Rozdział 126 „Nowy początek”

- James. Jak fajnie, że wpadłeś. – uśmiechnął się Carlos wpuszczając mnie do środka. Rozejrzałem się dookoła. Od miesiąca mieszka wraz ze Stephanie w nowym domu. Jeszcze nie miałem okazji zobaczyć jak się urządzili. Odkąd podpisałem kontrakt z firmą modową, nie miałem czasu, aby spotkać się z chłopakami. Pierwsze tygodnie były męczące. Od razu załatwili mi sesję zdjęciową do kilku magazynów. Dostałem tydzień wolnego. Ubłaganego wolnego. Od razu postanowiłem, że spotkam się z Carlosem.

Zdecydowanie w całym domu dominuje kolor ciemnego beżu. Po lewej stronie od wejścia znajduje się salon, w którym meble są koloru gorącego karmelu. Kanapa umieszczona została na środku salonu. Była koloru kawy z mlekiem. A naprzeciw, tego samego koloru, stolik. Telewizor zamontowany został na ścianie prosto w stronę sofy. Na suficie znajdował się dość spory żyrandol. Za salonem jest kuchnia. Kolor beżowy ciągnął się aż do niej, aczkolwiek meble były białe oraz z ciemnego brązowego drewna. Po prawej stronie znajdowała się łazienka a na wprost korytarza schody prowadzące na drugie piętro. Później pozwolę sobie na zwiedzanie.

Zasiadłem wraz z Carlosem na sofie.

- Chcesz coś do picia?

- Nie. Dzięki. Przyszedłem, bo tak dawno się z tobą i chłopakami nie widziałem. Jak się czujesz?

- Lepiej. O wiele lepiej. Leki działają i lekarz mówi, że jeszcze trochę czasu i wyleczę się z tej białaczki.

- To świetnie. A Stephanie gdzie? – zapytałem orientując się, że naszej przyjaciółki nie ma.

- Na planie. Niedługo powinna przyjechać. A jak idzie praca w firmie?

- Nie jest źle. Nawet ok. Zrzędy jak nie wiem, ale chociaż dobrze płacą. – zaśmiałem się, a on wraz ze mną.

- Niezadowolony jesteś?

- Nie. Zadowolony. Czepiają się szczegółów, ale tak to ok. – nie mogłem powiedzieć, że nie cieszę się z tej posady. Pasuje mi, lecz faktycznie są zbyt wymagający. Ale może to nawet lepiej? Im człowiek bardziej wymaga, tym drugi bardziej się stara.

- A Amber? – zapytał nagle.

- Wykonuje jakieś zlecenie. – powiedziałem szybko chcąc ominąć ten temat.

- A więc tutaj jest problem. – odrzekł, a ja spojrzałem na niego uważnie. – Odkąd tutaj wszedłeś zauważyłem, że coś nie gra.

- Wszystko jest ok. – zabrzmiało to mało przekonująco, jednak jak na razie naprawdę jest ok.

- James. Powiedź mi. Przecież zawsze mówimy sobie wszystko. – miał rację.

- Na serio jest ok. Teraz. Od dłuższego czasu Amber nadmiernie pracuje. Nie wiem, ale według mnie ten świat schodzi na psy. Nie wiem skąd oni biorą dla niej te wszystkie zlecenia, ale prawie codziennie nie ma jej w domu. W ogóle się z nią nie widzę. Ostatnio widzieliśmy się dwa dni temu. Śmiać mi się chcę, bo mieszkamy razem od dłuższego czasu, a widzę ją zaledwie raz, dwa razy na tydzień.

- Ale powiedziałeś, że jest ok.

- Ostatnio z nią rozmawiałem i umówiliśmy się, że weźmie wolne na ten tydzień, kiedy ja go będę miał i spędzimy ten czas razem. Planujemy na weekend odciąć się kompletnie od tego świata.

