Rozdział 128 „Nowy początek”

Nie ma lepszego sposoby na wyładowanie całej złości, niż jazda w nocy po pustej ulicy. Tak. To najlepszy sposób. A wiecie, co może to wszystko zepsuć? Benzyna. A raczej jej brak. W takiej właśnie jestem sytuacji. Na granicy Californii i Nevady, w super porsche bez grama benzyny. Mógłbym zadzwonić po kogoś. Poprosić o pomoc… Telefon rozładowany. Chyba nie było dobrym pomysłem podłączać pod radio telefon, z ideą posłuchania dobrej muzyki… Oto rezultat.

Rzuciłem ten nic nie warty sprzęt na tylne siedzenie. Po co mi telefon, skoro nie mogę go użyć. Zerknąłem na zegar. 1:12 am. Super. Opłaca mi się pójść do jakiegoś miasteczka? Wątpię, aby o tej godzinie coś było otwarte. Jednak, co innego mi pozostało? Nocka w tym samochodzie? To już lepiej się przejść, wiedząc, że i tak nie zasnę.

Wyszedłem z samochodu, zabierając nieużytkowy, w tym momencie, telefon i zamykając auto ruszyłem przed siebie. Wolałem zabrać wszystkie droższe rzeczy, gdyby jakiś idiota, skusiłby się na mój samochód.

Po około dwudziestu minut drogi. Natknąłem się na jakieś niewielkie miasteczko. Nie mam pojęcia jak się nazywało, jednak po jej wyglądzie mogę stwierdzić, że dawno nie było odwiedzane. Zatrzymałem się. Rozejrzałem w koło. Zacisnąłem wargi w cienką linie i wzruszając ramionami ruszyłem ku miasteczku.

Idąc prawie, że środkiem ulicy, nie zauważyłem niczego, co mogłoby zwrócić moją uwagę. Czy ludzie tutaj pomarli? Żywej duszy nie widzę.

- Witaj. Pomóc ci w czymś? – usłyszałem za sobą, przesłodzony, uwodzicielki głos. Ooo nie.

- Gorzej nie mogłem trafić. – mruknąłem cicho sam do siebie, karcąc się za taki obrót sytuacji. Odwróciłem się i moim oczom, wynurzając się za kamienicy, ukazała się prawie obnażona wysoka brunetka.

- Nie. Nie ma takiej potrzeby. – odparłem obojętnie. Odwróciłem się i poszedłem dalej.

- Chwilkę kochanie. Nie skończyłam jeszcze. – szła za mną. Czyżbym trafił na wariatkę?

- Ale ja tak. – mój ton głosu się nie zmienił.

- Słuchaj, szczeniaku. – warknęła łapiąc mnie za nadgarstek i pociągnęła w swoją stronę. Ku mojemu zdziwienie stanąłem na wprost niej. Światło z lampy ulicznej padało prosto na mnie. Więc łatwiej mogłem opisać moją „nową towarzyszkę”. Jest prawie mojego wzrostu. Może z centymetr, dwa mniej. Ma długie, bardzo ciemne fioletowe włosy, byłem przekonany, że są one czarne. No i ma niebieskie oczy. Chyba niebieskie.

- Nie jestem szczeniakiem, dziwko. – warknąłem, zbyt ostro, ale cóż. Wyprowadziła mnie z równowagi. Myślałem przez chwilę, że zdzieli mi w twarz, jednak ona tylko parsknęła pod nosem.

- Wszyscy tacy sami. Nawet nie znają, a już oceniają po pozorach. – spojrzała prosto w moje oczy. – Jesteś na moim terenie. Jeśli chcesz zrobić tutaj jeszcze jeden krok, to z moim pozwoleniem. Zrozumiałeś? – położyłem swoje ręce na jej odkrytych ramionach i odsunąłem ją od siebie.

