Rozdział 127 „Nowy początek”

- Co się stało? – do salonu wbiegła przestraszona Stephanie.

- James! – krzyknąłem ruszając w kierunku wyjścia.

- Zaraz! – złapała mnie za rękę i pociągnęłam w swoja stronę. – Co z Jamesem?

- Miał wypadek. – wskazałem palcem na ekran telewizora. Mina jej zrzedła kiedy ujrzała samochód Jamesa.

- Ale jak… – pobiegłem ku wyjściu muszę jechać do … Amber? Szpitala? Czy do miejsca wypadku? Skąd mam wiedzieć, czy on czasem… nie Carlos. Opanuj się. To na pewno nie był James. Ale z porównaniem ciężarówki a samochodu, to raczej kierowca porsche zginął… NIE! James żyje. Mój oddech przyspieszył, serce bije jak szalone. Złapałem się za głowę. Duszno mi się zrobiło.

- Carlos. – czym prędzej podbiegła do mnie Steph. Złapała mnie za lewą dłoń a wolną ręką chwyciła prawe ramię. Zaprowadziła mnie do sofy.

- Usiądź. – byłem bezradny, ale nie mogłem tutaj siedzieć wiedząc, że James walczy o życie w szpitalu. Miejmy nadzieje, że faktycznie on. Ożywiłem się od razu. Ponownie wstałem, lecz Stephanie pchnęła mnie na sofę. – Carlos…

- Stephanie musze do Jamesa. Muszę. To mój przyjaciel, nie mogę go teraz zostawić. Stephanie, ja…

- Dobrze. Na początku się uspokój. Pojedziemy do Amber. Może dojechał do domu.

- To był jego samochód, ta sama rejestracja. – zacząłem panikować.

- Dobrze. Chodź. Jedziemy do Amber. – podniosłem się z miejsca. – Ale ja prowadzę. – zaznaczyła, a ja pokiwałem twierdząco głową.

- Chodź.

Czym prędzej wsiedliśmy do samochodu. Stephanie wyjechała z garażu. Jechaliśmy, czym prędzej. Starałem się dodzwonić do Amber, lecz ona nie odbierała. To źle wróżyło.

- Nadal nie odbiera? – spytała Steph uważnie patrząc na ulicę. Jest taka opanowana. Jak?

- Nie. Nie odbiera.

- Próbuj cały czas. – pognała mnie. Chyba jednak jest jej tak samo ciężko jak mi.

- Mogłabyś jechać szybciej? – pospieszałem ją.

- Carlos jadę 85 na godzinę. A powinnam 60. Policja jak mnie złapie, to mandat murowany.

- James walczy o życie w szpitalu a dla ciebie ważniejszy jest brak mandatu?! – wydarłem się na nią.

- Carlos! Tak się składa, że nie chcę, abyś czasem i ty nie znalazł się obok James na ostrym dyżurze! – skarciła mnie krzykiem.

- Przepraszam. – głupio się zachowałem.

- Opanuj się. Zajedziemy do Amber i wszystko się wyjaśni. Cały czas próbuj do nie dzwoń, a nóż widelec odbierze.

- Cały czas dzwonię. Wyłączyła telefon.

- Zaraz będziemy na miejscu.

 

Moje ciało cały czas było niespokojne. Chodziłem cały. Co chwila chciałem mówić Stephanie, aby szybciej jechała, jednak ugryzłem się w język, i ona jest już wyprowadzona z równowagi. Zaczęła zwalniać. Wyjrzałem przez okno, jesteśmy pod domem Jamesa. Nareszcie! Wjechała na podwórko, a ja nie czekając, zanim zaparkuje wyleciałem z samochodu. Omal się nie wywróciłem. Nogi ugięły się pode mną, ale udało mi się nie upaść. Pobiegłem do drzwi. Na szczęście nie były zamknięte. Wpadłem do środka jakby mnie mafia goniła.

- Amber! James! Amber! James! – biegałem po mieszkaniu, ale nikogo nie było. Na górze w sypialni nic. W łazienkach nic. W kuchni nic. I nagle dostrzegłem… zapłakaną Amber siedzącą koło kanapy. Ręką opierała się o brzeg sofy i wylewała litry łez.

- Amber? – bez chwili zastanowienia podbiegłem do niej. – Amber, co się stało? – przyklęknąłem koło niej i nagle do mieszkania wpadła Stephanie.

- Carlos?

- Tutaj. – machnąłem w górę ręką. – Położyłem jej dłoń na ramieniu. – Co się stało?

- James… – wyszeptała. A jednak wie.

- Co z nim?

- … on… – przez myśl przeszło mi najgorsze. Nie. James nie może…

- Skąd wiesz? Czy on naprawdę…? – nie przeszło mi to przez gardło.

