Jednorazówka „Błędna miłość” część 1

HEJJJJJJJJJJJJJJ wszystkim :) Dzisiaj mam dobry humor gdyż … TAK! Mój blog ma już okrągły ROK! Rozumiecie R.O.C.Z.E.K. Hoooo Woooo strasznie się cieszę ;) Z tej okazji napisałam dla was jednorazówkę, lecz jest to pierwsza część. Chciałam napisać jedną całą, ale niestety zabrakło mi czasu :( więc zrobiłam części, jeśli pierwsza wam się  spodoba, to jak najszybciej spróbuję wstawić kolejną. Oczywiście, nie zapomniałam o rozdziałach ;) Nie wiem czy dzisiaj dam radę wstawić kolejny, gdyż muszę nieźle zakuwać ;(

Liczę na wasze komentarze i na kolejny wspólny rok z wami!!!!!! :) :3 <3

Pozdrawiam Stelss :********************

__________________________________________

Część 1-sza 

 

- Jo? – odezwał się oszołomiony mój były chłopak, którego najwidoczniej zaskoczyła moja obecność, a co ja mam powiedzieć? Myślałam, że zaraz się tam popłaczę, gdy zobaczyłam go całującego się z inną dziewczyną. Specjalnie dla niego i mojego szalenie zakochanego serca zerwałam kontrakt i wróciłam do Los Angeles, do Palm Woods. – Miałaś być w Nowej Zelandii kręcić film, ze trzy filmy? – dodał, a ja mimo mojego zaskoczenia i zawiedzenia, postanowiłam udawać dzielną. Co miałam mu powiedzieć? Że wróciłam do L.A. bo cały czas wyrywało się do niego serce i rozum? Musiałam skłamać.

- Tak. Nakręciliśmy film, ale w badanej grupie nikomu się nie spodobał, więc jestem. – rzekłam, a on nie wiedział co dalej mówić. Nagle odezwała się dziewczyna z którą całował się w windzie.

- Jo. Hej. Jestem Lucy. Dużo o tobie słyszałam. Miło mi cię poznać. – wyciągnęła do mnie rękę na przywitanie, a ja nie chcąc robić żadnych teatrzyków, czy wielkiej zazdrośnicy podałam jej swoją dłoń.

- Hej. Yyy… czy wy… jesteście razem? – zapytałam w końcu.

- Yyy… w zasadzie… Kendall? – zwróciła się do niego, a ja spojrzałam na niego. Spanikował i szybko wcisnął przyciski chcąc uciec od nas. Gdy drzwi windy się zamknęły znów spojrzałam na Lucy.

- Trochę głupio. – odezwała się.

- Tak. Trochę głupio. – przyznałam jej rację. – To… jesteście razem?

- Wiesz… nie wiem jak to nazwać. Od dłuższego czasu staraliśmy się o swoje względy i teraz w windzie umówiliśmy się na randkę i był ten pocałunek… – urwała.

- A ja wam przeszkodziłam. Wybacz, nie chciałam. – wyznałam.

- Jasne rozumiem. – delikatnie się uśmiechnęła i nastała chwila ciszy. –Słuchaj Jo… – odezwała się z lekkim zawahaniem. – … słyszałam dużo o tobie i Kendallu, myślałam, że to już minęło, ale jeśli nadal cię kocha i będzie chciał do ciebie wrócić, to się usunę.

- To samo ja mogę powiedzieć. Nie chcę stwarzać sobie wrogów, więc jeśli wybierze ciebie, nie będę wam przeszkadzać.

- Dzięki. – nagle drzwi windy się otworzyły. –To idę do pokoju. Do zobaczenia. – powiedziałam i weszłam. Lucy jedynie podniosła rękę w geście pożegnania się.

Minęły już dwie godziny. Kendall w ogóle się do mnie nie odezwał. Cały czas zastanawiam się czy dobrze zrobiłam? Kocham go, to pewne, ale jeśli wybierze Lucy trudno mi będzie na to patrzeć, wręcz jeszcze gorzej, mój świat się zawali. Siedziałam na łóżku z nierozpakowaną torbą. Pewna myśl chodziła po mojej głowie i chyba tak nawet zrobię. Wstałam i udałam się do mieszkania chłopaków. Zapukałam i po dłuższej chwili otworzono mi drzwi. W progu stanęli Camille i Logan.

