Rozdział 125 „Nowy początek”

Przypomnienie:
Jasmine Taylor (wcz. Dwain) - przyrodnia siostra Jo. Adoptowana przez jej rodziców kiedy jej brat (Jerom – zakładka –> bohaterowie) porzucił ją po śmierci ich rodziców.
Danielle McCay – to Samanta Klark, która po schwytaniu przez Amber trafia do agencji, gdzie usuwają jej pamięć tym samym zmieniając ją w Danielle.

***

2 lata później 

Minęły dwa lata. Dwa lata odkąd zakończyliśmy pracę nad trzecim albumem i rok odkąd rozwiązaliśmy zespół. Jest to bolesne przeżycie, ale w tamtej chwili nie mieliśmy zbytnio wyboru. Kontrakt mieliśmy podpisany na tylko trzy albumy. Gryffin nie zgodził się na nagranie czwartego krążka. Uważa, że nie zarobi na nas tak dużo jak za pierwszy i drugi album. W sumie, może miał rację. Gusta ludzi ulegają zmianie. Pojawiają się kolejne zespoły, nowe gwiazdy i nowi idole. Zakończenie z naszym zespołem, było dla nas, akurat na rękę. Kiedy Jo poroniła drugi raz bardziej zamknęła się w sobie, niż po stracie pierwszego dziecka. Żeby zapomnieć o bólu w pełni oddała się pracy. Z trudem udało mi się pogodzić pracę oraz życie prywatne, ale to nie tylko z mojego powodu rozwiązanie zespołu było konieczne. Było nią również rozstanie Logana i Camille. Wydaje się to głupie, jako powód zakończenia współpracy z Gustavo i nami, jako zespół, ale Logan również swoje przeżył. Uważam, że głównym i najważniejszym powodem okazał się stan zdrowotny Carlosa. Odkąd dwa lata temu dowiedział się, że choruje na przewlekłą białaczkę limfatyczną, zaczął znacznie na siebie uważać, w trakcie kręcenia trzeciego albumu, na próbach, trasie koncertowej i teraz. Wszyscy bardzo o niego dbamy. Choć chorobę da się wyleczyć i jak na razie wszystko idzie jak po naszej myśli, to jednak nie możemy też jej zlekceważyć. W końcu to białaczka. Nie groźna, ale jednak białaczka. Nie musimy przejmować się tym, aż zanadto, ponieważ Stephanie wyręcza nas wszystkich. Naprawdę. Strasznie troszczy się o Carlosa. Jest to uroczę, ale trochę przerażające, no, ale cóż. Taka jest miłość. Gdyby Jo zachorowała na białaczkę, to pewnie wyglądałbym tak samo. Jeśli chodzi o Jamesa. Cóż… on nie miał zbytnio powodu, aby rozwiązywać zespół, jednak doskonale znał i rozumiał nasze przyczyny. Przynajmniej więcej czasu spędził z Amber.

Jeśli chodzi o mnie nie zrezygnowałem z muzyki. Jest ona częścią mnie i nie było mi łatwo znaleźć sobie innego zajęcia. Więc zacząłem od nowa. Dużo o tym rozmawiałem z chłopakami i mimo, iż zgodzili się, abym dalej pracował sam nad muzyką, to jednak mam wyrzuty sumienia. Od trzech miesięcy wraz z naszym dobrym przyjacielem Dustinem tworzymy zespół o nazwie Heffron Driver. Jak na razie idzie nam bardzo dobrze. Nagraliśmy dwie piosenki i komentarze są bardzo pozytywne. Powoli bierzemy się za nagranie płyty. Gustavo proponował nam „małą współpracę”, jak to on nazwał. Jednak ja za nic w świecie nie zgodziłem się na taki układ. To byłby cios poniżej pasa dla chłopaków. Już i tak pewnie ich zraniłem samemu zakładając zespół z Dustinem.

