Jednorazówka – Halloween

Witajcie ^^ Zapraszam na jednorazówkę halloween’ową ;) Trochę krótką, ale jeśli zechcecie do niej 2 część, to może napiszę ;) Przed chwilką skończyłam ja pisać. wyszła jaka wyszła. Nudziło mi się więc napisałam xD Ale jeśli chodzi o rozdział, to pojawi się on w niedzielę ;) Mam go zaczęty,  ale muszę go jeszcze skończyć :)

Mam nadzieję, że jaka ta jednorazówką jest, to się choć trochę spodoba :)

Pozdrawiam Stelss :************

_________________________________________________

To dziś. Dziś jest ten dzień, którego od dwóch tygodni staram się uniknąć. … Halloween. Wszyscy moi znajomi skaczą z radości, że będą mogli się nieźle zabawić, a u mnie nie widać, ani grama pozytywnych emocji w tej jakże ‘fascynujący’ dzień. Próbowałam już wszystkiego. Wszelkich chorób. Zakażeń. Zwichniętych kończyć. Wyjazdów rodzinnych itp., ale nie. Moi przyjaciele tak dobrze mnie znają, że nie ukryje się przed nimi nic! Kompletnie nic! Co roku Dylan, nasz starszy o rok kolega ze szkoły, organizuje imprezę z okazji Halloween. Nie chciałam iść. Źle czuję się w towarzystwie tych wszystkich ludzi. Nie rusza mnie to, że ludzie przebierają się za jakieś stwory i łażą po domach wyłudzając od kogoś kasę, lub słodkości. Wiem, że w Ameryce to tradycja, ale ja niestety zaliczam się do osób,  które tej tradycji nie stosują. Już lepiej bawiłabym się oglądając sama przed telewizorem horror opychając się chipsami i popcornem, niż idąc na imprezę, gdzie i tak będę się nudzić. Mówię to Bethany od kilku ładnych lat, ale nic. Ona zawsze znajdzie sposób, aby mnie przekonać mnie do wyjścia. Czy jestem, aż taka łatwa? No trudno. Posiedzę tam z dwie godziny i niezauważona wrócę do domu, jak rok temu. Nic innego mi nie pozostaje.  

         Po upływie 30 minut usłyszałam dzwonek do drzwi. Niechętnie zerwałam się z kanapy, wiedząc o czym to świadczy. Podeszłam do drzwi i otworzyłam Beth.

         -Hej psiapsiółeczko! – wskoczyła do mieszkania z promiennym uśmiechem. – Czemu się nie przebrałaś?

         – Bo nie mam ochoty. – zamknęłam drzwi i wróciłam na czekająca na mnie kanapę.

         – Ej, ej, ej. Nie wyleguj się. – złapała mnie za rękę i pociągnęła w swoją stronę. – U Dylana musimy być za pół godziny. A ty jeszcze przebrana nie jesteś! – zwróciła mi uwagę, wciąż mnie ciągnąć.

         – Nie chcę mi się iść na ta imprezę. – strąciłam jej dłoń z mojej ręki. – Czemu przynajmniej raz w Halloween  nie możemy spokojnie posiedzieć przed TV i pooglądać sobie jakieś horrory?

         – Bo to jest nudne! A na imprezie u Dylana będzie SUPER! – wykrzyknęła ostatnie słowo.

         – Dla mnie ta impreza będzie słaba. – rzekłam.

         – Bo nie masz takiego podejścia co ja.

         – Nie. Nie dlatego. – zaprzeczyłam. – Po prostu nie lubię Halloween, a ty doskonale o tym wiedząc, namawiasz mnie na tą durną imprezę mając nadzieję, że w końcu kiedyś zmienię zdanie w tej kwestii.   

         – A nie zmienisz?

         – Nie!

         – I tak pójdziesz na tą imprezę. – powiedziała nie robiąc sobie nic z tego co przed chwilą jej powiedziałam.

         – A skąd wiesz? Może wolę zostać!