- Wybacz, Kendall nie ma. – oznajmili, a ja wzdychając skłoniłam głowę, po czym na nowo zwróciłam wzrok na stojącą naprzeciwko mnie parę.

- Głupia byłam myśląc, że od tak do siebie wrócimy. – popatrzyli na mnie współczująco, a po chwili Camille podeszła do mnie tuląc mnie mocno do siebie. – Powiedźcie mu, że jeśli nie odezwie się do mnie do końca dnia, to ja… – wzięłam oddech. – … wyjadę z Palm Woods.

- Co?! – odezwała się zdziwiona Cam.

- Tak. To jedyne wyjście z tej sytuacji.

- Ale Jo… – starała się coś powiedzieć.

- Proszę cię Camille. Postanowiłam. – westchnęłam odrywając się od przyjaciółki i po prostu wyszłam.

***Kendall***

- Że co? – spytałem zdziwiony kiedy wyszedłem ze swojego pokoju. – Ona też chce stad wyjechać? To niewiary godne! – rzekłem i z barku jakiegokolwiek pomysł zasiadłem bezwładnie na kanapie.

- Kendall musisz się zastanowić, która dla ciebie jest ważniejsza.

- Jeśli ja tego nie wiem!

- Masz czas do końca dnia. Zastanów się dobrze, bo później nie będzie odwrotu. – oznajmił mój przyjaciel, po czym wyszedł z mieszkania w towarzystwie Camille. Wstałem i udałem się na nowo do swojego pokoju. Wyciągnąłem spod łóżka niewielki karton i zacząłem przeglądać stare zdjęcia i pamiątki. Było wszystko. Zdjęcia moje i Jo z pierwszej randki, gdy byliśmy w wesołym miasteczku, w zoo, na imprezie w Malibu, nawet mam jeszcze ten kocyk, na którym razem siedzieliśmy przy zachodzi słońca, nagle natrafiłem na zdjęcie oprawione w ramkę na którym przedstawiona była Jo. Te jej cudne brązowe oczy, lejące się kręcone włosy i ten słodki uśmiech, to wszystko sprawiało, że czułem motylki w brzuchu. Momentalnie na myśl przyszła mi Lucy. Spojrzałam na komodę, gdzie leżało zdjęcie na którym byliśmy ja, Lucy i chłopaki. Stałem przytulony z Lucy, a reszta robiła głupie miny. James przynajmniej się starał. Miał do mnie żal i nadal ma, że ‘niby’ odebrałem mu dziewczynę. Mimowolnie się zaśmiałem na to wspomnienie, tak samo gdy przyjechali rodzice Lucy, a ona udawała grzeczną i słodką dziewczynę, która uczy się w szkole muzycznej. To teraz mam na serio wielki dylemat. Wrócić do Jo? Czy może dać szansę Lucy? Cóż. Nadal nie jestem pewien, ale chyba wiem kogo wybrać.

Stanąłem przed drzwiami Jo. Zapukałem i czekałem za nim mi otworzy. Nie wiem jak jej to powiedzieć? Po chwili zauważyłem, że drzwi się otwierają, a w progu stanęła delikatnie uśmiechnięta Jo.

- Hej. – przywitałem się.

- Hej. – odpowiedziała ściszonym głosem.

- Możemy porozmawiać? – spytałem słysząc jak serce mi wali.

- Jasne. Wejdź. – otworzyła mi szerzej drzwi i wpuściła do środka. Wszedłem zamykając za sobą drzwi. Podążyłem za nią do salonu i stanąłem na środku.

- Chcesz się czegoś napić?

- Nie. Dziękuję. Chcę porozmawiać. – kiwnęła głową, na znak, że rozumie i spojrzała na mnie pytająco. Boże jak mam to powiedzieć, aby jej nie zranić.

- Jo. Wybacz, że musiałaś patrzeć na to co się wydarzyło dzisiaj popołudniu.

- Nie musisz mnie przepraszać. Miałeś do tego pełne prawo. Mogłam powiadomić kogokolwiek, że przyjeżdżam. Nie pomyślałam.

- Nie obwiniaj się.

- Chyba nie przyszedłeś tutaj tak sobie pogadać. – zwróciła uwagę.