- Jasne, wszystko rozumiem. Rządz sobie tutaj, ustalaj prawa i obowiązki. Ja chce tylko, albo podładować telefon, albo napełnić baniak z paliwem, bo nie mam benzyny w samochodzie. Więc jeśli byłabyś tak dobra, spełnić albo pierwszą, albo drugą opcje byłbym szczęśliwy, a jeśli oby dwie, to już w ogóle, byłby w niebie.

- Nie dość, że wyzwałeś mnie od dziwek, to jeszcze masz wymagania? Kpisz sobie? – szturchnęła mnie.

- Pomożesz mi tylko się stąd wydostać, a już mnie więcej nie zobaczysz. – powiedziałem z lekką irytacją. Spojrzała na mnie uważnie. Przejechała wzrokiem od stóp po czubek głowy, aż w końcu rzekła.

- Nie daje czegoś, bez czegoś w zamian. – odparła spokojnie. Widzę, że to ona tutaj będzie rozdawać karty. Jeśli chce stąd szybko uciec muszę się zgodzić.

- Ok. Co chcesz w zamian? Kasę? Samochód? Telefon? – wyciągnąłem rozładowany sprzęt z kieszeni, machając nim przed jej oczami. Zirytowana moim zachowaniem, pośpiesznie złapała mnie za rękę, zaprzestając moich czynów.

- Nic materialnego. – rozszerzyłem oczy i spojrzałem na nią jak na idiotkę.

- Nie pójdę z tobą do łóżka! Zapo…

- Ogarnij się chłopie! – krzyknęła, uderzając mnie w głowę. – Słuchaj, a nie zgrywasz ważniaka. – wypuściłem powietrze. I czekałem zanim mnie oświeci.

- Odwróć się. – jak kazała tak zrobiłem. – Widzisz ten wielki fioletowy neon po prawej stronie?

- Trudno go nie zauważyć, to jedyny świecący się obiekt, nie wliczając w to lamp.

- To jest mój klub. Po lewo za kamienicą jest jeszcze jedne. A na samym końcu miasta jest trzeci. Wszystkie są moje. – zerknęła na mnie.

- I co ja mam z tym wspólnego?

- Ten pierwszy to klub… dla kobiet. Chcę, żebyś tam zatańczył.

- Coraz mniej mi się to podoba.

- Jeśli zatańczysz…

- Chwila. – przerwałem jej, a ona spojrzała na mnie uważnie. – Coś mi się zdaje, że słowo „zatańczysz” i dla ciebie i dla mnie ma trochę inne znacznie, prawda?

- Trochę.

- Wal prosto z mostu. Mam być… striptizerem?

- Jeden taniec. Zatankujesz samochód, naładujesz telefon, a kto wiem, jak dobrze pójdzie może nawet ci zapłacę.

- Tak się składa, że pieniędzy to ja mam od liku.

- Ooo… trafiłam na biznesmena?

- Raczej na piosenkarza.

- Jesteś piosenkarzem? Jeszcze lepiej.

- Nie, nie, i nie. – zaprzeczyłem od razu.

- W takim razie, spieprzaj z mojego terenu i radź sobie sam! – ominęła mnie i poszła przed siebie. A ja na szybko zacząłem myśleć. Albo będę się włóczyć, albo wrócę do samochodu i przeczekam do rana, albo zgodzę się na jej propozycję.

- Kurwa! – przekląłem nie za głośno.

- Coś trudno ci podjąć decyzje. – odezwała się z dala ode mnie. Spojrzałem na nią uważnie. Nadal uważam, że to zły pomysł. – Zakrzątasz sobie tym głowę. A to tylko jeden taniec. Uwierz, że tą jedną, trzy minutową czynnością, sprawisz, że te kobiety dosięgną orgazmu jeszcze większego niż z kimkolwiek innym.