- Chociaż to. A nie może oddać tego zlecenia komuś innemu?

- Właśnie o to chodzi, że nie. U nich w agencji każdy agent ma swojego partnera. Ona miała Chrisa, lecz on wraz z Rosalie poleciał na Florydę, bo ona tam miała agencję. Podobno ma się przenieść do agencji u nas w LA, ale to trochę potrawa i na chwilę obecną Amber jest bez partnera i nie może się zamienić.

- Musiał z nią lecieć?

- Poleciał tam jako delegacja, czy coś takiego.

- Rozumiem.

- Ale nie ciągnijmy tego tematu. A jak ze Stephanie?

- Dobrze. Znów czuję, jakbym miał osiem lat i nadopiekuńczą matkę. – zażartował.

- Aż tak się o ciebie troszczy?

- Aż tak. Czasem nie narzekam, ale jak przyjdzie, co, do czego, wolę zamknąć się w pokoju. – zacząłem się śmiać, lecz nagle na myśl przyszła mi jedna osoba, co sprawiło, że straciłem ochotę do śmiechu.

- Co jest? – spytał Carlos. Orientując się, że coś mnie trapi.

- Widziałeś się ostatnio z Loganem? – westchnął.

- Widziałem niedawno.

- I?

- Wszystko ok. Logan ma się świetnie. Jakoś nie dał powodów, aby było inaczej, natomiast trochę martwię się o Camille.

- Camille jest trwała w uczuciach. Szybko nie zapomni o Loganie, tym bardziej, że ten prawie codziennie się z nią widzi. Nie łatwo jest jej o nim zapomnieć.

- No właśnie. Jest jeszcze jeden problem. – spojrzałem na niego uważnie.

- Logan zaczął kręcić z jakąś laską.

- To było do przewidzenia. – stwierdziłem.

- Ale nie to jest tym problemem. – rzekł zawiedziony.

- Tylko co?

- Ma zamiar przyjść z nią na przyjęcie urodzinowe pani Taylor.

- Żartujesz? Chce przyjść na przyjęcia tylko dla rodziny z dziewczyną? On chyba kompletnie postradał zmysły.

- Dziewczyna jest niczego sobie. Ale kretyńsko się zachowa jeśli przyjedzie z nią na przyjęcie.

- A kim jest ta dziewczyna?

- Studiuje medycynę.

- No to wszystko jasne. – żachnąłem. – A nie powiedziałeś mu, aby przyszedł na to przyjęcie sam? Taki niby przyjaciel Camille, ale nie liczy się z jej uczuciami.

- Mówiłem mu, aby sobie darował. Ale on powiedział, że jak pytał się Camille co o tym myśli. To ona powiedziała, że nie ma problemu.

- Jasne, bo powie mu prawdę. – przewróciłem oczami. – A zapytał się jej czy może przyjść na przyjęcie z dziewczyną?

- Raczej zapytał się czy ma coś przeciwko, jeśli związałby się z jakąś inną dziewczyną. A ona co mogła mu powiedzieć. „Nie bo będę zazdrosna?” Jak na najmądrzejszego chłopaka, to jednak zachował się bezmyślnie.

- Mówiłeś o tym Stephanie.

- Nie. Gdyby Stephanie się dowiedziała, od razu powiedziałaby to Camille. A Camille, pewnie zrobiłaby wszystko aby nie przyjść.

- Jo by jej na to nie pozwoliła.

- Dlatego uznałem, że będzie lepiej, jeśli dowie się po fakcie. – rozłożył ręce w geście poddania.

- W sumie może masz rację.

- A wiesz może co u Danielle?

- Amber często z nią rozmawia.

- Będzie na przyjęciu?

- Mówiła, że tak.

 

Dwie godziny później

 

- Ok. Ja będę się pomału zbierać. Zasiedziałem się trochę. – podniosłem się z fotela i przeciągnąłem.

