Jednorazówka „Błędna miłość” część 4

Hejka!! :) Wiem, wiem, dość długo mnie nie było i czekaliście, ale dzisiaj nie przybywam z rozdziałem. Nie. Dzisiaj kolejna część jednorazówki :) Jestem trochę smutna, bo spadamy z komentarzami :C Pod ostatnim postem ledwo doszło do 6-ściu komentarzy. Martwi mnie to trochę, bo może to oznaczać, że mój blog, po prostu robi się nudny :C Jeśli tak, to proszę mi to powiedzieć. Jestem otwarta na wszystko. możecie pisać, co myślicie, co wam się nie podoba, co mam zmienić. Wysłucham wszystkiego. Nie chcę, was szantażować, lecz robię to bo chcę zobaczyć, czy mam pisać dalej. Pod tym postem pragnę widzieć 8 komów.

Więc 8 komentarzy —> następny rozdział :)

Pozdrawiam Stelss :**************

___________________________________

Nie mogłam uwierzyć, że mnie wkopał. Chciałam ściągnąć go z tej sceny i nieźle opieprzyć, lecz nagle tłum zaczął wykrzykiwać moje imię, zachęcając do wejścia na scenę. Co miałam zrobić? Nie dam rady im się przeciwstawić. Poddałam się. Weszłam na scenę i od razu zmroziłam Jamesa wzrokiem. Biedak przestraszony dał mi mikrofon i oddalił się ode mnie.

- Ok. Wygraliście. Mimo, iż ostatnio śpiewałam parę lat temu, to dla was zrobię wyjątek. Zaśpiewam wam cover bardzo znanej wszystkim piosenki George’a Michael’a - Careless Whisper. – i już po chwili rozbrzmiał dźwięk pierwszych akordów piosenki. Strach przeleciał mi po ciele, kiedy pomyślałam, że się zbłaźnię. Tak dawno nie śpiewałam, a na pewno nie przed taką publicznością. Nie wiem jak chłopacy to zrobili, że przed pierwszym ich występem się nie stresowali. To na serio trudne. Tłum ludzi patrzy na ciebie i czeka na coś fascynującego, a tobie ciarki po plecach przechodzą i czarne myśli związane z zawaleniem piosenki. Powoli się uspokajałam, kiedy widziałam, jak coraz więcej panów bierze swoje partnerki za ręce i prowadzi na środek sali tańcząc do rytmu. W połowie utworu zeszłam ze sceny i łapiąc Jamesa wolną ręką, pociągnęłam go na środek parkietu. Ludzie od razu utorowali nam miejsce i tak jak dwie godziny temu, otoczyli nas tańcząc wokół. Położyłam rękę na jego prawym ramieniu, a on delikatnie przyciągnął mnie do siebie i kładąc obie dłonie na mojej talii, oboje poruszaliśmy się powolutku to w przód, to w tył i na boki. Nie wiem czemu, ale dobrze się przy nim czułam. Cieszyłam się w duchu, że dałam się namówić na tą potańcówkę. Z nim przy boku mogę szybko zapomnieć o Kendallu. Choć żal i smutek, nadal po nim pozostanie, to jednak James idealnie to maskuje. Piosenka powoli dobiegała końca, a ja czułam jak rumieńce wyskakują na mojej twarzy, jak tylko James szeroko się do mnie uśmiechnie. Muzyka zaczynała ucichać, a ja nie odrywając od szatyna oczu zaśpiewałam ostatnie słowa utworu. Po króciutkiej chwili w tle leciała już tylko melodia kończąca cały utwór. Nie mogłam spuścić wzroku z Jamesa, patrzył na mnie tak pożądanie i ciepło, że cos skusiło mnie, aby zbliżyć się do niego jeszcze bardziej. Najwidoczniej odczuł to samo, ponieważ po skończonej piosence od razu przywarł do mnie w czułym pocałunku. Nie zaprzeczałam. Chciałem tego, tak bardzo, jak pragnął tego on. Nie czekając ani chwili dłużej odwzajemniłam pocałunek, który sprawił mi tyle radości wewnętrznej, iż zapomniałam o całym świecie, a przede wszystkim o ludziach otaczających nas i bijących mi brawo. Nie obchodziło mnie ani jego, to, że patrzą się na nas i szepczą sobie coś do ucha. To był nasz czas. Nasze miejsce na zatopienie smutków. Myśli się ode mnie odcięły, ciało nie współpracowało z mózgiem, który najprościej w świecie wymiękł pod dotykiem ciepłych i ponętnych ust Jamesa, dających mi tyle rozkoszy. Ta ckliwa scenka trawa dłuższą chwilę, aczkolwiek musieliśmy w końcu ją zakończyć. James powoli kończył pocałunek wypuszczając mnie z ramion. Mimo, iż tkwiłabym w takim momencie jeszcze dłuższa chwilę bez ruchu, to jednak przerwałam go i lekko zawstydzona spojrzałam w piwne oczy mojego partnera. Delikatnie skłoniłam w dół głowę, kiedy czułam jak rumieńce na tyle mnie pieką, że nie stają się różowe, lecz wręcz czerwone.

