Rozdział 129 „Nowy początek”

Przypomnienie:

Kendall i Jo: Jo namawia Kendalla, na wspólny zakup sukni wieczorowej, z okazji zbliżającej się premiery filmowej Taylor. Przygotowują się również na czwartkowe przyjęcie urodzinowe mamy Jo.

Logan i Camille: Dwa lata po zerwaniu, nic się nie zmieniło. Camille i Logan wciąż się nie zeszli. Na domiar złego ich „przyjaźń” służy tylko jednej stronie. Roberts nie ukrywa, że wciąż brakuje jej Logana, jednak na jej drodze, pojawia się atrakcyjny, przyjacielski Dylan, który próbuje wyrwać Camille z nieprzyjemnego wiru miłosnego.

James i Amber: Rozwiązanie zespołu, dało szanse parze na wspólne spędzenie czasu, jednak niekomfortowo przeszkadza im w tym praca Amber. Naciskający na Jenson szef, nie daje jej chwili wytchnienia. Sprawiło to, rozpoczęcie burzliwej kłótni między kochankami. Zraniony James, niekontrolujący emocjami, wyjeżdża poza granice stanu Kalifornii. Natrafia na Judith, która proponuje mu taniec w klubie ze striptizem w zamian za pomoc. Niespodziewanie pojawia się tam Amber. 

Carlos i Stephanie: Stan zdrowotny Carlosa poprawia się z każdym dniem, jednak relacje jego przyjaciół, niestety nie. Zmartwiony wraz z nadopiekuńczą dziewczyną, chce, aby w końcu zapanował spokój. Pomyłkowo, narobił strachu sobie i innymi, wmawiając, iż James uległ wypadkowi. Całe szczęście, wszystko dobrze się skończyło, bynajmniej dla niego.  

__________________________________________

Stałem jak wryty patrząc cały czas na zaskoczoną Amber. Czy było mi głupio? Jak cholera! Lecz cały czas zastanawiałem się, co mam teraz zrobić? Iść i wytłumaczyć jej wszystko, czy może machnąć na to ręką i nic nie zrobić. Z jeden strony, nie chciałem, aby myślała o mnie jak o spragnionym życia seksualnego facecie, lecz z drugiej, to moje życie i nie ma prawa mówić mi co mam robić. Naszły mnie wyrzuty sumienia. … Zaraz! Dlaczego ja mam je mieć? To ona doprowadza nas związek do ruiny. To ona jest na każde zawołanie swojego szefa! To ona nie potrafi pogodzić życia prywatnego z zawodowym. Miałem i mam nadal prawo się na nią gniewać! I jeśli będę chciał, wyjdę na scenę choćby drugi raz! Nie chcę słuchać jej wywodów, w którym oznajmia mi, że się na mnie zawiodła. Nie pozwolę, aby nasza prywatna sytuacja obróciła się o 180 stopni. To ja nadal jestem tym pokrzywdzonym, nie ona. Nie mam, za co jej przepraszać!

Odwróciłem się w stronę stojącej nieopodal mnie Judith, która uśmiechnięta od ucha do ucha, wymachiwała ładowarką. Ruszyłem w jej stronę.

– Już nie potrzeba. – zły na zaistniałą sytuację, wyminąłem ją i zabierając po drodze swoje rzeczy, udałem się w kierunku wyjścia.

– A jemu co? – usłyszałem.
- Nie mam pojęcia. – odparła. – Ale możesz wpadać częściej! – krzyknęła w moim kierunku, kiedy schodziłem ze schodów. Będąc na parterze, odszukałem wzrokiem Amber, a następnie wyjście. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Tym bardziej, że wyszedłem w samych bokserkach. Towarzystwo było zajęte podziwianiem pięknego ciała Nicka. Dlatego też, bez żadnych zamieszek, spokojnie mogłem wyjść na zewnątrz.

– James. – rozniósł się za mną głos Amber.

Będąc na dworze dostrzegłem zdziwionego Carlosa w towarzystwie Stephanie. Tłumaczyć nie trzeba, co przeszło im przez myśl widząc mnie obnażonego przed nieznanym im klubem. Od razu wyprowadziłem ich z błędu.