- Nie zostaniesz jeszcze? – prosiła Stephanie, a ja z niechęcią zaprzeczyłem.

- Niestety nie. Amber niedługo powinna wrócić. Najwyższy czas w końcu się z nią spotkać. – parsknąłem śmiechem i zabierając kluczyki ze stolika, udałem się w stronę wyjścia. Potowarzyszyli mi, aż do samego samochodu.

- Dzięki, że wpadłeś. Następnym razem ja przyjdę. – odrzekł Carlos.

- Jasne. Mój dom stoi dla ciebie otworem. – uśmiechnąłem się wchodząc do samochodu. Otworzyłem szeroko okno i wychyliłem głowę.

- To do czwartku na przyjęciu.

- Oczywiście. – powiedzieli razem.

- Pozdrów Amber. – dodała Stephanie.

- Na pewno. – puściłem im oczko, po czym ruszyłem w stronę domu.

 

Po około piętnastu minutach zaparkowałem przed domem. Samochód Amber już był. Ciekawe kiedy przyjechała. Wysiadłem z wozu zamykając go na klucz i poszedłem prosto do mieszkania. Wchodząc do środka głośnio zawołałem.

- Już jestem. Amber? – chwila ciszy.

- Na górze! – i rzucając kluczyki na stolik pognałem na górne piętro. Wszedłem do naszej sypialni. Dziewczyna właśnie się przebierała.

- Rozumiem, że przed chwilką przyjechałaś? – spytałem dla pewności.

- Tak. Z pięć minut temu? Miałam dzwonić. Gdzie byłeś? – założyła na siebie biały T-shirt i sięgnęła po spodnie.

- U Carlosa. Tak dawno go nie widziałem, a nie chciałem się z nim spotykać dopiero na przyjęciu. – usiadłem na brzegu łóżka.

- Przecież Carlos wie i rozumie, że masz pracę. Nic w tym złego. – pogłaskała mnie po policzku i spojrzała na mnie zamyślonym wzrokiem. Coś się stało.

- Tak. Ale wolałem spotkać się wcześniej póki miałem chwilę wolną. – złapałem ją za rękę i ciągnąc w moją stronę usadowiłem blondynkę na moich kolanach. Nie zdążyła założyć spodni. – Jutro wyjeżdżamy. – wtuliłem twarz w jej gęste, pachnące bzem włosy. Momentalnie zesztywniała i nic nie powiedziała. Podniosłem głowę, aby móc na nią spojrzeć. Jej profil zakrywały włosy. – Prawda? Tak jak się umawialiśmy? – powiedziałem z zawiedzeniem, strachem i nadzieją, że faktycznie coś z tego będzie.

- Wiem James, że się umawialiśmy, ale…

- Zaraz! – przerwałem jej natychmiast. Przeniosłem ją z moich kolan na łóżko, aby móc wstać. – Obiecałaś mi, że tym razem uda nam się spędzić trochę czasu. – oburzyłem się. To był czysty obłęd. Ile jeszcze będziemy to przekładać? To już trzeci raz!

- James, tylko się nie denerwuj.

- Nie denerwuj! Ja?! – powiedziałem, a raczej uniosłem się wkurzony. – Ja nie jestem zdenerwowany. Ja jestem wściekły, wiesz? – spojrzałem prosto w jej oczy czując, jakbym wzrok mnie palił. – Od długiego czasu próbuję spędzić z tobą trochę czasu! Robię wszystko. Na początku zrozumiałem, że jesteś potrzebna i nie możesz, ale do cholery jasnej ile jeszcze?! To już trzeci…

- Czwarty. – szepnęła cichutko.

- O! Dziękuję za szczerość! To już czwarty raz, kiedy nie możesz znaleźć dla mnie choćby jednego dnia! To ja musiałem błagać moją szefową o tydzień wolnego, aby teraz dowiadywać się, że wziąłem go na marne?! Myślisz, że będę cierpliwie czekał kolejne tygodnie czy miesiące, zanim uda nam się w spokoju spędzić chociażby kilka godzin?!…

- James proszę.