- Pogorszyłaś sytuację. – przełknąłem niesmacznie ślinę. Ja striptizerem? Ona chyba oszalała. Nie mogę zgodzić się na coś takiego. Przecież, jak któraś by to nagrała, a to pojawiłaby się w Internecie, to jestem skończony. I co pomyśli sobie Amber? Zresztą nie obchodzi mnie jej zdanie. Tu chodzi tylko i wyłącznie o mój wizerunek i mój honor? Czy to będzie odpowiednie z mojej strony jak zgodzę się obnażyć przed nieznanymi mi kobietami? Przecież to nie mieści się w mojej głowie. Nigdy w życiu o tym nie pomyślałem. No może przed karierą, ale to było chwilowe i już nieaktualne. Wykluczone. Absolutnie nie!

- Słuchaj. Nie składałabym ci takiej propozycji i nie marnowałabym na ciebie czasu, gdyby nie fakt, że jeden z moich pracowników połamał się, a ty jesteś idealny, aby go zastąpić.

- Kobieto. Chyba masz serce? Co nie? Nie możesz pomóc mi choćby nawet z litości? – spojrzałem na nią, normalnie jak szczeniak na człowieka.

- Kpisz ze mnie? Gdybym tak każdemu miała pomagać, to nie miałabym złamanego grosza. Nawet nie miałabym, co do pyska włożyć. Więc jeśli chcesz szybko wrócić sobie do domu, to radziłabym ci przyjąć moja propozycje bez większego gadania, inaczej pozostaje ci tylko długie czekanie, bo ani ja, ani nikt stąd nie kiwnie nawet palcem, żeby ci pomóc, a najbliższe miasto, wieś, cokolwiek, jest z 12 mil stąd. Więc życzę powodzenia. – właśnie widowiskowo mnie spławiła. I co ja mam zrobić? Jeszcze przed chwilą mówiłem absolutnie nie, a teraz na serio zastanawiam się, co lepsze? Przecież to chyba nic złego? Jakbym omówił z nią parę kwestii, to może… James opanuj się, choć w sumie. Kurwa! I co? Nie mam ochoty spać w samochodzie, to, że to porsche nie oznacza, że wygodnie się w nim śpi. Widziałem jak postać kobiety, oddala się coraz bardziej. A ja nie mam pojęcia, jaką decyzję podjąć. Dobra. Męska decyzja. Nie chce spać w samochodzie. Nie chce iść 12 mil, tu mogę rzecz, absolutnie nie! No i nie mam zamiaru całą noc spędzić na dworze. Gustavo by się o tym nie dowiedział, chłopaki też, Amber to już w ogóle, choć jej zdanie na ten temat, mało by mnie teraz obchodziło. Nie, nie wierzę, że to robie.

- Ejjjj! Poczekaj! – krzyknąłem za nią i pobiegłem za kobietą.

- A więc jednak się namyśliłeś? – odwróciła się w moim kierunku, kiedy dobiegłem do niej.

- Zgadzam się, ale pod kilkoma warunkami.

- Pomarzyć możesz. To ja tutaj stawiam warunki nie ty. – wytknęła mi palec.

- Spokojnie, nie denerwuj się. Ja ci jestem potrzeby, a ty mi. Ok. Jeden taniec. Niech będzie, ale po pierwsze…

- Żadnych…

- Teraz ja mówię. – podniosłem na nią głos, a ona spojrzała na mnie morderczym wzrokiem. – Słuchaj. Mówiłaś, że pracownik się połamał i nie masz pełnego składu. Do tego powiedziałaś, że byłbym idealny na jego miejsce. Więc proszę. Zastąpię go, ale po pierwsze. Nie pokazuje twarzy. Po drugie. Mogę się rozebrać, jednak bokserki jak były, tak zostają na swoim miejscu. Po trzecie. Nikt z klubu, czy poza nim, ty, tamte kobiety, czy ekipa nie filmuje mnie i nie udostępnia tego na czymkolwiek. Zrozum też, że ja, jako piosenkarz, który ma, a raczej miał swój zespół, nie mogę się narażać, w aż taki sposób, gdyby moja firma się o tym dowiedziała, gdyby moi przyjaciele, fani, skompromitowałbym się po całej granicy.