– To nie tak jak myślicie. – skarciłem ich. Szybko się ubrałem i ruszyłem w stronę samochodu.

– James! – wykrzyknęła Amber wychodząc z klubu. – James poczekaj! Porozmawiajmy. – zwinnym ruchem, mocno złapała mnie za nadgarstek, lecz ja wyrwałem się z jej uścisku i puściłem jej prośby mimo uszu. Nie mam najmniejszej ochoty prowadzić z nią jakiejkolwiek konwersacji. Ruszyłem dalej.

– Stary… – odezwał się speszony brunet. – … co ty robiłeś w tym klubie? – zatrzymałem się przed nim i ze spokojem rzekłem.

– Tańczyłem. – rozwodzenie się nam tym tematem, nie miało najmniejszego sensu. Bynajmniej, dla mnie. I nie ukrywam, że zimne powietrze sprawia, że przechodzą mnie delikatne dreszcze. Za cienko się ubrałem. Jednak wracając myślami, do przygnębiającej mnie sytuacji z południa, nawet nie pomyślałem o tym, że będę potrzebował jakiejś bluzy. Skąd mogłem wiedzieć, że w nocy będę tańczył w klubie ze striptizem. Przeszedłem dziś samego siebie. – Z 3,4 kilometry stąd jest mój samochód, podjedziesz tam? – nadal mam nadzieję, że ominę ten temat, na chwile obecną, choć i tak wiem, że bez rozmowy się nie obejdzie. Prędzej czy później Latynos wyciśnie ze mnie prawdę. Carlos kiwnął tylko głową i patrząc ze zrozumieniem na Stephanie, bez zbędnych pytań wsiedli z powrotem do samochodu. Na moje nieszczęście musiałem dzielić tylne miejsca z Amber, lecz ta wolała nie drążyć tego tematu. I dobrze. W ciszy pojechaliśmy w stronę mojego samochodu. Było to zaledwie z cztery, bądź pięć kilometrów samochodem, a niemiłosiernie dłużyła mi się droga. Jakby moje życie na chama, chciało wykorzystać towarzystwo Amber. Odwróciłem wzrok w stronę okna i tępo wpatrywałem się w ciemność. Gdzie niegdzie stare, lampy drogowe, z pożółkłym światłem, oświetlały asfaltową drogę. Byłoby to idealne miejsce na sceny z długometrażowego horroru. Pomyślę kiedyś nad tym. Rola w horrorze byłaby nowym doświadczeniem, ale również nie lada wyzwaniem. … Ze mną naprawdę jest nie w porządku. Najpierw striptiz, a teraz rola w horrorze. Co następne? Zakopanie żywcem psa w moim ogrodzie? Muszę się przespać. Dzisiaj miałem za dużo wrażeń.

Nim się obejrzałem, samochód zwalniał, a ja zorientowałem się, że zbliżamy się do mojego auta. Gdy tylko pojazd przystanął. W mgnieniu oka z niego wysiadłem. Carlos zawrócił samochód i zatrzymując się tyłem przed maską mojego samochodu, wyciągnął, gruby sznur i oba końce przyczepił do aut. Już miałem wsiąść za kierownice, kiedy nagle usłyszałem głos Amber.