- Tylko mi nie James’uj! Uważasz, że chce mi się czekać? Że mnie to już nie męczy! No ile można Amber! – krzyknąłem. Musiałem się wyżyć. Jakoś odreagować. – Nie będę tolerował tego, że sobie mnie olewasz.

- Nie olewam sobie. – słyszałem jej przerwany głos. O nie. Tylko mi tu nie płacz!

- Co niby znowu ci wymyślili, że nie możesz tego odwołać? Albo nie mogli zlecić tego komukolwiek! – po raz kolejny się uniosłem.

- Mam jechać do San Francisco, aby zaprzestać tamtejszemu gangowi handel narkotykami i liczne gwałty.

- Sprawa dla policji! Chociażby dla agenta z San Francisco!

- W San Francisco nie ma agencji.

- I akurat TY musisz wykonać to zlecenie, tak?

- Próbowałam rozmawiać ze Stevem, ale on mnie nie słucha! Zagroził mi, że jeśli nie wykonam tego zlecenia, to mnie zwolni.

- Zwolni? Jedną z najlepszych agentek w stanie ma zwolnić, dlatego, bo chciałaś spędzić TROCHĘ CZASU ZE SWOIM CHŁOPAKIEM! To są kpiny Amber. Jeśli bardziej zależy ci na tej pracy, niż na mnie i wierzysz w głupie szantaże, typu, „bo cie zwolnię” to, co do cholery tutaj robisz? Po co ze mną rozmawiasz? Na co czekasz! Już! Idź! Jedź! Leć! Nie ma cię! Załatw sprawę jakiś popierdolonych ćpunów i gwałcicieli! Jeszcze tu jesteś?! Śpiesz się, bo jeszcze wpadnie tu Steve i zdzieli ci paskiem po tyłku! – wyszedłem z sypialni trzaskając drzwiami. Po drodze zrzuciłem jeszcze wazon i kopnąłem w drzwi od łazienki. Zszedłem na dół prosto do kuchni i wyciągając z lodówki zimne piwo wypiłem prawie połowę duszkiem. Po chwili stwierdziłem, że to bardzo głupi sposób na rozluźnienie się. Wylałem piwo do zlewu i zostawiając puszkę na kredensie wyszedłem na taras. Nie wiem czy świeże powietrze coś mi pomoże, ale na pewno będzie to lepsze, niż wypicie piwa czterema łykami. Usiadłem na krześle i schowałem twarz w dłoniach. Nie chciałem na nią nakrzyczeć. Naprawdę nie chciałem, ale dziewczyna nie pozostawiała mi wyboru. Po raz kolejny sprawia, że czuję się na serio źle. Tak się cieszyłem, że wreszcie uda nam się wyjechać. Mogłem przewidzieć takie ‘a jednak’. Głupi byłem i tyle.

Nie wiem ile czasu przesiedziałem. Nie wiem nawet co teraz robi Amber. Może faktycznie pojechała do agencji. Otrząsnąłem się, po czym wszedłem do mieszkania. Z odległości dwudziestu metrów zauważyłem, jak zapłakana Amber zbiera stłuczony wazon przez mój wybuch. Chciałem podjeść do niej. Powiedzieć, że mi przykro, że nie chciałem się tak zachować. Ale nie mogłem. Cztery razy już mnie zraniła. Niech przez chwilę ona poczuje się źle. Starając się zignorować ją całkowicie, co nie wyszło mi dobrze, wsunąłem się do salonu i bezwładnie usiadłem na kanapie. Słyszałem tylko roztłuczone szkło i co jakiś czas pociągnięcie nosem dziewczyny. W końcu wstała i jak mniemam udała się do kuchni. Wyrzuciła szkło do kosza na śmieci. Po dłuższej chwili zauważyłem jak siada na mniejszej sofie po prawej stronie. Kątem oka spojrzałem na nią. Lekko rozmazany makijaż i nieogarnięte włosy.