Przyjemnym faktem jest to, że zakupiliśmy wraz z Jo dom, nad którym głowiliśmy się dwa lata temu. Po stracie pierwszego dziecka Jo zgodziła się na przeprowadzkę. Dobrze jej i mi to zrobiło. Myśleliśmy, że nareszcie wszystko się ułoży, a jak przyszła do mnie i powiedziała, że po raz drugi spodziewa się dziecka tym bardziej cieszyłem się, że mieszkamy we własnym mieszkaniu. Niestety skończyło się znów nie po naszej myśli. Jo zaszła w ciążę miesiąc po poronieniu. W pełni nie doszła do sił, a do tego jeszcze pracowała. Dziecko było zagrożone, aż w końcu stało się najgorsze. Starałem się jak tylko mogłem, aby trzymać Jo na duchu. Od dłuższego czasu już jest lepiej i jak na razie nie ruszamy tematu „dzieci”. Czekamy cierpliwie na odpowiedni moment.

Teraz, aktualnie wracam do domu po pracy nad nowym kawałkiem z Dustinem. Wszedłem do domu i od razu ujrzałem Jo. Najwidoczniej mnie wyczekiwała.

- Masz teraz czas? Chcesz odpocząć? Coś zjeść czy możesz ze mną wyjść? – zaczęła mówić zwarta i gotowa do wyjścia. Jak widać ma dzisiaj dobry humor. Bardzo mnie to cieszy.

- Ja też się cieszę, że cię widzę kochanie. – ucałowałem jej policzek i zdejmując obuwie udałem się do kuchni w między czasie mówiąc.

- A co takiego masz dziś w planach, że chcesz wyjść? – podszedłem do lodówki i wyciągnąłem z niej karton soku pomarańczowego. Sięgnąłem do szafki po szklankę i wypełniłem napojem większą powierzchnię naczynia.

- Jak wiesz w sobotę jest premiera mojego filmu… – urwała.

- Owszem wiem i co w kwestii z tym? – spojrzałem na nią uważnie opierając się o brzeg kredensu w prawej dłoni trzymając szklankę, a lewą trzymając blat.

- Nie mam sukienki na premierę i pomyślałam czy nie mógłbyś pojechać ze mną. – spojrzała na mnie słodko.

- Kochanie, a czemu nie weźmiesz którejś z dziewczyn? – upiłem kolejnego łyka.

- Camille i Stephanie są na planie. Lucy na nagraniu. Amber w agencji, a Danielle w pracy. Zostałeś mi tylko ty. – wygięła dolną wargę nadal mając ten swój czarujący wzrok.

- Dobrze wiesz, że nie lubię chodzić na zakupy. Nie możesz jechać sama? – głupie pytanie. Oczywiście, że nie.

- No, co ty Kendall! – skarciła mnie. – Nie mogę sama wybrać sukienki. Musi ktoś mi doradzić… – zbliżyła się do mnie. – … a kto zrobi to lepiej jak nie ty? – oplotła rękami moją szyję. Oho zaczyna się. – W końcu idziesz ze mną na premierę, twój komentarz jest bardzo ważny, co do mojego wyglądu i przeczuwam, że po powrocie bardzo chętnie, byś ją ze mnie zdjął. – powiedziała zmysłowo.

- Jo. – zacząłem głaskać ją po policzku. – We wszystkim wyglądasz pięknie. Moje zdanie jest mało ważne. A co do zdjęcia sukienki, możesz być pewna, że na pewno ją zdejmę, nie zważając na to, jaka ona jest. – ucałowałem jej czoło.

- To pojedziesz czy nie?

- To jest naprawdę konieczne? – spytałem od niechcenia.

- Proszę kochanie. Nie chcę iść sama. A w inne dni odpada. Jutro wraz z moją agentką idziemy na spotkanie z producentami i reżyserem filmu, aby omówić kontrakt. W czwartek są urodziny mojej mamy i wyprawiamy jej u nas przyjęcie. W piątek po południu obiecałam Jasmine, że zabiorę ją do Spa. Od tygodnia mnie o to prosiła, a w sobotę już mam premierę. Muszę sobie coś kupić. Jesteś jedyną osobą, która może mi potowarzyszyć i spędzić ten czas razem. – zrobiła minę szczeniaczka i patrzyła prosto w moje oczy. Jak mam się oprzeć tym wielkim brązowym tęczówką? Ciężko westchnąłem, po czym się zgodziłem.

- Dobrze. Niech będzie. Ale ustalamy, że zanim zaczniesz łazić po sklepach, to zjemy pierwsze obiad, a późnej masz godzinę na znalezienie sukienki ok.?