- Masz rację. – na chwile się zatrzymałem. – Wiem, że ty, jak i Lucy od dłuższego czasu czekacie na mój wybór. – spojrzałem na nią. Miałem wrażenie, że zaraz się popłacze. – I wybrałem. – zatrzymałem się i starałem się dobrze dobrać słowa. – Obie jesteście wyjątkowe i wspaniałe, każda na swój sposób, ale … postanowiłem dać szansę Lucy. – spojrzałem na jej reakcję, a on mając ręce w kieszeniach swetra odwróciła głowę i starała powstrzymać się od płaczu. Chciałem ją pocieszyć. Podszedłem do niej chcąc ją przytulić, lecz on odsunęła się ode mnie. Skłoniła głowę i starła samotnie spływającą łezkę, następnie podniosła wzrok na mnie i z delikatnym uśmiechem rzekła.

- Rozumiem. – popatrzyłem na jej załzawione oczy i poczułem jakby ktoś wbił mi sztylet prosto w serce. Znaczy dla mnie wiele. Jest wspaniała, ale nie umiem sam sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego ją kocham. Za to przy Lucy jestem świadom, tego, że dobrze mi w jej towarzystwie, że dziewczyna ma poczucie humoru i podnosi na duchu.

- Jo ja…

- Nic nie mów. – przerwała mi. – Rozumiem. Nie musisz się o mnie martwić. Idź do Lucy i bądź z nią szczęśliwy. – jej kącik ust podniósł się do góry, a z oczy popłynęły łzy.

- Jo, zanim wyjdę chcę prosić cię o jedno. – podszedłem do niej bliżej utrzymując odpowiedni dystans. Zmusiła się do spojrzenia na mnie. Ja złapałem ją delikatnie za ramiona i rzekłem. – Proszę cię nie wyjeżdżaj. Masz tutaj przyjaciół i pracę. Jesteś wspaniała w tym co robisz, a Hollywood może dać ci kolejne wielkie szanse, tylko proszę cię. Nie wyjeżdżaj. Może i nie będziemy razem, ale możesz we  mnie znaleźć zawsze wsparcie. Jo? – patrzyłem na nią. Ona się otrząsnęła i rzekła.

- Niczego ci nie obiecuję.

- Proszę cię. Nie wyjeżdżaj.

- Kendall. Myślisz, że łatwo będzie mi patrzeć na to jak mój były chłopak prowadzi się z kompletnie inną dziewczyną.

- Nie myśl o tym w ten sposób. W życiu znajdziesz jeszcze wspaniałego chłopaka, który będzie uszczęśliwiać cię na każdym kroku, ale to nie będę ja. – spuściła głowę i potrząsnęła nią delikatnie.

- Jasne. – na nowo spojrzała na mnie z szerszym uśmiechem. – No idź już. I powiedź jej jak bardzo jest dla ciebie ważna. Niech w tej chwili ona będzie tą szczęśliwą.

- Nie wyjedziesz? – spytałem dla pewności. Ona chwile się zastanowiła, po czym rzekła.

- Nie. Zostanę. – posłała mi lekki uśmiech, a ja tuląc ją do siebie ten ostatni raz wyszedłem z pokoju i udałem się w stronę mieszkania Lucy, aby ogłosić jej, że to ją wybieram. W sercu nadal czułem złość do samego siebie, że zraniłem Jo. W końcu z nią też byłem szczęśliwy, ale Lucy przykuła moją uwagę swoją osobowością i charakterem. Mam nadzieję, że dobrze wybrałem, inaczej, się załamię.

***Jo***

Tępo patrzyłam się w drzwi kiedy wyszedł kierując się do Lucy powiedzieć jej, że to ja wybiera. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Stałam sztywno na środku salonu zastanawiając się co dalej będzie. Powiedziałam, że nie wyjadę, ale najchętniej w świecie wzięłabym bagaż i wymeldowała się z tego hotelu jak najszybciej. Po dłuższej chwili otrząsnęłam się i podchodząc do kanapy zasiadłam na brzegu i chowając twarz w dłonie zdrowo się rozpłakałam. Odrzuciłam od siebie wszystko co miałam pod ręką. Torebkę z całą zawartością rzuciłam na podłogę. Stolik odepchnęłam prawą nogą, ale pod dużym naciskiem wywrócił się całe szczęście nic się nie popsuło. Sięgnęłam po poduszkę i rzucając ją trafiłam w wazon, który spadł i nieszczęśliwie się potłukł. Opadłam bezwładnie na kanapę i nie przestawałam płakać. Taki mi to ból sprawia, że osoba, którą kocham ponad życie i dla której zrezygnowałam z życiowej szansy jest teraz z kimś innym. Ale byłam głupia i naiwna! Tak po prostu uwierzyć w to, że wszystko będzie dobrze kiedy tylko wrócę do Palm Woods. Nic już nie będzie dobrze. Moja miłość odeszła, a szansa na sukces pękła jak bańka mydlana. To na tyle. Straciłam wszystko w co wierzyłam i kochałam. Co się oszukiwać. Zostałam sama. Już nic mi nie pomoże, aby było jeszcze dobrze. Nie mogę tak po porostu być sobie tutaj i widzieć jak szczęśliwie powodzi mu się w życiu. Muszę wyjechać. Nie mam innego wyjścia.

