam zaległości… tak to jest, jak mnie długo nie ma i w międzyczasie pojawiają się rozdziały . Już niedługo skończę i mam nadzieję, że w końcu na bieżąco będę czytać Twoje cudowne opowiadanie!
    Buziaki !

  2. Ciri pisze:

    Powinnam Cię powiesić, naprawdę. Piszesz taką cudną jednorazówkę i nie napiszesz mi komcia o tym??? I choć nie znoszę walentynek… to ta historia wyszła Ci piękna, wspaniała i cudowna. Kurczę, aż zazdroszczę naszym dziewczynom takich randek. Mam nadzieje, że z racji święta miłości nic im się nie stanie i nie wydarzy się nic co mogłoby zakłócić ten jakże wspaniały nastrój. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl Ciri :)

  3. ~Rusher222 pisze:

    Mistrzostwo świata <3 Każda dziewczyna ma swojego Walentego ;* Piszesz najlepsze jednorazówki pod słońcem! Miłość to jednak piękne uczucie ^^ A ty zajmij się na poważnie pisaniem!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>