- Godzinę?! Oszalałeś? – spojrzała na mnie zaskoczona.

- Dwie i ani minuty więcej, bo nie wytrzymam dłużej. I tak już się poświęcam. – rzekłem stanowczo.

- Ok. Niech będzie. – uśmiechnęła się szeroko, po czym dając mi szybkiego buziaka pognała w stronę drzwi wejściowych, aby ubrać buty. Pokręciłem parę razy głową z niedowierzeniem, że się zgodziłem, a następnie wkładając pustą szklankę do zmywarki udałem się w stronę mojej ukochanej.

 

Po obiedzie Jo wręcz natychmiastowo zaciągnęła mnie do sklepów. Moje reakcja była troszkę zaskoczona, ponieważ, mimo, że Jo lubi zakupy nigdy nie była taka zachłanna. Czyżby ta premiera była dla niej taka ważna? Weszliśmy do pierwszego sklepu. Było od groma sukienek. Na wejściu mogłaby sobie jakąś wybrać. Jednak ona przeglądała wieszak po wieszaku dodając zbędne komentarze. To jest najbardziej męczące. To stanie i czekanie. Z nudów, aż sam zacząłem rozglądać się za jakąś elegancją sukienką, jednak po chwili stwierdziłem, że wszystkie są jak dla Jo za bardzo wyzywające. Oczywiście. Nie mam nic, przeciwko, aby jej strój miał troszkę większy dekolt. Te suknie natomiast albo moją zanadto wygórowany biust, zero materiału na plecach czy ogółem za dużo wyciętego materiału. Podszedłem do Jo i delikatnie ujmując ją za łokieć rzekłem.

- Chodźmy do innego sklepu. Uwierz mi, nie znajdziesz tu nic, co by mnie zainteresowało. – spojrzała na mnie uważnie, po czym kiwnęła głową i wyszliśmy. Drugi sklep kompletnie ominęliśmy. Sukienki były nie ładne, delikatnie ujmując. W trzecim zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę. Jo przymierzyła trzy sukienki. We wszystkich wyglądała ślicznie. W oko wpadła mi ciemno beżowa, prosta zlewająca się sukienka, mająca jedno ramie, które podtrzymywała srebrno-złota klamra, a pod biustem, aby zatrzymać zlewający się materiał naszyto czarny szeroki pasek z delikatną kokardą.

- Podoba ci się? – spytała mając ją na sobie. Podeszła do lustra i przyjrzała się każdej stronie.

- Bardzo.

- Mi też, aczkolwiek coś mi mówi, abym szukała dalej. Ta sukienka jest bardzo śliczna, ale to jeszcze nie to. – skoro tak uważa.

- Jak chcesz tą możesz ją kupić. Stać nas. – puściłem jej oczko, a ona delikatnie się zarumieniła.

- Tylko chciałaby, ją wykorzystać w najbliższym czasie, a nie, żeby się waliła w garderobie po kątach.

- Nie będzie. – uśmiechnąłem się.

- Nie. Wiele takich sukienek można spotkać. Kupie ją innym razem, albo podobną. – posłała mi ciepłe spojrzenie, po czym wróciła do przebieralni. Nie będę się wtrącać, to jej wybór.

Po godzinie, nie aż tak męczącej, co mi się wydawało, weszliśmy do sklepu, gdzie znaleźliśmy bardzo ładną, długą czarną suknię. Była bez ramiączek. Idealnie podkreślała biust kobiety. Cała sukienka była obcisła, lecz przyszyty delikatny przewiewny materiał dodawał jej uroku sprawiając, że stała się elegancka. Na mostku znajdowała się czworokątna klamra z czarnych kamieni, które podtrzymywały delikatny materiał. Wpadła jej w oko jeszcze jedna. Długa, granatowa sukienka. Miała po dwa ramiączka. Jedne z nich podtrzymywały suknię, a drugie lekko opadały. Dekolt był dość odważny, ale gdyby nie on cała sukienka byłaby po prostu prosta. Biust był zakryty, jednak w miejsce mostka był wycięty średni trójkąt. Dwa pasy tego samego materiały, co cała suknia na przemian oplatała się pod biustem. Reszta delikatnie spływała. Szczerze? To mam zagwozdkę. W obu wygląda świetnie. Prosto, słodko i elegancko.