- Dobra. Rozumiem. Niech będzie. Ale to są trzy wymagania. Za takie coś, moja stawka musi być większa.

- Nie no kobieto. Zlituj się. Raz zatańczę. To już możesz mi telefon podładować, abym tylko do przyjaciela zadzwonił. Oni po mnie przyjadą. – i nagle mnie oświeciło. To będzie chamskie i niesprawiedliwe z mojej strony, ale kurwa, nie mam zamiaru się z nią sprzeczać. – W ogóle, co ja się z tobą targuje. Kobieto. Jestem sławny na całym świecie. Znajdą mnie tak czy siak. Jeden telefon i wszystkie twoje kluby będą zlikwidowane! – z zaskoczenia, aż rozwarła usta. – Więc jeśli nie chcesz mieć problemów. To zgódź się na moje warunki, a nikt na tym nie ucierpi. I tak idę ci teraz na rękę, że w ogóle się zgadzam. – gdyby jej oczy mogły zabijać, już bym zimny leżał na tej dziurawej ulicy.

- Sukinsyn. Chodź za mną. – jeszcze raz obdarowała mnie tym morderczym wzrokiem, zanim poszła dalej. Czułem się z tym źle. Nigdy tak nie potraktowałem nikogo.

Już pokorny jak baranek udałem się za nią. Przeklinała pod moim adresem. Cóż jej się dziwić. Po samej rozmowie mogłem wnioskować, że te kluby to całe jej życie. Oczywiście, że nie odważyłbym się zrobić cokolwiek w kierunku, aby jej kluby zostały zamknięte. Inni pracują na życie, mając normalne zawody. Inni w show biznesie. Jeszcze inni tak jak ona mając swój własny biznes. Nie odbiorę jej jedynego dorobku na życie.

Po dłuższej chwili stałem już pod wielkim fioletowym neonem na którym widniał napis „Dirty Men”. Prosto i z sensem. Zgaduje, że na tym drugim pisze „Dirty Women”. Nieważne. Wszedłem z nią do środka po czym od razu zniknęliśmy za drzwiami dla ekipy klubu. Weszliśmy po schodach w górę. I gdy tylko weszliśmy, z miejsca zauważyłem trójkę całkiem gołych mężczyzn. Nie. W co ja się wpakowałem.

- Nowy członek klubu? – spytał.

- To chwilowe. – warknęła.

- Nie wiem, co zrobiłeś, ale cud, że żyjesz. Judith to chodzący wulkan, nie wiesz, kiedy wybuchnie, ale jak to już się stanie. To niszczy wszystko na swojej drodze. – jeden z nich położył na moim ramieniu rękę, a ja aż wzdrygnąłem. – Jestem Will, a to…

- A ja jestem tu chwilowo. Jeden taniec i już mnie nie ma. – rzekłem spokojnie.

- Jasne. A zwiesz się? – usłyszałem za sobą nieprzyjemny, chłodny, głos. Odwróciłem się i koło mnie stanął wysoki muskularny brunet.  Wystylizowany, zadbany mężczyzna.

- James. I tyle wam powinno wystarczyć.

- Mi nie wystarcza. – podszedł do mnie bliżej. Był o kilka centymetrów ode mnie wyższy.

- To masz problem. Może ty zaszczycisz mnie swoją godnością?

- Dopiero jak pokażesz, co umiesz.

- Słuchaj, jestem tu, bo mam interes do załatwienia. Jakoś mnie nie obchodzicie.

- To po cholerę tu przylazłeś.

- Czy ty myłeś dzisiaj uszy?  Nie rozumiesz jak człowiek mówi do ciebie po angielsku. Mam interes do załatwienia. – odparłem oschle.