- Przepraszam cię. – odezwał się w końcu. Od razu spojrzałam na niego zmieszana. – Pocałowałem cię pomimo twojej woli. – stracił uśmiech z twarzy, gdzie na jego miejsce wszedł przepraszający wyraz twarzy.

- Nie masz za co przepraszać… – przez chwilę się zawahałam, lecz odważyłam się wyznać. – … też tego chciałam. – delikatnie się uśmiechnęłam na co on posłał mi te cudne, spokojne, a zarazem szczęśliwe spojrzenie.

- Wracamy? Już chyba na dzisiaj dość wrażeń? – spytał pół żartem, na co cichutko się zaśmiałam.

- Zgadzam się. Dzisiaj już mnie chyba nic nie zdziwi. – szeroko się uśmiechnęłam, a on parsknął śmiechem, po czym łapiąc mnie za rękę wyprowadził z parkietu. Podeszliśmy jeszcze na chwilę do siedzących i śmiejących się Camille i Logana, że mu już zmykamy, starali się przekonać nas, abyśmy zostali przynajmniej na pół godziny, ale nie ukrywaliśmy, że byliśmy już zmęczeni i chcieliśmy wrócić do hotelu, szczególnie ja, zważywszy na to, iż jutro od godziny 8 am muszę zjawić się na planie serialu, więc fajnie byłoby się wyspać, lecz po dzisiejszym wieczorze, chyba nie uda mi się nawet przymknąć na moment oka. Para zrozumiała nas i zdając sobie sprawę z mojej sytuacji pokiwali twierdząco głowami. W razie gdyby, któryś z chłopaków, lub Gustavo pytał się o nas, poinformują, iż wróciliśmy już do Palm Woods.

Przez całą drogę staraliśmy się utrzymać swoje relacje nadal tak jak na początku, ale teraz, za każdym razem patrzymy na siebie inaczej niż zwykle. To nie była już tylko przyjaźń. Zrodziło się pomiędzy nami nowe uczucie, ale pytanie teraz … czy przetrwa. James to na serio fantastyczny chłopak. Został zraniony i tak samo jak ja szuka wsparcia i szczęścia. Potrafimy się dogadać i miło spędzamy ze sobą czas. Coś mi się zdaje, że James jeszcze nieźle namiesza w moim życiu, a najciekawsze jest to, iż … już nie mogę się tego doczekać.

*** Camille ***

Zszokowana stałam jak słup soli i patrzyłam na całującą się przede mną parę. Nie miałam nic przeciwko na związek Jo i Jamesa, wręcz przeciwnie, nawet zachęcałabym ja do tego, lecz w tej chwili trochę dziwnie się na to wszystko patrzy. Przez długi okres była w związku z Kendallem, z którym niestety się rozstała, a teraz widzę ją całująca się z Jamesem. Dziewczyna dużo przeszła i rozumiem jej sytuację. Ale nie chcę, aby James ją zranił. Tyle się w jej życiu poprzewracało. Tak samo miałam ze Stevem. Pomagał mi zatopić smutki po stracie Logana, a teraz co się okazuje? Że moje serce, jak należało, tak nadal należy i wyłącznie do Logana. Mimowolnie delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Z jednej strony dziwnie się na to patrzy, lecz z drugiej, to słodkie widząc, jak dwie zranione osoby odnajdują w sobie dalsza chęć życia.