- Kup oby dwie – wypaliłem.

- Obie? – spytała zaskoczona.

- Z obu chciałbym cię rozebrać. – powiedziałem zmysłowo, ona uśmiechnęła się zadziornie, po czym zaczęła się cicho śmiać. Uwielbiam ten dźwięk.

- Nie przesadzaj kochanie.

- Nie przesadzam, kup dwie. Z tamtej zrezygnowałaś, to weź drugą zamiast tamtej. – powiedziałem nie widząc, żadnego problemu. Zastanawiała się.

- Obie mają przyzwoitą cenę. Zresztą. Możesz sobie kochanie pozwolić na taki wydatek.

- Myślisz?

- Nie. Ja tak uważam. – przyjrzała się jeszcze raz suknią.

- Ok. Wezmę te dwie.

- A w której pójdziesz na premierę?

- W tej, którą przyjemniej będzie ci ze mnie zdjąć. – rzekła zadziornie, a ja szeroko się uśmiechnąłem. I jak tu nie kochać tej kobiety?

 

***

- I cięcie! – krzyknął reżyser. – ok. Mamy to. Na dziś, to już koniec. Do zobaczenia jutro. – wstał z krzesła i podszedł do mnie i Stephanie. – Dziewczyny świetna robota. Tylko Camille. Bardziej wyraziście, a tak to było super.

- Jasne. – uśmiechnęłam się delikatnie.

- Do jutro dziewczyny. – ucałował nasze policzki, a następnie udał się do swojego pokoju.

- To, co? Idziemy na kawę? – zwróciła się do mnie Steph.

- Może jutro, albo jak wrócę, bo chciałam jeszcze wejść do księgarni.

- Ok. Podwieźć cię?

- W sumie, to możesz. Jeśli to nie problem.

- Oczywiście, że nie. – posłała mi ciepły uśmiech, a następnie poszłyśmy w stronę naszej wspólnej garderoby.

Po upływie piętnastu minut siedziałam w samochodzie na miejscu pasażera.

- Cam. Mogę cię o coś zapytać? – odezwała się trochę nieśmiało.

- Oczywiście.

- Minęły dwa lata. Zapomniałaś już o nim czy nadal uważasz, że coś z tego jeszcze będzie. Dwa lata to w końcu bardzo długo. – w sumie mogłam się spodziewać, że zacznie taki temat. Cicho westchnęłam.

- Co z tego, że minęło tak długo, skoro cały czas jest praktycznie przy mnie. Czy nadal chcę z nim być? Nie wiem. Nie wiem nawet czy on też tak czasem myśli. Uważam, że tak jest mu lepiej i wygodniej jesteśmy blisko, ale nie za blisko. Rozumiesz, prawda?

- Tak, ale nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Chcesz do niego wrócić czy nie?

- Stephanie mówiłam, nie wiem. Moje uczucia się zmieszały, a może już pomału gasną.

- A nie chciałabyś spotkać kogoś innego. Żyć trochę, a nie mieć nadzieję, że z Loganem coś jeszcze wyjdzie?

- Chcesz, abym znalazła sobie chłopaka?

- Tak. Czemu nie? Myślisz, że Logan nie rozgląda się czasem za jakąś dziewczyną?

- A rozgląda? – spytałam ze słyszalnym strachem. Spojrzała na mnie uważnie. Kurczę.

- Weź się w garść Camille. Nie wiem. Kiedyś mi Carlos mówił, że podobno zagadała do nich jakaś dziewczyna i chwilkę pogadała z Loganem, a później sobie poszła.

- O czym rozmawiali? – zapytałam, zanim ugryzłam się w język. Znów przeszyła mnie wzrokiem.

- Camille. Proszę cię. Zapomnij o nim. Chodźmy gdzieś na imprezę. O wiem! Przecież w sobotę Jo ma premierę, może mogłaby cię wziąć ze sobą? Poznałabyś jakieś fajne sławy. Co ty na to? – wielki entuzjazm widać był u niej w samym oczach.

- Przestań Stephanie. Jo idzie na tą premierę z Kendallem. Zapraszała nas, ale jej odmówiłyśmy czyż nie? – bardziej stwierdziłam, niż zapytałam. Ona z lekkim grymasem kiwnęła twierdząco głową.