- Słuchaj szczylu. – złapał mnie za koszulę i przyparł do ściany. Szybko odepchnąłem go od siebie. I byłem gotowy, aby mu przywalić. – To ja tutaj ustalam warunki. Dzięki mnie kręci się ten interes. I jeśli to spieprzysz…

- Nie spieprzysz! – krzyknęła rozzłoszczona Judith.

- Zaufałaś jakiemuś chłopczykowi z ulicy?

- Ten chłopczyk jest tu za Mitchela. Raz zatańczy i już go tutaj nie będzie. Muszę kimś wypełnić grafik. On się nada. I nie dyskutuj ze mną na ten temat. Dobierzcie mu piosenkę, powiedźcie, co ma zrobić i kiedy wejść. Nie chce mieć tu żadnych kłótni, bójek, ani czegokolwiek. Nie spieprzcie mi tego. Jasne?

- Tak jest szefowo! – krzyknęli wszyscy jak jeden chór, oprócz mojego nowego przyjaciela. Czy zawsze jak spotykam kogoś nowego, to musi robić się moim wrogiem? Ja wiem, że mój los z dnia na dzień, kocha mnie coraz bardziej, ale dzisiaj to już przesadził.

- Chodź nowy. – machnął do mnie mężczyzna w wieku 30-35 lat. Był ubrany i wyglądał na normalnego. Ruszyłem w jego kierunku.

- Zatańczysz do piosenki „Maroon 5 – Harder to breath”. Wejdziesz na scenę za dwadzieścia minut, po Will’u. Wiesz, który to? – kiwnąłem, twierdząco głową. – Masz tremę?

- Nie.

- Miałeś już styczność z publicznością?

- Tak. Ze 100, 200 razy większą. I to wiele razy. – spojrzał na mnie pytająco. – Jestem piosenkarzem. Grałem w zespole.

- Rozumiem. Trzymaj. – podał mi maskę w kształcie kota.

- Na serio? – patrzyłem to na niego to na maskę.

- A chcesz królika?

- Nie trzeba. – zaprzeczyłem szybko. – Kot jest ok. I co dalej? – spytałem.

- Jak to, co? Wyjdziesz, zatańczysz i już. Skoro jesteś muzykiem, to, to chyba nie jest dla ciebie problemem.

- No nie.

- Więc właśnie. Czekaj na swoją kolej.

- A co z ubraniami, czy coś? – spojrzał na mnie spod okularów.  – Co się gapisz? Nigdy nie byłem striptizerem. Nie wiem, co mam robić. – pokiwał kilka razy poziomo głową, po czym westchnął i zaczął mówić.

- Damy ci spodnie. Koszule będziesz już miał ściągniętą. Dodamy jakiś szalik, może jakąś czapkę. Kiedy przyjedzie twoja kolej wyjdziesz. Zatańczysz. Tylko na tyle sprawnie, aby połową piosenki było rozbieranie, a połową taniec. Skończy się nutka. Schodzisz ze sceny. I się żegnamy. Jasne? Jasne. To fajnie, a teraz wracaj do reszty. Thomas da ci to co potrzeba. – odwrócił się na pięcie i poszedł w swoim kierunku. A ja coraz bardziej żałowałem swojej decyzji. Odbije się to na mnie. Jak nic. Coś się stanie. Czuje to normalnie w kościach. Będzie na stówę ciekawie!

- Ty. James, tak? – usłyszałem za sobą. Za progiem drzwi stanął średniej wysokości, krótko ścięty, blond włosy mężczyzna, w wieku może 30 lat. Kiwnąłem twierdząco głową. – Chodź. Ubierzemy cię jakoś. – machnął ręką w stronę garderoby. – Rozmiar spodni? – no i klops.

- Chyba 44.

- Też tak myślałem. – zaczął szperać po wieszakach. – Te powinny być dobre. Trzymaj. – rzucił mi odzież. – co by ci tu jeszcze dać.

- Powiedź mi… yyy…

- Thomas.