– Jesteś zmęczony. Połóż się na tyłach, ja poprowadzę. – delikatny głos wydobył się z jej krtani. Prosiła mnie wzrokiem, abym posłuchał jej zalecenia. Nic się nie odezwałem. Jak chce proszę bardzo. Ja z wielką rozkoszą zdrzemnę się chwilę. Zostawiając otwarte drzwi od kierowcy udałem się na tylne siedzenia. Amber wsiadła za kierownicę i oczekiwała na ruch przyjaciela. Czułem jej wzrok odbijający się w przednim lusterku. Chcąc uniknąć kontaktu wzrokowego, ułożyłem głowę na lewym siedzeniu, aby nie miała możliwości, spojrzenia na mnie za ramienia. Podkulone nogi znalazły się po drugiej stronie. Ze spokojem mogłem pozwolić sobie na spoczynek, jednak fakt, iż jestem sam na sam w samochodzie z Amber, na tyle mnie drażnił, że liczenie baranów nawet nie pomogło. Próbowałem wszystkiego, aby tylko nie myśleć o niej. Nic. Nic nie dało mi spokoju. Do k***y nędzy! Czemu nie mogłem wsiąść do auta z Carlosem i Stephanie? Może to jest znak, aby w końcu pojednać się z Amber? … Nie. Nie będę zaczynał tego tematu. Ona spieprzyła. Ona niech naprawia. Fakt, nie zachowuje się jak przystało na mężczyznę. Raczej jak poszkodowany bachor. Moja duma, czasem przerasta mój rozum, co przykładem jest dzisiejsza, a raczej wczorajsza akcja w domu. Jednak zastanawiam się, czy brak tej ‘dumy’ również spowodowałby taki obrót sprawy? Może uległbym Amber i pogodził się z nią? Może powiedziałbym: „Taka twoja praca. Nie twoja wina, lecz szefa”? A może postąpiłbym tak jak po południu? Co będę się oszukiwać. Kocham Amber, przecież każdy to wie, ale jak to mężczyźni, jeśli już na prawdę kochają, to na dobre. Nic w tym dziwnego, że chcę, aby teraz ona starała się o nasz związek. Zrobiłem wystarczająco dużo, aby niczego jej nie zabrakło, aby nie pomyślała, że jej własny chłopak ją zaniedbuje. A ona ile zrobiła, abym ja tak pomyślał? Prawie, że nic. Może nadszedł nasz czas smutku i rozterek? Przecież nigdy nie jest kolorowo i szczęśliwie. W życiu musimy przeżywać dobre i złe chwile, by doświadczyć wszystkiego. Może to okres próbny, abyśmy przekonali się, iż nie straszne nam złe momenty? Że przetrwamy nawet je? Że jesteśmy sobie przeznaczeni? Jedno jest pewne. Samemu nie wskóram. Jeśli ona sama nie przejmie się nadciągającym kryzysem w naszym związku, to ja też nie będę miał, o co walczyć. Skoro nie będzie się starać, to uświadomi mnie, że nie traktowała mnie poważnie. Jednak pomimo tego, co aktualnie się dzieje. Znam Amber, i wiem, że jej na mnie zależy. Uważam, iż przyparta do muru, zrobi co do niej należy, a przecież mi, chodzi tylko o to, aby udowodniła, że nadal ważny jest dla niej ten związek. Poczekam ile trzeba będzie. Sam nic nie zrobię. Oddaje jej tą sprawę. Niech zdecyduje. Walczyć czy odpuścić.

 

Najwidoczniej głębsze rozważania na ten temat, sprawiły, iż mój organizm poddał się dalszej walki, pozwalając mi zasnąć do końca drogi.

Obudziło mnie dopiero delikatne szturchanie mego ramienia. Podniosłem niechętnie powieki, patrząc na sprawcę mojej pobudki, wstałem mimo woli. Unikając kontaktu wzrokowego, nie obdarzyłem jej, ani jednym słowem. Ruszyłem prosto w stronę domu, kiedy zdałem sobie sprawę, że jesteśmy na miejscu. Jednym, głuchym „dzięki”, pożegnałem się z Carlosem i Stephanie. Będąc w środku, od razu, co zrobiłem, to udałem się do sypialni. Zdjąłem buty, spodnie, a na miejsce koszuli nałożyłem na siebie biały T-shirt. Wpakowałem się nieumyty do łóżka, który dzieliłem wraz z Amber. I nim pomyślałem, gdzie będzie spała, zasnąłem. W wygodnym, przesiąkniętym jej zapachem łóżku.

 

Gdyby nie telefon, który zbudził mnie ze snu, spałbym dalej. Otworzyłem zaspane oczy i spojrzałem na wyświetlacz. „Carlos”. Już chciałem rzucić obelgą, czego ten chce rankiem, jednak, kiedy spojrzałem na godzinę, potrząsnąłem gwałtownie głową. Dochodziła godzina 2 PM. To nieźle sobie pospałem. Czekając na ostatnia chwilę, odebrałem.