Dłońmi przetarłam łzy spływające po policzkach. Pociągając nosem wstałam z sofy, a następnie podniosłam wszystkie rzucone przeze mnie poduszki, postawiłam stolik do pionu, torebkę położyłam na kanapie sprawdzając, czy wszystkie znajdujące się w niej rzeczy są jeszcze całe. Weszłam do kuchni z prawej dolnej szafki obok ściany, gdzie znajdował się kosz wyciągnęłam szufelkę i zmiotkę, po czym ruszyłam do salonu pozamiatać roztłuczony wazon. Wyrzuciłam  zawartość szufelki do pojemnika na śmierci, a przedmioty którymi się posłużyłam odłożyłam na swoje miejsce. Pociągnęłam kolejny raz nosem i podeszłam do lusterka. Doprowadziłam się do porządku i spojrzałam na swoją walizkę. Nie obiecałam mu, że zostanę. Powiedziałam, że tak zrobię, ale nie obiecałam. Spojrzałam raz jeszcze na swoje odbicie w lusterku, a następnie popatrzyłam na zegarek. 9 pm. Godzinę płakałam? No nic. I tak dobrze, że nie dłużej. Ruszyłam w kierunku walizki. Wyciągnęłam rączkę i będąc już pewna, że chce stąd wyjechać wyszłam z mieszkania zamykając go na klucz i zjechałam do holu. Nikogo nie było. Jedynie przechodzący ludzie, to do mieszkania lub do wyjścia poza hotel. Cóż się dziwić. Widać, że nadal Bitters trzyma się decyzji ‘po 9 pm nie kręcimy się po holu’. Zadzwoniłam dzwonkiem, a po chwili zjawił się za ladą.

- Ooo. Panienka Taylor. Coś się stało? – zapytał o dziwo miłym tonem.

- Tak. Chciałabym się wymeldować z mieszkania. – rzekłam.

- Chce panienka inne mieszkanie? – zapytał.

- Nie. – odparłam stanowczo. – Chcę wyjechać z Palm Woods. – rzekłam, a go zamurowało.

***James***

Kiedy tylko Kendall wszedł do mieszkania i oznajmił nam, że wybrał Lucy poczułem ból, okropny, straszliwy i okrutny ból. Jakby cały świat nagle mi się zawalił. Nie dałem po sobie tego poznać, choć wiedziałem, że Kendall i tak wyczuwa pomiędzy nami lekkie napięcie. Mam żal do niego, że odebrał mi Lucy. To jedyna dziewczyna dzięki której potrafiłbym się zmienić. Pokazać przy niej, że nie jestem tylko przystojnym chłopakiem, ale i też, że mam w sobie coś wartego uwagi. Jednak to nie ma znaczenia. Bo inni uważają, że takie osoby jak ja nie mają szans się już zmienić, a przede wszystkim, nie maja szans na długi, poważny i szczęśliwy związek. Nie mam serca z kamienia. To, że z żadną dziewczyną nigdy nie byłem w długim związku nie oznacza, że nie umiem o nią zadbać czy dać jej szczęścia. Lucy nie chciała dać mi szansy, bo widziała we mnie nic nie wartego podrywacza, ale starałem się i kiedy już na serio wierzyła, że potrafię być inny, Kendall stanął pomiędzy nami, a ona zachwycona nim wybrała jego. Starałem się zagoić mój ból, lecz nic mi na to nie pozwalało. Poznawałem inne dziewczyny. Starałem się o ich względy i otwierałem się przed nimi pokazując swoje prawdziwe oblicze, jednak, żadna nie okazała się tą jedyną. Pomału godziłem się z tym, że nie będę mógł stworzyć związku z Lucy, ale kiedy pojawiła się Jo reszta nadziei znów przerodziła się w uczucie, ale na marne. Znów czuje ból i smutek, którego nie da się opisać. Zastanawiam się jak Jo to wszystko przeżyje? W końcu była z nich taka udana i słodka para, a teraz? On wybrał inną, a ona zapewne płacze zamknięta na cztery spusty.