- Nie chcę się kłócić. – szepnęła.

- Jak na razie kiepsko ci idzie. – odpowiedziałem bez emocji.

- Ja naprawdę chciałabym spędzić z tobą ten czas.

- Ale szef ci nie pozwala. – zsumowałem krótko.

- To moja praca.

- Dziwne, że agencja, aż roi się od mnóstwa agentów, ale to akurat ty musiałaś teraz przyjąć to zlecenie. – mówiłem ostro i szorstko.

- Steven powiedział, że jak wrócę da mi tyle wolnego ile będę chciała.

- To cię rozczaruje i powiem ci, że ja już żadnego wolnego nie dostanę. Ty sobie będziesz siedzieć w domku, a ja pracować. Może wtedy zrozumiesz jak się czuję.

- James…

- Nie chcę z tobą rozmawiać. Nie chcę cię nawet teraz widzieć. Więc, albo ty wyjdziesz i pojedziesz sobie prosto do San Francisco wykonać zlecenie, albo ja wychodzę. Mi to już wisi.

- James…

- Rozumiem, że to ja mam wyjść? – natychmiast wstałem z kanapy. – Dobrze. Już mnie nie ma. – i poszedłem prosto w stronę wyjścia, słysząc za sobą wołanie Amber. Mam to teraz w głębokim poważaniu. Ruszyłem w stronę samochodu.

- James! – krzyknęła za mną. – Nie jedź nigdzie proszę cię. Porozmawiam jeszcze dzisiaj ze Stevem. Proszę cię, zostań w domu!

- Nie mam takiego zamiaru. – mruknąłem pod nosem.

- James! Postaram się zlecić to komuś innemu.

- Na pewno ci się uda. – żachnąłem.

- James! Mi też się to nie podoba, ale co mam zrobić?

- Może zmienić pracę?! – krzyknąłem z rozdrażnienia. Odpaliłem samochód i z piskiem opon odjechałem spod domu.

- James!! – wybiegła na podwórko, jednak ja już odjechałem.

 

***

 

Jak tylko James pojechał prosto do domu minęło z dobre czterdzieści minut. Poszedłem w stronę salonu i położyłem się na kanapie. Stephanie idąc za mną położyła się bokiem koło mnie, dłonią głaszcząc mój policzek.

- Lepiej wyglądasz jak masz zarost, wiesz. Tak bardziej męsko.

- Bez zarostu nie byłem męski? – spytałem udając oburzenie.

- Bez zarostu wyglądałeś bardzo słodko i uroczo, a jak masz zarost, wyglądasz, uroczo i męsko. – pocałowała mnie w policzek.

- To od dzisiaj się nie golę. – parsknęła śmiechem.

- O czym rozmawialiście, jak mnie nie było?

- O wszystkim i o niczym. – spojrzała na mnie urażona.

- Czyli?

- O nas. W sensie zespole. O nas, w sensie, że o nas. – zaśmiałem się. – O czwartkowym przyjęciu. O nim i o Amber. O Loganie i Camille. O wszystkim.

- O nas? W sensie o nas. Co takiego?

- Powiedziałem, że jesteś nadopiekuńcza.

- Bo się martwię o ciebie.

- To też mówiliśmy.

- Że czasem mnie irytujesz. – muskałem nosem jej szyję.

- Ejj! Dobra. Nie chcę wiedzieć dalej. – udała oburzoną. – Rozmawialiście o Loganie i Camille. Do jakiego wniosku doszliście?

- W sumie, to do żadnego. – nie chciałem jej mówić, że Logan wybiera się tam z dziewczyną. – Wiemy jak Camille jest ciężko i dziwimy się zachowaniem Logana.

- A jak się zachowuje?