- Kochanie co się stało? – spytał mój ukochany.

- Co się stało? Tylko spójrz. – wskazałam ręką na całującego się Jamesa z Jo.

- Wow. – zareagował bardzo podobnie jak ja. – Ale jak to? Że oni razem? – sam nie mógł w to uwierzyć.

- Nie wiemy czy są razem, ale z ręką na sercu mogę przyznać, że mierzą ku temu. – powiedziałam nadal patrząc na dwóch kochanków. – Nie gapmy się tak… – przerwała odwracając się do niego, a jego wzrok wbity był w kompletnie innym kierunku. Nie patrzył, ani na mnie, ani na Jamesa, czy Jo. – … Logan? – odezwałam się.

- Kendall. – tylko to jedno słowo wystarczyło mi, aby spojrzeć na blondyna przyglądającego się zaistniałem sytuacji. Widziałem jego smutny wyraz twarzy. Co? Dobrze widzę? Smutny? Zdruzgotany? Nie, nie… załamany. Nadal ja kocha? … Sama nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Choć patrząc na jego minę, odpowiedź sama się nasuwa. Chyba będę musiała trochę powęszyć w tej sprawie.

- Ok. Usiądźmy. – zwrócił się do mnie Logan, a w momencie kiedy nadal patrzyłam na Kendalla, ujął moją dłoń i delikatnie pociągnął w stronę stolika. Nie opierając się podążyłam za moim ukochanym. Zasiedliśmy przy stoliku i od razu nasunął się temat o naszych przyjaciołach.

- Jak myślisz. Kocha ją? – spytała.

- Kto kogo?

- Kendall. Kendall Jo. – odpowiedziałam na jego pytanie, wyczekując jego odpowiedzi.

- Sam nie wiem. Widać było, że dotknął go ten pocałunek, ale czy nadal ja kocha. Nie mam pojęcia.

- Uważam, że powinn… – chciałam dokończyć kiedy nagle koło nas zjawili się ci o których mowa.

- Hej. – odezwali się równocześnie.

- Hej. Co tam? – zaczął konfrontacje Logan.

- Nic. Chcieliśmy was poinformować, że wracamy już do hotelu. – rzekł szatyn.

- Co? Dlaczego?

- Z dwóch powodów. Pierwszy. Jesteśmy już zmęczeni, a drugi, jutro muszę iść na plan do serialu, a nie ukrywam, że chciałabym się wyspać. – powiedziała Jo z delikatnym uśmiechem na twarzy.

- Ok. Rozumiemy. – powiedziałem lekko zawiedziona, myślałam, że jeszcze uda mi się z nią dzisiaj troszeczkę pogadać.

- Poinformujecie Kendalla, Carlosa, czy Gustava jakby się pytali? – spytał James.

- Jasne. Nie ma problemu. – odparliśmy.

- Dzięki. To …. Do zobaczenia. – pożegnali się z nami, po czym zniknęli nam z oczu.

- Więc … – zaczął mój ukochany. – … może nie zakrzątajmy sobie tym wszystkim głowy, tylko chodźmy zatańczyć. – wyciągnął w moją stronę dłoń, a ja z szerokim uśmiechem na twarzy ujęłam ją dając mu znak, że podoba mi się jego pomysł. Stanęliśmy na środku parkietu, zarzuciłam swoje ręce na jego ramionach, a on oplótł swoje wokół mojej talii. Oparłam czoło o jego i wpatrzyłam się w ślicznie, błyszczące, brązowe tęczówki. Zbliżyłam się do niego, stykając naszymi ciałami. Nosem zaczęłam muskać jego policzek. Delikatnie się uśmiechnął. Odchylił lekko głowę i patrząc na mnie zbliżył swoje ponętne usta i obdarzył tym jakże wspaniałym, słodkim, ciepłym, czułym … pocałunkiem. Tkwiliśmy tak dłuższą chwilę. Odsunęłam swoja twarz od niego, a wypowiedział te dwa piękne słowa.

- Kocham cię. – spojrzałam na niego wzruszona.