– Tak? – spytałem wciąż zaspanym głosem.

– Jeszcze śpisz? – rzekł pretensjonalnie.

– Skąd stary. Nie szkodzi, że mnie obudziłeś. – wycedziłem.

– Cieszę się. – uniosłem tylko wolną rękę w geście poddania, po czym dając sobie spokój spytałem.

– Po co dzwonisz? – zapytałem dość srogo. Nie chciałem, aby tak to zabrzmiało.

– Sorry, że cię obudziłem, nie wiedziałem. Inaczej…

– Dobra. Nawet dobrze, że mnie obudziłeś. Co się stało?

– Nic. Chciałem tylko zapytać jak się czujesz? Wczoraj napędziłeś nam wielkiego stracha. – czy on próbował wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia? Czy z ‘rana’ mam takie wrażenie?

– Domyślam się. Jak słyszysz, spałem jak zabity. Ogólnie czuje się dobrze. Na chwilę obecną. – odparłem.

– Wiesz, że nie o to mi chodzi. – mruknął.

– Nie doszło do żadnej konwersacji między mną a Amber. Ani w samochodzie, ani w domu. Pierwsze, co zrobiłem, to poszedłem spać. Nawet nie wiem, czy jest w domu. Pewnie wyszła do ‘pracy’. – musiałem zaakcentować to słowo, aby dać mu do zrozumienia, iż uważam, że stawia pracę ponad mną.

– Amber naprawdę się o ciebie bardzo martwiła. A kiedy dowiedziała się, że prawdopodobnie miałeś wypadek, jak strzała pojechała do szpitala. – w tej oto chwili, zostałem uświadomiony, iż coś, pod tą nieobecność, mnie ominęło.

– Jaki wypadek? – spytałem zaciekawiony.

– A wiesz. – niechętnie chciał wrócić do tego zdarzenia. – Z godzinę, dwie po twoim powrocie do domu, w wiadomościach zażarcie mówili o jakimś wypadku. Byłem przekonany, że był to twój samochód… a resztę sobie dopowiedz.

– Bez dowodów, przypuściłeś, że to ja byłem ofiara tego wypadku?

– Nooo… tak było. – przyznał.

– Ty lekkomyślny kretynie. – powiedziałem rozbawiony, nie było w tym, ani grama obrazy. Szczerze się zaśmiałem.

– Ejjj! Wiesz jak się przestraszyłem?! – uniósł się, również parskając śmiechem. Kiedy westchnął, usłyszałem jego głos. – Nawet nie wiesz jak mi ulżyło kiedy, Amber uświadomiła mi, że to nie ty uległeś wypadkowi. Później staraliśmy się jakoś cię namierzyć. Udało się.

– Jak widać.

– Dobra. Fizycznie czujesz się dobrze, psychicznie nie. Mam nadzieję, że dzisiaj uda wam się dojść do porozumienia i jutro zobaczę was szczęśliwych na przyjęciu urodzinowym pani Taylor. Kończę. Steph woła na obiad. Smacznego śniadania ci życzę. – zaśmiał się, po czym słysząc moje pożegnanie rozłączył się. Odłożyłem telefon na stolik i wtedy zorientowałem się, że przecież nie podłączałem telefonu do ładowarki. Najwidoczniej, kiedy spałem musiała wejść tu Amber. Siedząc po turecku, rozejrzałem się dookoła i nasłuchiwałem jakichkolwiek dźwięków z dołu. Nic nie usłyszałem. Najwidoczniej poszła do pracy. Zrezygnowany, wstałem z łóżka i pierwsze, co zrobiłem, to udałem się do łazienki. Musiałem odświeżyć swoje ciało po wczorajszym dniu i kiszeniu się w łóżku. Pościel tez wypadałoby odświeżyć.

 

Będąc w kuchu dostrzegłem na stole zakryte jedzenie z karteczką u boku. Mimowolnie sięgnąłem po papierek.

 

„ Pojechałam do agencji. Wrócę jak najszybciej.

Proszę, zjedź śniadanie. I poczekaj za mną.

Musimy porozmawiać.