- Wiesz. Spotykają się często jako ‘przyjaciele’. Mi się wydaje, że Camille odkąd tylko zerwali powinna co do niego trzymać się na dystans, żeby w końcu o nim zapomnieć.

- Czyli jednak do jakiegoś wniosku doszliście. – stwierdziła.

- Szczerze, to teraz, tak o tym pomyślałem. – wyszczerzyłem ząbki, a ona śmiejąc się czule mnie pocałowała.

- Zobaczymy co będzie na przyjęciu. – rzekła kończąc pocałunek.

- Zobaczymy.

- A cos się dzieje pomiędzy Jamesem i Amber? Powiedziałeś, że rozmawialiście o nich. – przypomniało jej się.

- James tylko powiedział, że Amber jest zapracowana i nie ma czasu, aby spędzić z nim dzień. Ale podobno w weekend gdzieś wyjeżdżają.

- To dobrze. Myślałam, że kolejny kryzys w związku. – dała mi krótkiego buziaka, po czym dodała. – Zrobię coś do jedzenia. Masz na coś ochotę?

- Może spaghetti? Tak dawno nie jadłem.

- Nie wiem, czy mamy makaron. Zerknę. – podniosła się z kanapy i poszła w stronę kuchni. Ja usiadłem na kanapie i sięgnąłem po pilota. Włączyłem telewizor. Na jednym z kanałów leciał jakiś serial komediowy. Po pierwszych pięciu minutach, stwierdziłem, że już mi się nie podoba. Przełączyłem na newsy, może coś ciekawego powiedzą.

- „ … przenosimy się na miejsce zdarzenia. John. Oddaję ci głos. – powiedziała jedna z dziennikarek. – Dziękuję Megan. Jesteśmy na miejscu wypadku samochodowego przy ulicy La Brea Avenue. Nie mamy dokładnych informacji, jednak wiemy, że ratownicy potwierdzili zgon jednego z kierowców. Drugi z ciężkim stanem został przewieziony do szpitala… – serce zabiło mi szybciej. Spojrzałem uważnie na przedstawione auta. …

- Boże! James!

____________________________________________________

Dziś krótko. Tydzień wakacji bez internetu :/ Ale rozdział udało mi się wstawić ^^
Pozdrawiam Stelss :**************

BT4ltRACEAA8tZT

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Rozdział 126 „Nowy początek”

  1. ~Tami G. pisze:

    Czyżby nasz James miał wypadek?! NIEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!#@#$!#
    Tylko niech z tego wyjdzie!
    Wiem co czujesz co do tego braku internetu. Ale tydzień?! Ja bym nie wytrzymała.
    Hm.. Z tego co wywnioskowałam to na początku opowiadania pisałaś iż Kend i Jo mają urodziny w tym samym dniu. Więc Kendall i Jo obchodzą urodziny w czwartek – w twoim opowiadaniu oczywiście.
    Camille i Logan muszą się zejść! Muszą do siebie wrócić i znów być ta uroczą parką, którą kocham!
    Carlos i Steph… ♥ Kocham i ch! 4EVER LOVE .! ♥♥♥ Stephanie jest taka nadopiekuńcza! Taka kochana! Tak o niego dba!
    Amber ciężko pracuje bo zapewne chce sprawić swojemu chłopakowi jakąś przyjemność. Może jakąś niespodziankę? No to teraz by mu ją sprawiła.. Jamie wylądował w szpitalu a ona pewnie będzie wychodzić tam z siebie bo będzie się martwić! Ja też bym się martwiła! O takiego faceta.. W ogniu bym stanęła gdyby to sprawiło, że wyzdrowieje!
    No ok.. Już się rozpisałam troszku. Chyba Cie to zadowoli.
    Życzę weny! I czekam na nowy rozdział ^.^

    //Tami G.