Żywiłem się mlecznymi ciastkami, kiedy Kendall opowiadał nam całą sytuację. Było mi żal Jo. Nie wyobrażam sobie jak musiała się czuć w tamtej chwili. W tamtym momencie jej nadzieja, na szczęśliwe życie pękła… tak jak moja.

- Poprosiłem ją, aby nie wyjeżdżała, bo nie chcę, aby przez moją decyzję zmarnowała swoje szanse. Zgodziła się. Nie wyjedzie. – oznajmił ucieszony.

- Wierzysz w to? – odezwałem się zwracając na siebie uwagę całego towarzystwa.

- Co masz na myśli? – spytał.

- Nie wierzę w to, że Jo po tym wszystkim tak po prostu będzie sobie tutaj mieszkała i żyła jakby nigdy nic się nie stało. – powiedziałem, po czym wyprostowałem się i stanąłem na środku mieszkania. – Kendall spójrz prawdzie w oczy. Złamałeś jej serce. Minie chwila, a nie będzie jej już tutaj. – dodałem, po czym ruszyłem do swojego pokoju. Z szuflady komody wyciągnąłem strój kąpielowy. Założyłem go i biorąc ze sobą ręcznik wyszedłem z pokoju, a reszta się na mnie spojrzała.

- Gdzie idziesz? – usłyszałem zatroskany głos pani Knight.

- Idę na basen.

- Jest 8:21 pm. Daruj sobie dzisiaj już basen.

- Nie. Pójdę popływać przynajmniej te pół godziny. – rzekłem, po czym wyszedłem z mieszkania i udałem się nad basen. Kiedy byłem już na miejscu odłożyłem ręcznik na miejsce i gdy chciałem wskoczyć do wody usłyszałem rozgniewany głos Bittersa, przerzuciłem tylko oczami, a następnie spojrzałam na idącego w moim kierunku menagera.

- Nie kąpiemy się w basenie po 9 pm. – oznajmił poważnym tonem.

- Do 9 pm zostało pół godziny. – zaznaczyłem.

- Dobra niech będzie, ale jak tylko wybije 9 pm masz mi stąd znikać.

- Jasne. – rzekłem od niechcenia i nie czekając chwili dłużej wskoczyłem do wody. Bitters odszedł, a ja cieszyłem się wolnym i tylko dla siebie basenem. Zatraciłem się w zimnej wodzie odpychającej ode mnie wszystkie złe i smutne myśli. Zanurkowałem i pozwoliłem, aby woda oczyściła mnie całego. Rozluźniłem się i nie myśląc kompletnie o niczym, jakbym miał pustkę w głowie pływałem po całej szerokości basenu.

Wynurzyłem głowę z wody i miałem zamiar sprawdzić która godzina, aby czasem nie podpaść Bittersowi, gdy nagle usłyszałem dzwonek recepcyjny. Szybko spojrzałem w tamtą strony i ujrzałem Jo. Wiedziałem, że będzie chciała wyjechać. Ale czy warto? Kendall zranił ją i to mocno, ale może powinna zostać? Wyszedłem z wody i wycierając się ręcznikiem szedłem w stronę recepcji. Stanąłem naprzeciwko Jo, którą zaskoczyła moja obecność.

- Chcesz wyjechać? – spytałem.

- Muszę. – odparła bez emocji.

- Jo nie rób tego. Nie warto. – starałem się ją nakłonić.

- Nie warto? James czy ty słyszysz samego siebie? Wróciłam do niego, ale on mnie nie chce, co mam siedzieć tu pośród czterech ścian i czekać na trochę szczęścia? Nie mam ochoty być tutaj kiedy on tak po prostu będzie układał sobie życie z kimś innym. – jej oczy się załzawiły. – Nie chcę cierpieć jeszcze bardziej. Nie potrafię tu być. Tyle wspomnień ma to miejsce. Przebywanie w nim jeszcze bardziej mnie zdołuje. Nie dam rady. – i się rozpłakała. Mimowolnie przytuliłem ją do mojego mokrego ciała. Potrzebuje teraz czyjegoś wsparcia. Tak jak ja. Mi też się ono przyda.