         – Nie. Nie zechcesz zostać sama jak palec w domu. Dlatego, też skusisz się, aby pójść ze mną.  

         – Nie prawda.

         – Kate. Prawda. Doskonale o tym wiesz. – nastała chwila ciszy.

         – Ok. – odezwałam się. – Ale się nie przebieram. Pójdę tak jak teraz jestem ubrana. Ok.? – zastanowiła się chwilkę przyglądając mi się.

Jo 372

         – Dobra niech będzie. A teraz chodź. Zanim tam dojdziemy, to minie to pół godziny. – ruszyła w stronę wyjścia, a ja ciężko wzdychając, podniosłam swoje cztery litery i udałam się za nią.

         – Nawet nie skomentowałaś mojego stroju. – powiedziała do mnie, kiedy wyszłyśmy z mojego domu.

         – A co miałam powiedzieć. Strój jak każdy inny. – odpowiedziałam. Od trzech lat podkochuje się w Dylanie. I od trzech lat chce mu się przypodobać. W te Halloween ubrała jednoczęściowy bezowy strój na którym widniał człowieczy szkielet i do tego czarne, sznurowane buty na wysokim korku. Jej kręcone, kasztanowe włosy został rozpuszczone. Jeśli chodzi o makijaż ucharakteryzowała się na zombie. Nie powiem nic źle, bo wygląda naprawdę bardzo fajnie.

Camille 142 Camille 143

         – Ty to też naprawdę podła jesteś. To ja się staram, a ty mi tylko mówisz ‘Stój jak każdy inny’. Stać cię na coś więcej. – udała urażoną.

         – Wyglądasz bardzo dobrze. Lepiej? – powiedziałam bez entuzjazmu.

         – Ciebie to nie można zapytać się o zdanie w kwestii ubioru.

         – Ciebie za to można. – rzekłam.

         – Mnie można.

         – I dlatego jesteśmy przyjaciółkami. – szturchnęłam ja łokciem, a ona parsknęła śmiechem.

         – Tak. Najlepszymi. – dodała.

         – Właśnie.

         – Dziwnie się teraz przy tobie czuję.  

         – Wzajemnie.  

         Przez resztę drogi gadała mi to co przez trzy lata. Czyli… „Ohhh jaki Dylan jest słodki.” „ Ohhh te jego dołeczki” „ Kocham mierzwić jego hebanowe włosy” „ I te brązowe pociągające oczy” „Bóstwo nad bóstwami”

Logan 117

i tak daje, i tak dalej. Nasłuchałam się tego tak często, że w tym momencie każde wypowiadane przez nią zdanie mówiłam wraz z nią w myślach. Znam już je na pamięć. Wszystkie. Dosłownie wszystkie.

         – Zaraz będziemy przed jego domem. – zatrzymała mnie, po czym stanęła przede mną. – Nie rozmazałam się nigdzie? Dobrze wyglądam? Może powinnam coś poprawić?

         – Bets. Jesteś w przebraniu. W przebraniu na Halloween. Mogłabyś mieć tusz rozmazany, a ludzie i tak będą brali to jako część twojej charakteryzacji. Nie przesadzaj. Po prostu tam wejdźmy! – wskazałam ręką na znajdujący się niedaleko dom, a ona tylko kiwnęła głową, po czym ruszyła w jego kierunku.

Po dłuższej chwili drzwi otworzył na nikt inny jak sam gospodarz domu.

         – Witam szanowne panie. – uśmiechnął się szeroko.

         – Cześć. – przywitałyśmy się.

         – Wejdźcie. Impreza jest nad basenem. – wprowadził nas do domu.

         – No, no, no. Wygląda to wszystko lepiej niż w zeszłym roku. – uśmiechnęła się do niego Beth.

         – Tym razem bardziej się wysiliłem. A tak w ogóle. Świetnie wyglądasz Beth. Podoba mi się twój strój. – odrzekł, a ja tylko przerzuciłam oczami. No to zaczyna się.