- Ja też cię kocham. – rzekłam, a następnie kładąc głowę na jego ramieniu, mocno się w niego wtuliłam.

***Kendall***

Szedłem korytarzem w stronę mieszkania, po odprowadzeniu Lucy. Starałem się ukryć przed nią fakt, że jest cos nie tak. Nie zorientowała się. Chyba, że nie chciała się pytać. Co mam powiedzieć? Czułem się fatalnie. Serce mi pękło. Straciłem ją, bo … no właśnie. Dlaczego? Bo nie wiedziałem co do niej czułem? Bo nie chciałem, aby drugi raz się to powtórzyło? Bo nie chciałem ranić Lucy? Bo chciałem, aby poczuła się tak jak ja, po zostawieniu mnie. Ok. Sam pozwoliłem jej polecieć w momencie kiedy chciał rzucić wszystko dla mnie, ale nadal czułem się jak rzucony chłopak przez dziewczynę. „Dopiero wtedy, gdy to stracisz, to docenisz”. Święta prawda. Straciłem i żałuję. Pragnę jej powiedzieć, jak bardzo mi żal, jak mi wstyd za to jak ją potraktowałem, lecz nie mam odwagi.

Wszedłem do mieszkania i pocichł zamknąłem drzwi, aby nie obudzić mojej mamy lub Katie. Powoli szedłem do swojego pokoju, kiedy nagle usłyszałem głos Jamesa za drzwi. Z czystej ciekawości przystawiłem ucho i wytężyłem słuch.

- Jeszcze raz cie przepraszam (…) Jak to nie ma za co? (…) No chyba że tak. – zaśmiał się. – Podobało mi się dzisiaj, a w szczególności twój występ. Pięknie śpiewasz. (…) Nie przesadzam, mówię czystą prawdę. Strasznie mi się podobało. Chyba kiedyś z chłopakami będziemy musieli cię zabrać w trasę. (…) Nie żartuje jakoś ubłagamy Gustava. (…) Ale nie zabijesz mnie za to. Nareszcie ludzie odkryli twój drugi talent. (…) Nie prawda. Jeden im nie wystarczy. Skoro sama nie umiałaś pokazać ludziom na co cię stać, to ktoś to musiał zrobić za ciebie. (…) Ale szczerze. Zdziwiłem się kiedy powiedziałaś, że tylko ja słyszałem jak śpiewasz. Myślałem, że Kendall wiedział. (…) Ohhh… czuję się taki doceniony. – zażartował. – A powiedź tak szczerze. Oczywiście do niczego cię nie zmuszam … nadal go kochasz? – od razu serce zaczęło walić mi jak nienormalne. Poczułem jak robi mi się gorąco. – (…) czyli, że … – przerwał. – (…) rozumiem. Doskonale cię rozumiem. Wiem w jakiej jesteś sytuacji, sam to w końcu przeszedłem. – super! Ale się dowiedziałem. – (…) … Cieszę się, że jesteś. – odezwał się po krótkiej chwili. – (…) Nie. Po prostu… przy tobie czuję się taki … taki inny. Spokojny, opanowany, doceniony. Wiem, że nie przeszkadza ci to kim jestem, lub kim byłem. Sprawiłaś, że czuję nadzieję. (…) Na szczęście. (…) Nawet nie wiesz, jak cieszą mnie twoje słowa. – czułem się coraz gorzej. Jestem świadkiem tego, jak dziewczyna którą kocham, zaczyna budować na nowo swoje życie z kimś innym.  A tym kimś jest mój najlepszy przyjaciel. Nie wytrzymam tego. Nie wiem jak długo będę mógł patrzeć na to. – (…) Ok. Nie zagaduje cię. Jest już 2:34 am. A ty na 8 am na plan. Maszeruj do spania i to natychmiast. – zażartował, a ja przypomniałem sobie jak do 4 nad ranem rozmawiałem z nią przez telefon. Mimo, iż szliśmy oboje do pracy żadne z nas nie chciało kończyć. „Ok. To do zobaczenia jutro kochanie.” „Słodkich snów moja miła.” Tak zazwyczaj się żegnaliśmy, a teraz? Muszę przyzwyczajać się, że zacznie robić to James. – (…) Dobranoc Josie. – coś ukuło mi w serce. Josie. Nigdy nie mówiłem do niej, ani całym imieniem, ani takim zwrotem. Po prostu Jo. – (…) Ale ja mogę tak mówić. (…) Jak nie mogę? Mogę. (…) To mam mówić Josephine? (…) To albo Josie, albo Josephine, wybór należy do ciebie. (…) Nie. Josie, albo Josephine. (…) No. Josie. Cieszę się. Więc … po raz drugi…  – zaśmiał się. – … dobranoc Josie. – odsunąłem się od drzwi i poszedłem do swojego pokoju. Ból przelewał całe moje ciało. Biorąc swoja piżamę udałem się do łazienki. Wszedłem do kabiny prysznicowej i puściłem wodę na fula. Oparłem się dłońmi o ścianę i poczułem jak mimowolnie po policzku spływa mi jedna samotna łza. Jak mogłem być tak głupi, aby nie zauważyć, że Jo, to… to moja miłość. Teraz musze stanąć przed wyborem. Albo przyjaźń, albo miłość. Jeśli wybiorę przyjaźń stracę Jo. Pozwolę jej odejść i odpuszczę sobie. Lecz jeśli ją wybiorę może przeważyć to na mojej przyjaźni z Jamesem i stosunkach z Lucy. Cholera! Z całą siłą w dłoni uderzyłem w ścianę. Co mam zrobić? Jak mam się zachować? Nie mogę udawać jakby nigdy nic się nie stało, bo będzie jeszcze gorzej. … Przyjaźń, czy miłość. Co wybrać?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Jednorazówka „Błędna miłość” część 4