- Wiem Jo co czujesz, może wydać się to dla ciebie zabawne, ale sam byłem w tej sytuacji, a raczej nadal jestem. – rzekłem już trochę ciszej. – Ale nie warto tak po prostu wyjeżdżać. Wiem. Jest ci ciężko, potrzebujesz samotności, a to miejsce ci w tym nie pomoże, ale jeśli dasz sobie czas, zajmiesz się kompletnie czymś innym i zapomnisz o nim, to, to minie. Uwierz mi. – popatrzyła na mnie zaszklonymi oczyma. – Naprawdę. Mi przeszło. Choć miałem wielką trudność, to jednak przeszło. Na moment wróciło, ale wiem, że odejdzie, bo zdałem sobie sprawę, że nie miałem nad czym się żalić. Popłaczesz, popłaczesz i przestaniesz. Wszystko odejdzie w niepamięć, ale musisz dać temu czas. – oparła czoło o mój obojczyk. – Nie wyjeżdżaj, bo jeszcze kiedyś zapragniesz tutaj wrócić. Przejdzie ci, a później na nowo będziesz mogła poczuć szczęście. Znaleźć tym razem tą prawdziwą miłość i żyć w pewności, że kierujesz się już lepszym i szczęśliwszym życiem. – na nowo uniosła wzrok i spojrzała prosto w moje oczy. Minęła chwila, kiedy odwróciła wzrok i wzięła klucz od mieszkania do ręki.

- Zostaję. – rzekła, a ja spojrzałem na Bittersa, który wzruszył się moją przemową. Wraz z Jo popatrzeliśmy na niego pytająco, a on odrzekł.

- No co? Nie mam serca z kamienia. – i wszedł do gabinetu. Spojrzeliśmy po sobie i oderwaliśmy się od siebie kiedy przypomnieliśmy sobie, że nadal trzymam Jo w objęciach.

- Dziękuję. – odezwała się po chwili. – Tego potrzebowałam. … motywacji. – uśmiechnęła się delikatnie, a ja potarłem jej ramię.

- Jakby coś. Przyjdź do mnie. Pomogę. Doradzę. Zmotywuję. – zaproponowałem swoją pomoc.

- Dzięki. – dodała, po czym oboje ruszyliśmy w kierunku windy.

Wszedłem do domu jeszcze mokry i podszedłem do siedzących na kanapie chłopaków, a szczególnie do Kendalla.

- Mówiłem, że będzie chciała wyjechać. – rzekłem, po czym wszyscy spojrzeliśmy się na Kendalla.

- Wyjechała? – spytał wstając z sofy.

- Nie. Całe szczęście udało mi się ją namówić. – zwróciłem się do niego i nie czekając na jego jakąkolwiek reakcję ruszyłem do pokoju. Wziąłem koszulkę i bokserki, po czym poszedłem pod prysznic. Po paru minutach udałem się do swojego pokoju. Wchodząc ujrzałem siedzącego na łóżku Carlosa blondyna. Mając w głębokim poważaniu to, że tutaj siedzi. Podszedłem do komody wyciągnąłem z niej parę skarpetek, a następnie jakby nigdy nic usiadłem na swoimi łóżku zakładając wyciągniętą przed chwilą przeze mnie część garderoby.

- James. – zwrócił się do mnie trochę podirytowany.

- Co? – spytałem się doskonale wiedząc, po co tutaj przyszedł.

- Co jej powiedziałeś? – zapytał.

- Co komu powiedziałem? – wstałem i podszedłem do szafy.

- Co powiedziałeś Jo?

- Nic konkretnego. Coś w podobnie do ‘nie wyjeżdżaj’. – wyciągnąłem z półki dresowe spodnie, aby nie chodzić po mieszkaniu w bokserkach.

- Proszę cię. Nie pogrywaj tak ze mną. Pytam się poważnie, co jej powiedziałeś.

- Kendall co mogłem jej takiego powiedzieć? Pogadałem, pogadałem i jakoś ją przekonałem. Chyba to jest najważniejsze. Że ją przekonałem. – oznajmiłem, a on przez chwilę nic nie mówił.

- Dlaczego chciała wyjechać?