         – Ooo naprawdę? Dziękuję. Myślałam też nad takim łagodniejszym strojem, jak w zeszłe Halloween, albo takim agresywnym miałam taki fajny czerwony upatrzony, ale postanowiłam, że założę ten… chciałam też założyć… – wiedząc, że zaraz go spłoszy, postanowiłam przerwać jej gadkę.

         – Bets. Powiedział, że wyglądasz świetnie. – spojrzałam jej prosto w oczy.

         – A tak. Przepraszam. – zawstydzona, uśmiechnęła się lekko, a na jej twarzy zawitały dwa delikatne rumieńce.

         – Nie szkodzi. – objął ją w tali, co było złym ruchem, bo ta za chwilę będzie wyglądać jak jeden wielki pomidor. – Chodźcie. Impreza czeka.

         – Mam nadzieję, że przy barku znajdę Steva? – odezwałam się.

         – Jasne. Specjalnie dla ciebie, poprosiłem go, aby stanął za barem. – uśmiechnął się, nadal obejmując Bethany.

         – Dzięki, że o mnie pamiętałeś.

         – Przyjemność po mojej stronie. – tylko tyle wypowiedzieliśmy, gdyż zaraz po wejściu na taras brunet porwał moją przyjaciółkę w wir tańca, a ja poszłam siedzieć przed barkiem.

         – Cześć Steve! – przywitałam się z nim.

         – Katelyn! Jak miło cie widzieć. – uśmiechnął się do mnie. – Siadaj. – wskazał na krzesło.

         – Przecież stać nie będę. – Steve to naprawdę fajny facet. Jest kuzynem Dylana i ma 29 lata, żonę i słodką córeczkę. Można z nim pogadać o wszystkim. Ostatnio jak tez musiałam użerać się na tej imprezie, cały czas przesiedziałam przed barkiem gadając z szatynem. Tym razem też tak będzie.

         Minęło dopiero 45 minut, a ja czuję się, jakbym była tutaj z dobre 4 godziny. A co najgorsze. Czuję, jak jakiś koleś cały czas na mnie patrzy, ale odwracać się nie chcę, bo jeszcze skorzysta z okazji i podejdzie.

         – Taaa, ten był cienki. Ostatnio oglądałem z Peggy „Sinister” to był horror, albo „Obecność” to też było fajne. Jeszcze planujemy w najbliższym czasie obejrzeć sobie „Annabell” z tego co mówią nasi znajomi, jest świetny.

         – Naprawdę? – kiwnął twierdząco głową. – To muszę obejrzeć. Skusiłeś mnie.

         – Ok. Ja się już lepiej oddalę.

         – Co? Czemu? – spytałam.

         – Sama się przekonasz. – odparł i odszedł, a po chwili przysiadł się koło mnie jakiś blondyn. Dobra. Nie jakiś blondyn. Był  to Will Furman.

Kendall 149

Czwarty z najprzystojniejszych chłopaków w naszej szkole. Przyznam, że zdziwiłam się, że przysiadł koło mnie. Zawsze mnie ignorował i omijał. Nawet kiedy byłam w towarzystwie jego przyjaciół, nagle on odchodził. A teraz? Tak sam od siebie do mnie podszedł? Przysiadł się?

         – Cześć. – przywitał się swoich pociągającym głosem.

         – Cześć. – powiedziałam tak sobie.

         – Chyba nie mieliśmy okazji lepiej się poznać.

         – Pfff, żartujesz sobie ze mnie?  – spojrzałam na niego z kpiną. Zrobił niezrozumiałą minę. – Od trzech lat chodzimy do jeden i tej samej szkoły. Kumpluje się z twoimi kolegami, a ty mnie ignorujesz i olewasz i jeszcze śmiesz przysiadać się do mnie i mówić mi, że nie mieliśmy okazji się poznać? Urodziłeś się wczoraj czy jak? – zirytował mnie. Odwróciłam się od niego i zaczęłam sączyć swojego drinka.

         – Przepraszam. – wydał z siebie.

         – Z późno.

         – Może uda mi się nasze relacje naprawić?