- Ale po jutrze jest u Jo i Kendalla, przyjęcie z okazji urodzin pani Taylor. Może zaprowadzisz tam jakiegoś chłopaka, co? Zobaczymy reakcję Logana. Jeśli będzie zazdrosny, to będziemy miały odpowiedź na nurtujące nas pytanie, a jeśli nie, to będziesz musiała o nim zapomnieć i ułożyć sobie życie na nowo.

- Mam wykorzystać chłopaka, dla własnych przyjemności? – spytałam z lekkim niedowierzaniem. Choć nie wiem czy akurat przyjemności.

- Nie koniecznie wykorzystać.

- Na przyjęcie przyjdę sama. To będą urodziny pani Taylor. Tam będą wszyscy nasi przyjaciele, a ja mam przychodzić z chłopakiem? Nieznanym nikomu chłopakiem?

- A jak Logan przyjdzie z dziewczyną?

- To niech przyjdzie. – wzruszyłam ramionami, jednak w środku, tak naprawdę panikowałam.

- Camille. Wiem i widzę co czujesz. Zastanów się nad tym. Dziś wieczorem zadzwonię do Jo i zapytam się czy…

- Stephanie… – przerwałam jej. – …nawet jeśli bym się zgodziła i Jo również w dzień nie znajdę chłopaka. Tym bardziej chłopaka, który na następny dzień będzie chciał pójść ze mną na przyjęcie z okazji urodzin mamy mojej przyjaciółki. – przewróciłam oczami. – Nie uważasz, że to głupie? – to było bardzo głupie!

- Nie. Nie uważam.

- Stephanie! Postaw się w mojej sytuacji. Jak ty byś zareagowała gdybyś zerwała z Carlosem i nagle miałabyś przyjść na takie przyjęcie z chłopakiem którego znasz zaledwie jeden dzień?

- Pewnie dobrze bym się nad tym zastanowiła… – urwała.

- No właśnie.

- … Ale spróbowałabym. – spojrzałam na nią nie wiedząc, czy mówi poważnie, czy na żarty.

- Dobra. Zakończmy ten temat. – nie chciałam dalej tego ciągnąć. Już mnie zmęczyła samą rozmową.

- Ok. Ale zastanów się nad tym.

- Jasne, jasne.

- To do której tej księgarni?

- Tej za rogiem.

- Ta nowa?

- Tak. – kiwnęła tylko twierdząco głową.

Dziesięć minut później rozglądałam się za ciekawą książką. Teraz odkąd wszyscy się wyprowadziliśmy z PalmWoods nie jest tak samo jak ostatnio. Pewnie powiewa tam nudą. Ja chciałabym wypełnić jakoś swój wolny czas. Wypadałoby poczytać jakąś fajną książkę. Weszłam do działu z literaturą kryminalną. Wpadłam na bardzo ciekawą książkę. Przysiadłam na fotelu umieszczonym w rogu i przeczytałam prolog i pierwszy rozdział. Początek wydał mi się już odpowiedzią na całą książkę, ale zazwyczaj jak ma się takie wrażenie końcówka zaskakuje. Wczytałam się w drugi rozdział kiedy nagle poczułam jak na moje kolana spada książka. Całe szczęście nie na głowę. Spojrzałam na tytuł „Daj mi szansę”. Zaśmiałam się.

- Przepraszam cię najmocniej, ten regał jest irytujący. Cały czas jakaś książka spada. – podniosłam wzrok i ujrzałam bardzo przystojnego ciemnego bruneta.

- Nic nie szkodzi. A dlaczego książki spadają? – zapytałam rozbawiona.

- Obok robią remont sklepu i gdy coś wiercą czy przybijają, to książki spadają. – zaśmiał się. Ma uroczy uśmiech.

- I nic z tym nie zrobicie?

- Od dłuższego czasu zastanawiamy się czy książek nie przenieść, czy jakoś nie odsunąć tych półek.

- Remont kiedyś skończą. – stwierdziłam.

- Ciekawy jestem kiedy. Od dawna ten remont robią.

- Może to było przyczyną likwidacji sklepu, jaki tu był przed waszą księgarnią?