- Boże Kendall jaki ty mało kumaty jesteś! Dlaczego chciała wyjechać? Bo jej się pokój nie podobał, bo obsługa była fatalna i że jej były chłopak którego tak bardzo kocha, zostawił ją do innej! Dlatego! – uniosłem się gniewem. I zapewne było mnie słychać nawet w salonie.

- Nadal jesteś na mnie zły? – spytał, a ja się uspokoiłem.

- Tak. – rzekłem bez entuzjazmu.

- Co mam zrobić, abyś się na mnie nie złościł?

- Nic już nie zrobisz. – odezwałem się wręcz natychmiastowo. – Teraz możesz tylko czekać kiedy mi przejdzie. – oznajmiłem trzaskając zasuwając ścianę szafy. Blondyn wstał i podszedł do mnie.

- James. Jesteśmy przyjaciółmi, chyba jakaś dziewczyna nie powinna nas poróżnić.

- Uważaj na słowa. Mówisz o własnej dziewczynie. – zaznaczyłem nie dość miłym głosem.

- James proszę cię…

- Ja też cię proszę. – przerwałem mu. – Proszę cię, abyś wyszedł z tego pokoju i nigdy więcej nie prowadził ze mną tej rozmowy. – powiedziałem wskazując na drzwi. On posłusznie do nich podszedł, po czym rzekł.

- Nie chcę, abyśmy z przyjaciół stali się wrogami. – odezwał się smutnym głosem.

- Jak na razie wszystko do tego zmierza. – dodałem, a on ze skruszoną miną wyszedł z pokoju.

***Kendall***

Mam takie straszne wyrzuty sumienia, ale tak wybrałem. Jest mi przykro i to, bardzo, że tak ją potraktowałem. Same chciały, aby wybrał. I podjąłem decyzję, mam nadzieję, że z Lucy będę szczęśliwy, ale wiem, że tak szybko nie pozbędę się myśli o Jo. W końcu, ona też jest jakąś częścią mojego życia. Dużo się od niej nauczyłem, a przede wszystkim przeżyłem, nie łatwo będzie mi zapomnieć, o tym co się między nami wydarzyło. Zaskoczyła mnie ta informacja, o tym, że Jo jednak chciała wyjechać. Zmartwiło mnie to na serio. Myślałem, że wyjaśniliśmy już sobie wszystko i przystanie na moja prośbę, aby została, zgodziła się, a tu jednak zachciała wyjechać. Jeśli znów będzie chciała to zrobić, to nie zatrzymam jej siłą, ale przecież nie powinna tak postąpić. Tu jest jej miejsce i jeszcze dużo się tutaj przydarzy.

Wyszedłem z pokoju Jamesa zawiedziony. Przez moją decyzję mogę stracić przyjaciela, a nie chcę tego. Wiem, że Jamesowi zależy na Lucy i bardzo chciałby z nią być, ale nie on jeden. Nie chcę, aby jej zranił. Nie zasługuje na to zważywszy na to, jak dużo przykrości wyrządził jej Beau. Nie umiałbym patrzeć na to, jak później ze złamanym sercem chodzi przybita po holu.

Podszedłem do drzwi. Chciałem iść do Jo. Jeszcze raz z nią porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Gdy je otworzyłem usłyszałem głos mojej młodszej siostry.

- Nie idź do niej. – powiedziała stając niedaleko mnie. Odwróciłem się i spojrzałem na nią.

- Dlaczego? – spytałem chcąc usłyszeć jej zdanie na temat dlaczego nie miałbym do niej pójść.

- Są tego trzy powody. – zaczęła. – Pierwszy. Jeśli do niej pójdziesz, to dasz jej znak, że cały czas do niej coś czujesz i nie potrzebnie zrobi sobie nadzieję. Po drugie. Możesz pogorszyć sytuację, bo to przez ciebie chciała wyjechać, a dzięki Jamesowi została z nami w Palm Woods. I ostatnie. Jeśli teraz będziesz się jej pokazywał na oczy, to dziewczyna nigdy o tobie nie zapomni i będzie cały czas przygnębiona. Więc lepiej będzie dla niej jeśli nie będziesz się z nią widywał przez najbliższe kilka dni. – jest coć w tym. Może moja młodsza siostra ma rację? Może nie powinienem jak na razie pokazywać się jej. Musi zrozumieć, że już nie będziemy razem.

- Ok. Masz rację. – oznajmiłem i zrezygnowany opuściłem głowę i poszedłem do swojego pokoju.