         – Will, nie było żadnych naszych relacji, więc nie wiem co chcesz naprawiać.

         – Skoro nie było, to może powinny jakieś być. – nie dawał za wygraną.

         – Trzy lata to za mało, aby się poznać? Dla mnie to wręcz dużo.

         – Wybacz mi, po prostu… – urwał.

         – Co? Co po prostu?

         – Dziwnie było przebywać w twoim towarzystwie.

         – A to przepraszam, wiesz? Nie wiedziałam, że jest coś ze mną nie tak, że ludzie postanawiają mnie olewać. – wkurzył mnie. „Dziwnie było przebywać w twoim towarzystwie.” Co za cham! Wstałam z tego  krzesełka i udałam się w stronę wyjścia.

         – Katelyn poczekaj! – krzyknął za mną. Wow! Zdziwienie, że w ogóle zna moje imię. Jednak to nie skusiło mnie, aby tutaj zostać. Szłam wciąż przed siebie, przepychając się pomiędzy ludźmi.

         – Kate! To nie tak! Poczekaj! – czym prędzej wyszłam. Nie będę bardziej się denerwować przez tego dupka. Z racji bardzo pięknego dupka… Katelyn! Opanuj się. On ci się nie podoba! Przeszłam przez furtkę i nagle, w mgnieniu oka zjawił się przede mną. Co? J-j-jak? Jak on to zrobił?

         – Nie chcę z tobą rozmawiać. – ominęłam go i chciałam pójść dalej, ale on znów zjawił się koło mnie.

         – Daj mi coś wytłumaczyć.  

         – Nie mam najmniejszego zamiaru. – tym razem złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Zdziwiła mnie jego wielką siła, poczułam się jak piórko gwałtownie przewiewane przez wiatr.

         – Puść mnie. Puść mnie zrozumiałeś! Ejj… puszczaj! – chciałam wyrwać mu się z uścisku, ale jakbym biła się z kamieniem. Zimnym kamieniem. Ani nie drgnął.

         – Wysłuchasz mnie w końcu.

         – Nie! Nie masz prawa trzymać mnie tutaj siłą. Puść mnie, albo znienawidzę cię do końca mojego życia. – warknęłam. Momentalnie puścił moje dłonie.

         – Dziękuję. – nie czekając chwili dłużej poszłam w stronę swojego domu. A on… szedł za mną. No myślałam, że zdzielę mu! Nagle, znów nie wiem jakim cudem, tak szybko zjawił się koło mnie. Złapał mnie za rękę, a ja momentalnie odwróciłam się do niego i uderzyłam go prosto w twarz. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo tego pożałuję. Dłoń zaczęła mnie tak strasznie boleć, że aż syknęłam z bólu. Chyba ją zwichnęłam, o ile nie złamałam.

         – Nic ci nie jest? – spytał z troską.

         – Nie! Odwal się ode mnie.

         – Chcę ci pomóc.

         – Nawet nie zbliżaj się do mnie. Nie chcę twojej pomocy. Nie chcę cię widzieć. Nie chcę cię znać. Zniknij mi z oczu, bo patrząc na ciebie jeszcze bardziej cierpię.

         – Katelyn, ja…

         – Nic nie mów! – poniosłam głos. – Idź stąd.

         – Proszę cię.

         – JUŻ! – krzyknęłam.

         – Nie dajesz mi innego wyjścia. – momentalnie złapał mnie za zdrową rękę i przerzucił mnie sobie na swoje plecy. – Zamknij oczy.

         – Puszczaj mnie psycholu! Kretynie! Dupku jeden! – mówiłam wiele nie miłych rzeczy pod jego adresem, ale zaniemówiłam, kiedy ujrzałam jak szybko biegnie. To niesamowite. Niesamowite? Raczej nie ludzkie! Czy on jest… nie przez myśl mi to nie przejdzie. Po chwili byliśmy w jakimś odludziu. Sama nie wiem co to było. Puścił mnie, a ja zaczęłam swoją gadkę.