- Thomas. Kim jest ten facet, z którym mam spinę?

- Nick. To chłopak Judith. Lepiej go nie prowokuj. On ma tutaj swoje miejsce i nikt nie może tego zmienić.

- Chcesz powiedzieć, że wykorzystuje Judith i jej klub?

- Judith założyła ten klub, kiedy klepała biedę. Na początku było bardzo słabo, lecz gdy pojawił się Nick rozkręcił trochę to miejsce. Później, kiedy zaczęła więcej zarabiać, zatrudniała więcej ludzi, aż w końcu klub stał się strzałem w dziesiątkę. Ludzi przybywało i tak jest do teraz. Nick to cham i dupek, ale dba o Judith i klub. W końcu i dzięki niej i niemu ma dach pod głową.

- Rozumiem.

- Tylko nie mów Judith, że ci o tym powiedziałem. Zabije mnie na miejscu.

- Spokojnie. Będę trzymał język za zębami.

- Dobrze. – kiwną głową. – Na co czekasz? Przebieraj się.

- Thomas. A może ty mi powiesz jak… to ma wyglądać, z tym całym tańcem?

- Wystarczy, że będziesz jak najwięcej kręcić biodrami, a będą w siódmym niebie. Masz umięśnione ciało. Pokaż go więcej. To w końcu tylko 3, 4 minuty.

Czas leciał nieubłaganie szybko. To dwadzieścia minut zleciało jak z bicza strzelił. Will wystrzelił na parkiet niczym torpeda. A ja modliłem się, aby jak najszybciej się to skończyło.

Kiedy Judith ogłosiła, zakaz nagrywania mojego występu coraz bardziej dochodził do mnie fakt, że zaraz będę musiał wyjść tam. Oblał mnie zimny pot, co było dla mnie dziwne, bo przecież nigdy nie miałem tremy przed występem, ale tu chyba nie chodzi o to jak zatańczę. Tylko o te wstrętne ubrania, choć z tym, tez nie powinienem mieć problemu, na koncertach często z chłopakami ściągaliśmy koszulki, ale tamte sytuacje nie wymagały tego, co tutaj. Dobra. Spokój James. Jak będzie tak będzie.

I wyszedłem. Wyszedłem bez koszulki i zbędnych dodatków. Przez maskę widziałem tłum krzyczących kobiet. Od razy przypomniał koncert w Nowym Jorku. Kiedy dziewczyny, omal nie poturbowały ochroniarzy i nie wdarły się na scenę w połowie koncertu. Samo to wspomnienie, sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. I poczułem się jakoś swobodnie. Kiedy pierwsze melodie dotarły do moich uszu, mimowolnie zacząłem się poruszać. No cóż. To już nawyk.

Nim się obejrzałem, stało się tak jak mi mówiono. Dochodził koniec piosenki. Byłem skrępowany kiedy zdjąłem spodnie i to bardzo, jednak szybko to minęło. Powoli wycofywałem się za scenę, uradowany, że to już koniec, kiedy nagle, stanąłem jak wryty, tuż za kurtyną. Amber?!?!

________________________________

Cóż, błędy będą na pewno. Nie sprawdzałam rozdziału, bo chciałam go wstawić jak najszybciej. Ale co do moich błędów już się na pewno przyzwyczailiście ;)

W sumie nie wiem co powiedzieć. Jest mi przykro, że nie było mnie tak długo (po raz kolejny :/)  Jednak nie ma po co Was okłamywać. Straciłam chęci do prowadzenia tego bloga. Oczywiście, jestem i będę fanka BTR i jestem pełna nadziei, że jeszcze dojdzie do reaktywacji zespołu. Byłabym szczęśliwa, ale tu chodzi o blog, nie o zespół.