  1. ~Rusher222 pisze:

    Jeju, Kendall… Jak namieszalas ;( Szkoooda mi Kendzia kochanego… :( Zobaczymy co wymyslisz :D
    Pozdrowionka i do nastepnej czesci :*

  2. ~Sonny pisze:

    Kochana mnie się tak łatwo nie pozbędziesz. Zawsze będę czytać twojego bloga :) A co do jednorazówki to na serio nieźle namąciłaś. Kendall niech się zdecyduje kogo kocha. Albo Lucy albo Jo. Niech się zastanowi z tysiąc razy zanim podejmie decyzję. Czekam na rozdział :D
    (na pewno dobijemy do 8 komów)

    ~Sonny <3333

  3. ~Marla S pisze:

    No tak… sytuacja Kendalla jest naprawdę pokręcona. Coś za coś. Teraz odczuwa skutki swoich postanowionych decyzji. Przyjaźń czy miłość? To trudne pytanie i na pewno wymaga większego myślenia. Oby znalazł dobre rozwiązanie, a przy tym nikogo nie zranił. Ale czy będzie to możliwe? Nie wiem, dlatego muszę czekać na ciąg dalszy :*
    Twój blog nie jest nudny. Ostatnio też miałam taką sytuację z małą ilością komentarzy, ale musisz chyba zdać sobie sprawę jaki okres teraz mamy. Nazywam go „szkolną gorączką”. Chyba nie muszę tłumaczyć, prawda? :D
    PS Zapraszam na kolejny rozdział na http://awomeninred.blogspot.com/

  4. ~Wakacyjna Nuda pisze:

    No Kendall musisz wybrać pomiędzy Jo a Lucy, twój blog nie jest nudny tylko szkoła to szkoła ;) świetna jednorazówka

  5. Ciri pisze:

    I znowu mi nie napisała, że wrzuca notkę :( Koleżanka o mnie zapomina :( Część jednorazówki świetna. Ciekawe co teraz zrobi Kendall, zwłaszcza, że pomiędzy Jo, a Jamesem nawiązuje się prawdziwe uczucie. Czekam i zapraszam http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl/ Ciri

  6. ~Lucy Smile :))) pisze:

    Już czekam na kolejną część ;D
    Pozdrawiam ;**********************

  7. Anonim pisze:

    It’s amazing!!!! 0.0

  8. ~Victoria Marks pisze:

    Rozdział cudny szkoda mi Kendalla on nadal ją kocha to takie piękne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>