         – Kim ty do cholery jesteś?!!! – krzyknęłam, ale nie odpowiedział mi, bo w mgnieniu oka jego usta zajmowały się już moimi wargami. Wyrywałam się ile mogłam, ale na marne. Całował mnie tak długo dopóki ja nie odwzajemniał pocałunku. Cóż mam się okłamywać. Mimo, iż rozum mówił ‘nie rób tego’, to jednak ktoś tam po lewej stronie mojej klatki piersiowej mówił ‘a spróbuj, co tam’. Całował… nieziemsko. Robił to tak cholernie dobrze, że miałam ochotę rzucić się na niego. Poczułam jak podczas pocałunków się uśmiecha. Nie mam pojęcia z jakiej przyczyny.

         Po chwili zaczął dzwonić mój telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni, zdrową ręką i zobaczyłam na ekran. ‘Bethany’.

         – Muszę… odebrać… – rzekłam pomiędzy pocałunkami. Najwidoczniej rozumiał, bo natychmiastowo, zjechał pocałunkami na moja szyję. A ja starając się nie myśleć o tym co się teraz dzieje odebrałam.

         – Tak?

         – Kate, gdzie ty jesteś? Nawet nie minęła jeszcze godzina, a ciebie już nie ma. Nie sądziłam, że tak szybko wyjdziesz.

         – Ktoś mnie zmusił. Wszystko ci wyjaśnię. – mówiąc to pomyślałam o blondynie, który nagle przerwał czuła scenkę, wziął mój telefon i rzekł do słuchawki.

         – Jest ze mną. Nie masz się co martwić. Odstawię ją do domu przed północą. Na razie. – i się rozłączył.

         – Oszalałeś?! – znów podniosłam głos.

         – Tak. Trzy lata temu z miłości. – znów chciał mnie pocałować, lecz tym razem nie zgodziłam się.

         – Kim jesteś? Bo człowiekiem na pewno nie.

         – Wątpisz w moją naturę ludzką?

         – Tak! I odwieź mnie o domu, bo chyba mi rękę zwichnąłeś.

         – Ja? To ty mnie uderzyłaś.

         – Wiesz. Gdybym wiedziała, że spoliczkowanie ciebie, to jak spoliczkowanie kamienia, pewnie bym tego nie zrobiła!

         – Ok. Już dobrze.

         – Dla ciebie pacanie! Mam rękę zwichniętą! – znów powróciłam, do swojej starej formy rozmawiania z Will’em. – Mogę wiedzieć kim jesteś? I czy mam sama wracać do domu, bo nie wiem gdzie jesteśmy.

         – Tak i nie.

         – Więc słucham.

         – Dziwnie mi się to mówi, ale ja, jak zauważyłaś, jestem… wampirem. – serce zaczęło walić mi jak nienormalne. W głowie zaczęło mi się kręcić.

         – Słabo mi. – rzekłam, powoli tracąc przytomność.

         – Nie, nie, nie, tylko mi nie mdlej. – czym prędzej wziął mnie na swoje ręce i znów gdzieś pobiegł. – Proszę cię Katelyn, nie zamykaj oczu. Zaraz będziemy na miejscu. – starałam się wytrzymać ile tylko mogłam. Jestem w takim szoku, że aż mi się słabo zrobiło. Straciłam rachubę czasu, więc nie wiem, jak długo, czy krótko biegł do… no właśnie, gdzie?

         – Jesteśmy u mnie. – odrzekł widząc, że jednak mu nie zemdlałam. Otworzył drzwi, wciąż trzymając mnie na rękach, po czym położył mnie na bardzo wygodniej sofie w salonie. Na chwilę straciłam go z oczu. – Proszę. Napij się wody. – wzięłam od niego szklankę i upiłam kilka łyków. Miał ze sobą również bandaż elastyczny. Po chwili odłożył naczynie na bok. – Pokaż tą rękę. – jak powiedział tak zrobiłam. Dokładnie ją obejrzał i doszedł do wniosku, że na szczęście złamana nie jest, pęknięta też nie. Zabandażował mi ją, po czym zaczął natrętnie się na mnie patrzeć.