Amber „

 

„Musimy porozmawiać”. Czemu nie dawało mi to spokoju? Czemu miałem wrażenie, że to, co zamierza mi powiedzieć, nie będzie miłe? Dręczony przez własne myśli, szybko zjadłem przygotowany przez nią posiłek i nim się obejrzałem, siedziałem na środku kanapy przed telewizorem. Wyłączonym telewizorem. Tępo gapiłem się w ekran, jakbym chciał telepatycznie włączyć urządzenie. Nic. Nie mam nadludzkich zdolności. Muszę, jak przystało na zwykłego człowieka, posłużyć się pilotem. Tym bardziej, szybciej się zerwałem, kiedy usłyszałem, jak ktoś wchodzi do domu. Zwinnym ruchem włączyłem telewizor i udawałem zainteresowanego programem dokumentalnym na temat wymierających gatunków ptaków.

Czułem jak jej wzrok wywierca dziurę w moich plecach, gdy tylko przekroczyła próg naszego mieszkania. Było to w pewnym aspekcie krępujące. Dlaczego? Przecież patrzy się tak od lat? Nie ważne. Po chwili kątem oka zauważyłem, iż przysiada się nieopodal mnie. Najwidoczniej nie chce ryzykować.

– Chcę z tobą porozmawiać… – zatrzymała się. – … a raczej przeprosić cię. – rzekła z pokorą.

– Doprawdy? – prychnąłem.

– Domyślam się, że jesteś strasznie zawiedziony. Że czujesz się zaniedbany. Na prawdę jest mi przykro, chcę to naprawić i …

– Naprawić? – aż zwróciłem swoje ciało w jej kierunku, uważnie patrząc w jej oczy. – Jak chcesz tego uczynić? Jak chcesz pogodzić prace ze mną? No proszę! Oświeć mnie! Co taka wspaniałomyślna Amber wymyśliła! Słucham. – uważnie badałem każdy jej ruch, jej mimikę twarzy, jej emocje. Ona delikatnie uniosła swoją twarz, wpatrując się w moje oczy.

– Zwolniłam się z pracy. – … zamurowało mnie. Spojrzałem na nią z niedowierzaniem. – Miałeś całkowitą rację. Przez moją pracę, zaniedbywałam ciebie, przyjaciół, rodzinę. Coś co jest dla mnie najważniejsze. Agencja ma dużo pracowników, na pewno kogoś wybiorą, a jak Rosalie się przeniesie, to zajmie moje miejsce. – wstała i przysiadając się do mnie złapała mnie za rękę. Pochłonięty tym, co przed chwilą mi powiedziano, nawet nie zaprzeczyłem. Ścisnęła delikatnie moją dłoń. Odwróciłem od niej wzrok. – Jesteś dla mnie najważniejszy James. To z tobą wiąże moją przyszłość, nie z agencją. To tobie chcę poświęcać czas, a nie agencji. Ty jesteś jedyną osobą, dla której chcę oddać swoje życie. Tym razem Steve, nie miał nic do gadania. Kazałam dać mi urlop, nie zgodził się, więc odeszłam. Niech szuka sobie kogoś innego, nie chce być już więcej przez niego wykorzystywana. – nastała chwila ciszy. – Przepraszam cię James. – oplotła swoje rękę wokół mojej szyi, przyciągając mnie bliżej siebie. Tuliła mnie mocno, nie zamierzając puścić. – Wybacz mi proszę. Obiecuję, że będę starać się bardziej. Będę lepszą dziewczyną. Nie zaniedbam cię więcej. Tylko proszę, wybacz mi. Kocham cię James. Szczerze i prawdziwie. Jak nikogo dotąd nie obdarzyłam tak wielkim uczuciem, to za ciebie wręcz w ogień skoczę. – wierzyłem jej. Wierzyłem, że odbudujemy na nowo nasz związek. Na to czekałem. Na dowód swojej miłości. Czy na prawdę chciałem, aby Amber zwolniła się z pracy, dla mnie? Dla mojego ego? Szybko przygarnąłem ją do siebie i wręcz ściskając napawałem się jej zniewalającym zapachem i delikatnym, gładkim ciałem, do którego lgnąłem od bardzo dawna.