- Co? – zapytała nie do końca mnie rozumiejąc.

- Wiem co się stało. – rzekłem smutno. – Ale nie wiadomo jeszcze nic. Może udało mu się. Może przeżył. Musimy jechać do szpitala. – starałem się nią uspokoić.

- Co? – była przerażona. Nie wie?! – Co się stało?! – aż wstała z ogromnym lękiem na twarzy.

- James miał wypadek. Jedna osoba przeżyła, walczy o życie w szpitalu, a druga… nie… nie żyje.

- James miał wypadek? Jest w szpitalu? – zaczęła płakać.

- Nie wiem. – łezka zakręciła mi się w oku.

- Jak to nie wiesz?!

- W telewizji mówili, że nie dowiedzieli się jeszcze, który kierowca przeżył.

- Jaki szpital? – ścisnęła moje ramiona.

- Yyyyy… – w tej chwili przypomniałem sobie o stojącej za Amber Stephanie. Spojrzałem na nią błagająco.

- Wypadek był na La Brea Avenue, więc szpital raczej św. Heleny. – blondynka wybiegła czym prędzej z domu, a my przerażeni, że i ona może ulec wypadkowi, pobiegliśmy za nią.

- Amber! – krzyknęła Stephanie. – Ja pojadę! Nie jedź w tym stanie! – lecz ona jej nie posłuchała.

- Amber! – krzyknęliśmy oboje. Było to trochę dziwne, bo niedawno to ja zapędzałem się ku szpitalowi mogąc stracić nawet życie.

- Amber! Opanuj się. James cię teraz potrzebuje, a ty możesz niedługo walczyć o życie, tak samo jak on! – użyła tego samego sposobu co na mnie, co prawda jest to najbardziej sensowny, oczywisty i mocny powód, dla którego warto wziąć go sobie do serca. Dziewczyna westchnęła i wyszła z samochodu.

- Nie wiemy czy żyje.

- My jesteśmy dobrej myśli. Ty też powinnaś. – popatrzyły na siebie uważnie. To jakaś między żeńska telepatia czy coś?

- Jedźmy. Natychmiast! – wsiadła na miejsce pasażera, na super ja na tyłach? To mój samochód, ja powinienem prowadzić! Ogarnij się Carlos! James walczy o życie, a ty co?!

 

- Stephanie szybciej! Moja babcia już jeździ lepiej! – łooooo… chyba przesadziła. Stephanie nie lubi, jak krytykuje się jej jazdę.

- Amber! Zamknij się, albo zaraz wywalę cię z tego samochodu. Jadę 110 na godzinę. W mieście. Jak policja mnie złapie do szpitala będziesz biegła na nogach! A to jeszcze kawałek!

- Ok. Jedź!

 

Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Kiedy byliśmy przed szpitalem Amber zrobiła dokładnie to samo co ja kiedy przyjechałem do jej mieszkania.

- Co za kobieta. – żachnęła Stephanie, lecz po chwili i my biegliśmy w stronę wejścia. Amber znalazła się przy recepcji.

- Słuchaj kobieto. Jeśli zaraz nie powiesz mi gdzie leży mężczyzna z wypadku stracisz pracę, kapujesz?!

- Albo się pani uspokoi, albo wezwę ochronę!

- Nic ci po tym! – krzyknęła i wyciągnęła plakietkę dając jej do zrozumienia, że jest z agencji. Dziewczyna zlękła się i zajrzała do komputera.

- Piętro 3 jest w trakcie operacji. – i pognała, a my za nią. Nie czekała za windą, ruszyła w stronę schodów. Jej tempem to drzwi windy, dopiero by się zamknęły, kiedy ona będzie już na górze.

- Za nią. – złapałem Stephanie za rękę, biegnąc usłyszeliśmy dźwięk telefonu Steph. Zerknęła na ekran.

- Kendall dzwoni.

- Później zadzwonisz.

Wbiegliśmy na trzecie piętro. Amber zniknęła za drzwiami sali operacyjnej. Również chcieliśmy przedostać się do środka, jednak dwie pielęgniarki zatrzymały nas przy wejściu.

- Dziewczyna wbiegła bez pozwolenia. Wy nie możecie. Jeszcze jaką zarazę przeniesiecie. Siedzieć i czekać. – odparła oburzona. Czy ta kobieta rozumie w ogóle co my czujemy. Nie pozostało nam nic innego jak czekać. Niestety. Stephanie pociągnęła mnie za rękę w stronę krzeseł.