- Jeśli tak, to wcale się im nie dziwię. To strasznie wkurzające. – zaczesał palcami włosy. Chyba trochę się skrępował. – Zainteresowałaś się? – spojrzał na mnie, a jego brązowe oczy całą mnie przeszyły. Zarumieniłam się.

- To znaczy… – nie do końca zrozumiałam. Przez chwilkę pomyślałam, że chodziło mu o niego, ale od razu się skarciłam! Chodzi mu o książkę! Muszę wybrnąć z tej sytuacji. – … książka jakoś na wstępie mnie nie pociągnęła, ale wydaje się nawet fajna. I chyba kupię też tę, która na mnie wpadła „Daj mi szansę” tytuł mówi sam za siebie, czyż nie? – uśmiechnęłam się ciepło.

- Yyy… – tym razem to chyba on nie zrozumiał.

- „Daj mi szansę” w sensie, żeby dać szansę książce. – wyjaśniłam szybko.

- Aaa tak. Przepraszam, nie chciałem, abyś tak pomyślała.

- Spokojnie. Rozumiem. – może się przywitać. Co mi szkodzi? – Jestem Camille. A ty?

- Dylan.

- Miło mi cię poznać. – podałam mu rękę na przywitanie.

- Mi również Camille. – ale słodko to powiedział.

- Długo tu pracujesz? – spytałam.

- Tak naprawę, to księgarnia mojej cioci. Często jej pomagam.

- A czym się zajmujesz?

- Aktualnie studiuję prawo.

- Prawo? Ciężkie studia. Twoje zamiłowanie?

- Raczej chęć zdobycia dobrej pracy, ale zainteresowanie również. – podrapał się po głowie. – A ty? Studiujesz?

- Nie. Jestem aktorką. – uśmiechnęłam się nieśmiało.

- Dobrze przeczuwałem, że skądś cię kojarzę. Nie pamiętam jaki to był film, ale wiem, że oglądałem.

- Cieszy mnie to. – posłałam mu ciepłe spojrzenie.

- A może… miałabyś ochotę na kawę? – zapytał nieśmiało.

- Jasne. Z wielką chęcią. – sama nie wiem co robię. Zgodziłam się iść z nim na kawę, a co z Loganem? Jak zareaguje? Może mu się to nie spodobać… zaraz! Ja pierdolę. Na serio tak pomyślałam? Kobieto Logan z zakończył z tobą definitywnie! Powinnam posłuchać Stephanie. Wziąć się za siebie i żyć. Co mi tam! Logan to przyjaciel. Powinien zrozumieć, że mam prawo spotykać się z kimkolwiek chcę. Nie może mi zabronić!

_____________________________________

Wyczekiwany 125 rozdział już za nami ;)))
Teraz brać się za kolejny. Możliwe, że pojawi się on w niedzielę ^^

Pozdrawiam i całuję Stelss :************

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Rozdział 125 „Nowy początek”

  1. ~Tami G. pisze:

    Ja pierdzielę! Jakie cudo! Najlepszy rozdział EVER ♥♥
    Mrr..♥ Kendall jak lubi zdejmować ubrania z Jo! A Jo lubi jak Kendall to robi! ☺ To skoro oni to lubią to ja też!
    Oo.. Camille ciągle coś czuje do Logana! SU{ER! Bo on i muszą być razem! No muszą!
    Rozdział jest super! Zajebiozaaa ♥♥♥
    Czekam na nn^^ Pozdrawiam ;)

    //Tami G.

  2. ~Zuzanka pisze:

    WOW. Tylko to mi teraz przychodzi na myśl. Dlaczego rozwiązałaś zespół ? I teraz już nie jest tak fajnie jak się wszyscy wyprowadzili z Palm Woods, wiesz, to było takie faje, jak wszyscy przyjaciele mieszkali w jednym miejscu. Bardzo mnie zaskoczyłaś, ale w dobrym sensie. Dobrze, że Jo się pozbierała po tym jak ZNOWU poroniła. Dlaczego takie nieszczęscia ją spotykają ? Fajnie opisałaś te ich wspólne zakupy, i nie podejrzewałabym że Kendall założy jakiś inny zespół, znowu zaskoczyłaś :) Dobrze, że Camille już się, chyba, pozbierała po Loganie, ale coś mi się nie widzi ten Dylan. Co będzie z Loganem ? I całą resztą ? Mam nadzieję, że wszystko się jakoś wyprostuje. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Pozdrawiam :)