         – Czemu się tak patrzysz?

         – Całe życie na ciebie czekałem.

         – Słucham? – zdziwiło mnie to co przed chwilką powiedział.

         – Odkąd cię zobaczyłem nie mogę o tobie zapomnieć. Jesteś w mojej głowie i nie możesz wylecieć.

         – Czy ty chcesz mi powiedzieć, że …

         -  Zakochałem się w tobie? Tak. To właśnie próbuje powiedzieć.

         – To czemu z tym zwlekałeś aż trzy lata?

         – Chciałem wiedzieć o tobie wszystko. Do tego twój zapach, dobiegał do mnie nawet z drugiego końca szkoły. A kiedy pojawiałaś się koło mnie. Bałem się, że rzucę się na ciebie.

         – I mówisz, mi to, tak po prostu?

         – Jestem staroświecki.

         – Czy to prawda?

         – Że jestem wampirem? – kiwnęłam twierdząco głowa. – Tak. Jestem nim. Tak samo jak Conor, James i Dylan.

         – Zaraz, zaraz? Co? Dylan jest wampirem? Ten, nasz Dylan?

         – Tak. Jest nim dłużej niż ja.

         – A-a-ale co? Jak to? Przecież Beth, ona … . Jeny. Nie wiem co myśleć.

         – Spokojnie. Wszystko ci wyjaśnię.

         – To był rok 1840, kiedy miałem 23 lata uległem poważnemu wypadkowi samochodowemu. Lekarze nie dawali mi dużych szans na przeżycie. Wypisali mnie ze szpitala dając mi świadomość, że za parę tygodnie mój organizm nie wytrzyma i mogę umrzeć. Załamałem się. Nie chciałem tak szybko umierać. Jeszcze tyle pięknych lat przede mną, a mi zostało nędzne parę tygodni, jak nie mniej. Nie chciałem czekać na śmierć. Więc postanowiłem, że odbiorę sobie życie. Jednak w porę znalazł mnie Dylan i zamienił w wampira. Mieszkałem z nim i jego rodzicami, którzy również są ‘krwiopijcami’, a teraz żyję. Tak bardzo chciałem żyć, jak najdłużej, że otrzymałem wieczność. A co do Bethany. Nie masz się o co martwić. Dylan o nią zadba.
nie pozwoli, aby stała się jej krzywda.

         – To źle że żyjesz wiecznie? – zapytałam

         – Tak. Chciałbym kiedyś, móc normalnie się zestarzeć, mieć piękną żonę, która będzie ze mną do końca moich dni i być otoczonym gromadką wnuków, lecz wiem, że to nie jest możliwe. Nie zestarzeje się. Nie będę miał dzieci. Po prostu. Jestem sam.

         – Nie jesteś sam. Masz przyjaciół, masz Dylana … masz mnie. – rzekłam cicho ostatnie dwa słowa.

         – Jeszcze niedawno mówiłaś, że jestem kretynem i dupkiem.

         – Bo nie znałam prawdy. A teraz znam i wiem.

         – Wyznałem ci swoją miłość, lecz nie wiem co ty do mnie czujesz. Wciąż masz do mnie wstręt?

         – Nie, już nie.

         – Zostaniesz ze mną?

         – Teraz?

         – Na zawsze? – patrzył prosto w moje oczy, prosząco jak małe dziecko cukierka, siedząc obok mnie. Nie wiem co mu odpowiedzieć. Znamy się dop… nie dopiero, ale poznaliśmy się bliżej dopiero od ponad godziny, a on już wyznał mi miłość i pyta mi się, czy zechce zostać z nim już do końca.  

         – Will, ja jeszcze nie wiem co czuję. – odparłam szczerze.

         – Masz rację. Za bardzo się pośpieszyłem. Przepraszam, nie powinienem, jestem głupi.