***

O której wrócisz? – skierowała na mnie swoje brązowe oczy. Zawiązała do końca obuwie, po czym podeszła w moją stronę i zawiesiła ręce na karku.

– Postaram się wrócić o 4 pm. Mamy dzisiaj wszystko omówić w sprawie tego kontraktu. A szykujesz coś?

Nie. Pytam z ciekawości. Chce wstąpić do Carlosa. Ponoć, ma do opowiedzenia bardzo ciekawą historię. – a kiedy nie miał, lecz tym razem musi iść o coś więcej. Niby powiedział to z rozbawieniem, ale coś się za tym kryło. Dowiem się wszystkiego, jak się z nim spotkam. Usłyszałem jejśmiech

Widać, że pomimo lat, wasze życie nadal jest pełne wrażeń. – ucałowała kącik moich ust. – Opowiesz mi wszystko jak wrócę. – zabrała torebkę z krzesła, po czym poszedłem ją odprowadzić. Uważnie patrzyłem jak wsiada do samochodu.

- Uważaj na drodze. – rzekłem mimowolnie. Taki już mój nawyk. Mówię to za każdym razem, kiedy wsiada do samochodu. Również upominam ją, żeby zapinała pasy kiedy jeździ ze mną. Nigdy nie wiemy co przytrafi nam się na drodze. Wciąż pamiętam moment, kiedy uczyłem ją jeździć. Boziu, co to było. O mało nie rozwaliła wozu, ale jak to się mówi. Po trupach do celu. Udało mi się opanować ją, a jej samochód. I zdała. Od tej właśnie chwili, nie proszę, lecz każę jej uważać na ulicy. Zważywszy na to, że wiem, jakie potrafią być kobiety. Ona tylko pomachała. – I daj mi znać jak dojedziesz na miejsce! – krzyknąłem, gdy odpaliła silnik i wyjechała z naszej posiadłości. Kiedy znikła z mojego pola widzenia, wróciłem do domu. Podszedłem do stołu, zabierając z niego kubek z kawą. Dopiłem do końca i włożyłem naczynie do zmywarki. Udałem się na górę, aby przebrać się w świeższe ubrania. Uznałem, że nie ma co czekać od razu pojadę do Carlosa.

30 minut później

Zapukałem w drzwi domu Carlosa. Długo nie musiałem czekać. Otworzyła mi Stephanie.

- Witaj Kendall. Wchodź. – otworzyła je szerzej, wpuszczając do środka. Z kuchni wynurzył się Latynos.

- Cześć stary. Siadaj. Jest dużo do opowiadania. – odrzekł, a ja spojrzałem na Stephanie, która tylko przerzuciła oczami. Parsknąłem śmiechem, a następnie spocząłem na skórzanej kanapie. Na pytanie Steph, czy mam ochotę na coś do picia, odpowiedziałem, że piłem już kawę. Spojrzałem wyczekująco na Carlosa.

– A tak. To bardzo ciekawa historia.
- No to słucham.
- Zaczęło się od tego, że James przyjechał do mnie w odwiedziny… – słowo po słowie, a dowiedziałem się wszystkiego, co miało miejsce wczorajszego dnia. Nie mogłem uwierzyć, kiedy powiedział mi, że James, występował w klubie ze striptizem. Pamiętam jego wybryki, wiele lat wstecz, lecz teraz? Wydawało mi się, że od momentu spotkania Amber, bardzo spokorniał, a
le może to był po prostu impuls, bądź raczej wyładowanie swojej złości. Carlos nie znał szczegółów kłótni Amber z Jamesem, jednak głównym sporem był brak czasu Jenson. Powiedział również, że gdy dziś zaszczycił go telefonem, to niby u niego było ok, ale nie doszło do rozmowy między nim i Amber. Nadal wyczuwał u niego wielką obrazę.
- Wydaje mi się, że powinni dojść do porozumienia. – rzekłem. Jamesowi i tak, prędzej czy później przejdzie złość na Amber.
- Spierałbym się. Był na nią naprawdę wściekły. A ta cała sytuacja z tym klubem. –
machnął rękę, chcąc pokazać, że sprawa była nie za ciekawa. – a jak jeszcze przeraziłem Amber tym wypadkiem, to już w ogóle był cyrk.