    • ~Stelss pisze:

      W czwartek jest przyjęcie urodzinowe. Zgadza się, ale będą to urodziny mamy Jo.
      I chciałabym zwrócić uwagę na to ze w wypadku jedna osoba zginęła A druga trafiła do szpitala.
      Ale wszystkiego dowiecie się w następnym rozdziale :)

      • ~Tami G. pisze:

        Oo.. Żeczywiście. Myślałam, że chodzi o Kendalla i Josie. Przepraszam!

        Ty weź mnie nie straż z tym wypadkiem! Aby Jamie przeżył! Bo aj tego nie przeżyję!

  2. super genialny rozdział do następnego
    Pozdrawiam Marcela

  3. ~Marla S pisze:

    ALE JESTEM ZŁA! ZOSTAWIŁAM TU PIĘKNY KOMENTARZ ALE ZAPOMNIAŁAM ŻEBY WŁĄCZYĆ NETA BO GO ROZŁĄCZYŁAM PODCZAS CZYTANIA I KOM SIĘ NIE ZAPISAŁ !!!!! Płaczę ;( Nie dość, że za 3 razem udało mi sie przeczytać rozdział to… a teraz mo taki nie wyjdzie. Nawet mi sie nie chce :p Ale dodac mogę na szybko że modlę się aby t9 nie był James w tym aucie. Czy jest jakaś szansa? Ale pewnie to bd on :( i mam nadzieje ze nie był kierowcą! Super roz :)

  4. ~Marla S pisze:

    ALE JESTEM ZŁA! ZOSTAWIŁAM TU PIĘKNY KOMENTARZ ALE ZAPOMNIAŁAM ŻEBY WŁĄCZYĆ NETA BO GO ROZŁĄCZYŁAM PODCZAS CZYTANIA I KOM SIĘ NIE ZAPISAŁ !!!!! Płaczę ;( Nie dość, że za 3 razem udało mi sie przeczytać rozdział to… a teraz mo taki nie wyjdzie. Nawet mi sie nie chce :p Ale dodac mogę na szybko że modlę się aby t9 nie był James w tym aucie. Czy jest jakaś szansa? Ale pewnie to bd on :( i mam nadzieje ze nie był kierowcą! Super roz :)

    I Wtf?? Wykryto u mnie duplikat koma? Wtf o co kaman ze gododac nie moglam?

  5. ~Domi Schmidt pisze:

    O mój Boże! Błagam nie mów, że to James zginął w tym wypadku! Powiedz, że trafił do szpitala!
    Dobra, spokojnie. Wiesz, ile Twoje rozdziały wywołują emocji?!
    Napisałabym coś jeszcze, ale teraz cały czas będę zastanawiała się czy James przeżył!
    Przepraszam za ten krótki i bezsensowny komentarz.
    Czekam z NIECIERPLIWOŚCIĄ na następny rozdział!!!!
    P.S. Zapraszam do mnie, niedawno dodałam kolejny rozdział:
    domischmidt.blogspot.com

  6. ~Zuzanka pisze:

    Co ? Co ? Co ? James i wypadek samochodowy. To mi jakoś nie pasi. Ten głupi Steve. On nie powinien być szefem :) Amber najlepszym agentem ? Ekstra ! Logan jest głupkiem, bardzo mi szkoda Camille, ale jakby ona przyszła z tym facetem z tamtego rozdziału ? Chciałabym zobaczyć wtedy minę Logana :) Czekam na następny rozdział. Pozdrawiam :)

  7. ~Dark_Bunny_Wiedźma pisze:

    Ja też bym się wkurzyła na miejscu Jamesa, ale co mu ten wazon zrobił. Oby był poszkodowany, ale ciekawe kto umarł… A Logan to pajac i tyle. Ciekawe, co u Lucy i jej chłopaka. Jak on się nazywał? Louis chyba. A może to dziewczyna Logana zmała w wypadku? Chaotyczny kom się zrobił…
    Super rozdział, czekam na nn :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>