         – Nie. Nie jesteś głupi. – usidłam po turecku, po czym przejechałam swoją ciepła dłonią po jego zimnym policzku. – Żyjesz już tak długo, że pragniesz znaleźć kogoś kto będzie z tobą już na zawsze.

         – Znalazłem już, ale…

         – Musisz dać mi czas. Zacznijmy tak jak każdy człowiek. Od związku. Zobaczymy jak się nam będzie układało.

         – Czyli jesteśmy parą? – spytał entuzjastycznie. Ja delikatnie się uśmiechnęłam, po czym rzekłam.

         – Tak. Jesteśmy parą.

         – Mogę cię pocałować?

         – Will, niedawno mnie całowałeś i mnie o zdanie nie pytałeś, więc zachowuj się normalnie. Chyba w XVIII wieku było takie coś jak związek. Czyż nie?   

         – Tak jakby.

         – Więc teraz zachowuj się tak, jak w XXI wieku

         – Rozumiem. – ujął moją twarz, po czym delikatnie musnął moje wargi. To było takie czułe, że nie wytrzymałam. Musiałam, po prostu musiałam się na niego rzucić. Zaczął się śmiać jak tylko to zrobiłam.

         – Nie śmiej się ze mnie tylko mnie całuj. – skarciłam go.

         – Jak sobie życzysz. – złączyliśmy się w namiętnym pocałunku.

         Temperatura mojego ciała rosła coraz bardziej. Leżałam pod nim na cieplutkim dywanie koło kominka rozebrana z całej garderoby. Tak. Za chwilkę będę współżyła z chłopakiem, przepraszam z wampirem z którym zapoznałam się dwie godziny temu, mimo, iż znam go od trzech lat. To takie śmieszne. Ja, zwykła, prosta dziewczyna i on seksowny wampir. Jeszcze śmieszniejsze, że potoczyło się to wszystko w Halloween. Heh. No ale cóż miłość nie wybiera, anie osób, ani miejsca. Dobrze mi z nim było. A czas pokaże, czy to faktycznie prawdziwa miłość.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Jednorazówka – Halloween

  1. ~Marla S pisze:

    Super jednorazówka. Chłopaki jako wampiry. Tego się nie spodziewałam :) Ja też nie lubię Halloween. Denerwują mnie przebrane dzieci, które żebrają po domach hehehe.

  2. ~Domi Schmidt pisze:

    Świetna jednorazówka! Chłopaki – wampiry O.o No nic. Czekam na nn.
    P.S. Ja także nie lubię Halloween.
    Pozdrawiam, Domi.

  3. ~Lisa Schmidt. pisze:

    Świetna jednorazówka ! Napisz ciąg dalszy, bo to tak się skończyć nie może :).
    No to czekam na ciąg dalszy :).

  4. ~Lily pisze:

    Yeey Beth i Logan? Skąd ja to znam? Haha xD Albo mi się zdaje albo zaczerpnęłaś pomysł ze ‚Zmierzchu’ xD No i koniecznie musisz napisać drugą część bo tak to zakończyć się nie może ;) Jednorazówka ZAJEBISTA! :D
    Buziaki :***********

  5. Ciri pisze:

    No proszę jak Halloween potrafi inspirować :) Cudna jednorazówka, jak każda Twoja. I pokuszę się o prośbę o jej ciąg dalszy. Ciekawi mnie co będzie dalej. Może Katelyn też zostanie wampirem??? Pisz koniecznie :)
    Ps. Dziękuję :)

    Zapraszam http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl/ Ciri

  6. ~ZuziaRusher pisze:

    Na początek przepraszam,że tak późno komentuję,ale dopiero teraz znalazłam czas.A więc,
    Nie wiem co powiedzieć ! Świetne,genialne ? Nieee…za mało powiedziane…BOSKIE ! To chyba dobry odpowiednik ^^ Chłopaki – wampiry…nie no niezłe ! W ogóle nie spodziewałam się takiego końca…Słodko wyszedł *.*
    A co do pytania czy kolejna część ma być – Jestem na TAK !
    Czekam na kolejny part :*****
    ZuziaRusher :*****

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>