- Usiądź i odpocznij. Pamiętaj, że…

- Tak, tak. Wiem. Nie wyzdrowiałem do końca, ale zrozum, życie Jamesa jest ważniejsze, niż moja choroba. – westchnęła i usiadła koło mnie, tuląc się do mojego ramienia.

- Wiem skarbie, przepraszam, ale ty również musisz uważać. Wierzę, że James wyjdzie z tego.

- Nawet nie wiemy czy to on. Może…

- Nie Carlos. Nie wolno ci tak myśleć. James jest tam i niedługo będziesz mógł go zobaczyć. Na pewno. – ścisnęła moje ramię. Czekaliśmy w niecierpliwie, gdy nagle za drzwi wyszła Amber i nie mówiąc ani słowa usiadła na przeciwnym krześle chowając twarz w dłoniach z łokciami opartymi o kolana. Nie płakała.

- I co? Żyje? Starają się go ocalić.

- To nie on! – warknęła.

- Jak to nie on? – aż wstałem. – Czy to znaczy, że…

- Nie. – krzyknęła, jednak po chwili opanowała się i rzekła. – James nie uległ wypadkowi. To nie on jest na oddziale i to nie on zginął. Rozumiesz?… Pomyliłeś się. James żyje.

______________________________________

Rozdział krótszy, jednak następny będzie dłuższy ^^
Pozdrawiam Stelss :*******

CH 118

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Rozdział 127 „Nowy początek”

  1. ~Dark_Bunny_Wiedźma pisze:

    „- W telewizji mówili, że nie dowiedzieli się jeszcze, który kierowca przeżył.” No jak to który? Ten za kierownicą. Sorry, jestem okropną osobą i nie czuje się smutna. Boffe, jak można być tak porąbanym człowiekiem i nie czuć się smutnym?! Nie ważne, dochodzi 3, mam prawo. ALe nieważne. Nawet nie zaczęłam komentarza. Czemu? Nie wiem. Hell, co jest nie tak? Czemu ten komentarz się nie pisze? A może James pożyczył komuś swoje auto? I może on nie umarł? Albo był trzecim nietkniętym pasażerem? O, pisze się :D
    Super rozdział, czekam :*

  2. ~Tami G. pisze:

    Nie no ja tu wraiurę i przeżywam bardzo zaistniałą sytuację a tu okazuje się,z e James jest cały i zdrowy! Całe szczęście.! Bo jak by było inaczej to bym oszalała.!!!
    Wybacz ale na chwilę obecną nie mogę się za bardzo rozpisywać. Są u mnie koleżanki. Czekaja na podwórku a ja na szybkiego pod pretekstem potrzeby wpadłam tu jak wichura i zaczęłam czytać.
    Kochana jesteś zajebista.!
    KOFFAM ♥♥♥

    //Tami G.
    P.S. Życzę weny!!!

  3. ~Qween BTR pisze:

    Cudny blog.!!

  4. ~Marla S pisze:

    Do samego końca się niecierpliwiłam, bo modliłam się żeby to nie był James. Uff…na szczęście. Masz szczęście :D W sumie nie wiem o czym jeszcze pisać, bo cały rozdział krążył wokół wypadku i Jamesa, więc może się usprawiedliwie dlaczego mnie nie było. Mam dużo pracy i egzaminy, na które muszę się uczyć. Ale jestem hue :)

  5. ~Domi Schmidt pisze:

    Matko kochana! Ty wiesz, jak mnie wystraszyłaś?! Ja, tak samo, jak koleżanki wyżej, modliłam się, żeby to nie był James i strasznie przeżywałam tę całą sytuację. Całe szczęście, że Jamesowi nic nie jest! Tylko zastanawia mnie, jak Carlos mógł się pomylić. Przecież sam powiedział, że to była ta sama rejestracja, co Jamesa. Co się tam stało?! No nic. Jak już pisałam, ważne że Jamesowi nic nie jest. Czekam z NIECIERPLIWOŚCIĄ na kolejny rozdział i na wyjaśnienie pomyłki Losa.
    P.S. Przepraszam, że nie skomentowałam od razu, ale zaczęła się szkoła i już pojutrze moja klasa ma test z historii, sprawdzający ile pamiętamy z poprzedniej klasy.
    Pozdrawiam, Domi.

  6. ~BTr LOVE pisze:

    Kiedy dodasz coś nowego?

  7. ~Lola pisze:

    Super rozdział kiedy będzie następny bo do czekać się nie mogę ;-0

  8. ~Lola pisze:

    Super rozdział kiedy będzie następny bo nie mogę się doczekać

  9. ~Lola pisze:

    Super rozdział kiedy bedzie następny bo się do czekać nie mogę

  10. ~BTR ♥ Forever pisze:

    Kochana kiedy next>>???

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>