  3. ~Tami G. pisze:

    Ja pierdzielę! Jakie cudo! Najlepszy rozdział EVER ♥♥
    Mrr..♥ Kendall jak lubi zdejmować ubrania z Jo! A Jo lubi jak Kendall to robi! ☺ To skoro oni to lubią to ja też!
    Oo.. Camille ciągle coś czuje do Logana! SUPER! Bo on i muszą być razem! No muszą!
    Rozdział jest super! Zajebiozaaa ♥♥♥
    Czekam na nn^^ Pozdrawiam ;)

    //Tami G.

  4. ~Domi Schmidt pisze:

    Super rozdział! Szkoda, że rozwiązałaś zespół. Jo ZNOWU poroniła? Camille umówiła się z Dylanem? Ciekawe, co na to Logan. No nic. Czekam z niecierpliwością na nn.
    P.S. Napisałabym więcej, ale się spieszę.
    Pozdrawiam, Domi.

  5. ~Marla S pisze:

    Nic dziwnego, że Kend tak rozpieszcza Jo tymi ubraniami. Wg mnie on tak chce jej w jakims stopniu „wynagrodzić krzywdy” po poronieniach. Ale to moja interpretacja. Chciałam wnieść coś innego od komów powyżej i napisać coś innego niż „Kend lubi rozbierać Jo” haha :P Ale nie powiem, jest to zabawne. Wg mnie dobrze się sprawy potoczyły jeśli chodzi o zespół. Czemu? U mnie też tak było :D Nie wierzę, że minęły dwa lata a Logan i Camille uparcie trzymają się z daleka od siebie, bo moim skromnym zdaniem glównym powodem ich rozstania było zachowanie jak uparty osioł i to po obu stronach. Nikt nie chciał być tym słabszym i wyciągnąc rękę, coś z tym zrobić. I dobrze, że Carlosowi nie odbija i się troszczy o siebie. Super roz :)

  6. ~ZuziaRusher pisze:

    Jo znowu poroniła ?!
    Zespół rozwiązany ?!
    Camille i Logan ciągle osobno ?!
    ŁAT ??? o.O
    Wgl, to już minęły 2 lata..
    O jaaa cię..
    Właśnie, 2 lata. Logan i Cam powinni być razem, ale nie. Mają te swoją głupią DUMĘ. Niech Cam spróbuje z tym Dylanem ;) Może wtedy Mitchell przejrzy na oczy ;)
    Wgl, cieszy mnie to, że Carlos o sb dba :) Fajnie :D W końcu :D
    Kendall ..
    Haha XD Tylko jedno Tb w głowie. ;D Rozbieranie Jo :) Haha XD Dobre to :D
    Wgl (po raz… nwm 3 XD ) Kend mówił, że Jo jest teraz bardziej zamknięta w sb. Nwm .. , ale wydaje mi się ,że teraz się bardzo do sb zbliżyli :) Mieszkanie razem rb swoje :D
    Ooo, a jak już o mieszlaniu, to .. Całe BTR się wyprowadziło z PW ? Troszkę smutno, ale .. są już DUZI :D
    A mama Kendalla i Katie ? Mieszkają w hotelu dalej czyyy .. :D Nwm pisało coś o tym XD Nie pamiętam XD
    Dooobra !
    Czekam na nn !
    X .

    • ~Stelss pisze:

      Przepraszam bardzo, ale to nie mi tylko kendallowi cały czas takie rzeczy po głowie chodzą XD jak napisałam Jo była zamknięta w sobie ale od dłuższego czasu już jest lepiej. O mamie kendalla jeszcze nie wspomniałam. A Logan i Camille. Do nich mam już plany. Spokojnie. Już ja się nimi zajmę hahaha XD
      W następnym rozdziale będzie o reszcie bohaterów ^^

      • ~ZuziaRusher pisze:

        Haha XD Oczywiście :D To Kendall :D
        A już myślałam , że ominęłam info o Knight’ach :D
        Dobra !
        Z niecierpliwością na nn ! x.

  7. ~Rusherka pisze:

    Dawaj nowy!!! Tak ciekawy jest ten rzdział! To teraz czekamy jaki bedzie następny!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>