 

***Mrs. Knight***

Przysłuchałam się tej krótkiej rozmowie mojego syna i córki. Katie ma całkowita rację. Niech przez pewien czas da jej spokój i samotność. Dziewczyna ma złamane serce, a temu trzeba jakoś zaradzić. Musi jak na razie pobyć sama. Może dobrze jej to zrobi.

Spojrzałam na Kendalla, który wchodził do swojego pokoju podeszłam do Katie, które zasiadła na kanapie, a po krótkiej chwili rzekła.

- Nie wiem czy dobrze zrobił.

- Nie rozumiem. – usiadłam koło niej i spojrzałam się na nią pytająco.

- Nie wiem czy dobrze zrobił wybierając Lucy. – odparła.

- Dlaczego tak sądzisz?

- Sama nie wiem. Mam takie dziwne poczucie, że jednak cos pójdzie nie tak. Cały czas mnie to zastanawia. – rzekła.

- Sądzisz, że Jo bardziej do niego pasuje?

- Nie wiem.  Może dlatego, że jestem przyzwyczajona do tego, że kiedyś byli w długim związku. Choć nie ukrywam, że trochę to dziwne. Był z nią bardzo długo i widać było, że oboje się kochają. Teraz wybrał Lucy. Rozumiem. Trzeba dawać innym szanse, ale czy, aby na pewno ona na nią zasługuje.

- Uważasz, że go zrani? – spytałam pomału się gubiąc.

- On ją zrani. – odparła zamyślona.

- Że Kendall?

- Tak. Kendall.

- Dlaczego?

- To proste. Jeśli Kendallowi nadal zależy na Jo, a jeszcze o tym nie wie, to będzie załamany, bo się jeszcze okaże, że ona wybierze Jamesa…

- Jamesa? – przerwałam jej.

- Tak mamo, Jamesa. On teraz może zbliżyć się do Jo, bo oboje mają złamane serca i oboje potrzebują wsparcia. James może wykorzystać tą sytuację, oczywiście mówię w dobrym sensie, i spróbować zbliżyć się do Jo. Jeśli Jo już dzięki niemu została w Palm Woods, to jest to bardzo prawdopodobne, że uda im się do siebie zbliżyć, a jeśli okażę się, że spróbują na poważnie i stworzą związek, to Kendall się załamie. Oczywiście, jeśli nadal będzie kochał Jo. Jeśli nie to będzie się cieszył z ich szczęścia, ale patrząc na całą tą sprawę i na to, jak Kendall stara się, aby Jo nadal czuła się lepiej, przeczuwam, że wciąż ma do niej słabość. Nie wiem czy robi to, bo uważa ją teraz za przyjaciółkę, czy może nie zrozumiem, że nadal ją kocha.

- Ale Lucy to też świetna dziewczyna, może faktycznie się w niej zakochał.

- Tak, to jest bardzo możliwe, ale nie zapominajmy, że nie przeżyła tyle ile Jo z Kendallem. Może na prawdę go kocha, ale zadajmy sobie pytanie … czy on ją też.

To be continued

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Jednorazówka „Błędna miłość” część 1

  1. ~Ciri pisze:

    No proszę jak groźby pięknie działają :) Perspektywa bliskiej śmierci aż wymusza wciśnięcie odpowiedniego linku :) Cudna jednorazówka, naprawdę. Szkoda mi dziewczyn, choć Kendall ma prawo wyboru podobnie jak i Lucy. Tylko kto w tym całym zamieszaniu ucierpi najmniej? Choć czy to w ogóle możliwe? Kurka, miłość to jednak zagmatwana sprawa :) Czekam niecierpliwie na cd. Pozdrawiam mocno mocno :) Ciri

  2. ~Wakacyjna Nuda pisze:

    suuper jednorazówka :)))) pozdrawiam i całuje

  3. ~Shirozz pisze:

    Cudowne <3

  4. ~Rusher222 pisze:

    Aaa, biedna Jo! Jezusiu, jak mi jej szkoda…. Popłakałam się normalnie i już nie mogę się doczekać kolejnej części….

    PS: Roczeeek <3 Sto lat, sto lat…. Albo wiesz co? 1000 lat 1000 lat ;* Gratulacjee ^^ Pozdrowionka .

  5. ~Wakacyjna Nuda pisze:

    Aaaa zapomniałabym Wszystkiego Najlepszego bloguuu!!!!! :D haha

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>