Będę wstawiać rozdziały, jeszcze nie wiem kiedy, ale przeczuwam, że to będą długie przerwy. Nie jestem w stanie powiedzieć ‚co kiedy’ będą one wstawiane. Jak moja wena powróci i jak znajdę czas i ochotę na napisanie kolejnego rozdziału. To napisze i wstawię. Tylko tyle mogę Wam, na tą chwilę powiedzieć.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Cieszę się ogromnie, że nadal mam Was. Tych najwierniejszych, bo to dla Was tak naprawdę jeszcze ‚coś’ piszę :*

Pozdrawiam Stelss :*

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Rozdział 128 „Nowy początek”

  1. ~ZuziaRusher pisze:

    Mg sb przybić piątkę, że weszłam na bloga ! H5 ! :D
    Rozdział Jamesowy ;) Maslow striptizerem ?! XD Chcę to zobaczyć ! I na dodatek Amber .. oj, bd się tłumaczyć ;D
    Fajnie,że coś dodałaś. Oby nn był szybciej :) Ale spokooojnie, nie poganiam ;)
    Wena .. zmora wszystkich :D No cóż, ale Ci jej życzę !
    Do nn ! x !

  2. ~Domi Schmidt pisze:

    Hej! Wreszcie doczekałam się, aż dodasz rozdział, który, jak zwykle zresztą, jest świetny :-D
    James, w coś Ty się wpakował?! Nie wierzę, że to zrobił! Los musi go naprawdę kochać, skoro stawia na jego drodze takich ludzi i zmusza go do takich sytuacji XD Przynajmniej udało mu się załatwić zakaz nagrywania. Nie chcę wiedzieć, co by się stało, gdyby jego występ wyciekł do internetu.
    Amber tam jest?! Nie wierzę! Coraz bardziej mnie zaskakujesz. Jeśli to rzeczywiście była Amber, to życzę Jamesowi powodzenia w rozmowie z nią. Oj, będzie się się działo.
    Co do weny, rozumiem Cię, ale mam nadzieję, iż nie zakończysz jeszcze tego bloga, bo jest on moim ulubionym. Czytałam go kilka razy całego, kiedy czekałam na ten rozdział. Poza tym, masz wielki talent i szkoda by było, gdybyś przestała pisać.
    Czekam z niecierpliwością (nie poganiam, masz tyle czasu, ile potrzebujesz) na nn.
    P.S. Na moich blogach pojawiły się nowe rozdziały i konkurs. Jeśli miałabyś ochotę wpaść i przeczytać, to serdecznie zapraszam:
    domischmidt.blogspot.com
    odnalezieni-po-latach.blogspot.com
    Naprawdę dawno Cię tam nie widziałam i stęskniłam się za Twoimi komentarzami, jednak nie nalegam. Jeśli nie chcesz wchodzić, to nie musisz.
    Pozdrawiam, Domi.

  3. ~Nanina pisze:

    cudowne opowiadania piszesz współczuje Jo i Kendalowi ze nie mają jeszcze maluszka trzymam kciuki ze wreszcie sie im uda. Logan i Camile muszą być razem. świetnie do siebie pasują. James.. ten James ;* Carlos i ta choroba :x czekam na kolejny rozdział

  4. ~Domi Schmidt pisze:

    Hejka! Ja tylko na chwilę ;-)
    Chciałam Cię tylko poinformować, że od tygodnia (chyba, być może trochę dłużej xD) co dwa dni na moim blogu pojawiają się nowe rozdziały :-) Będę wdzięczna, jeśli wpadniesz i skomentujesz :-)
    Blog: odnalezieni-po-latach.blogspot.com
    Pozdrawiam, Domi.

  5. ~zuzanna pisze:

    Twój blog jest super bardzo go lubię czekam na next

  6. ~zuzanna pisze:

    Twój blog jest super czytałam wszystkie rozdziały po kilka razy czekam na nową notatkę pozdrawiam ☺

  7. ~zuzanna pisze:

    Twój blog jest super czytałam wszystkie rozdziały po kilka razy czekam na nową notatkę pozdrawiam ☺☺

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>