– Amber ma swój rozum. James również. O dziwo. – zażartowałem. – Nie, ale szczerze, to odkąd pojawiła się Amber, James kompletnie się zmienił. Jest prawdziwym mężczyzną. Ale ile razy już to mówiliśmy. – stwierdziłem.
- Owszem. Zmiana Jamesa wyszła mu na dobre, jednak to nie zmienia fakt
u, że ich kłótnia może nieźle się pociągnąć.
- Zobaczymy jutro na przyjęciu. – Carlos kiwnął twierdząco głową.
- W ogóle masz jakieś wieści od Logana? – zapytał, a ja zdumiony szybko odparłem.
- Czy mam? Stary. Zajeżdżam wczoraj do niego. Wpuszcza mnie, a on sobie tam popija win
ko z Melanie. Z początku w ogóle jej nie poznałem, później mi powiedziała, że była na przyjęciu urodzinowym Logana itp. i później coś tam sobie o niej przypomniałem. Kurczę, nie sądziłem, że tak się zapędzi. Myślałem, że zejdą się z Camille, a to przecież tyle czasu zleciało. A nadal pamiętam jak mówiliśmy, że znowu rozstali się na chwilę.
- Nooo dokładnie. Nie wiem co o tym myśleć. Tym bardziej, że jutro jest to przyjęcie. – nam obu nie podobała się ta sytuacja. Mimo pozorów, on i Camille są dla siebie stworzeni.
- Powiedzieliśmy z Jo, że tylko najbliżsi mają przyjść. Jeszcze zaznaczyliśmy. Ale jak wpadnie do jego mądrej główki, taki głupi pomysł, to nie będzie fajnie. Tym bardziej, że będzie tam Camille.
- Myślisz, że powinniśmy ich znów zeswatać? – uważnie mi się przypatrywał.
- Nie mam pojęcia Carlos. To ich życie. Nie powinniśmy się w to wtrącać. Kiedyś owszem, byliśmy małymi gówniarzami, myśleli
śmy, że wszystko nam wolno, ale teraz jesteśmy już czwórką dojrzałych mężczyzn. Logan chyba sam powinien pojąć czego chce. Nam się wydaje, że Camille jest najodpowiedniejsza, bo jesteśmy do niej, do nich, przyzwyczajeni. A kto wie? Może oni faktycznie, dali już ze sobą spokój. Jeśli maja ze sobą być, to będą. Całe życie przed nimi.
- Chyba masz rację. Jednak korci mnie, aby porządnie porozmawiać z Loganem. – wyznał.

– Cóż. – zacząłem. – Porozmawiać z nim możemy, ale nie konkretnie o Camille. Musimy jakoś sprytnie wyciągnąć od niego ważne informacje. Wiesz jaki cwany Logan potrafi być w rozmowach. – ten kujon, zawsze wszystko dokładnie przeanalizuje, i nim się obejrzymy, będzie wiedział do czego dążymy.
- Zobaczymy jutro. Jakie będą ich relacje.
- Ok.

***

- Dziękuję ci, że chciałaś się ze mną spotkać. – uśmiechnął się ciepło, a mi jakoś zrobiło się lżej na sercu. Miło było widzieć jego wesołą twarz. Odkąd myśli non stop krzątają się wokół Logana, dobrze jest oderwać się od natrętnego obrazu szatyna w mojej głowie i popatrzeć na przystojnego chłopaka, który ma równie wiele do zaoferowania jak Mitchell.
- To jak powinnam ci podziękować Dylan. – spojrzałam w jego brązowe tęczówki. – Od dawna mam pewien problem, a spotkanie z tobą, może mnie od niego oderwać. – wyznałam szczerze.
- Czyżby chodziło o Logana? – wczorajszego wieczoru, bardzo długo rozmawialiśmy, przez telefon. Wyżaliłam się i opowiedziałam swoją historię wraz z tym, którego imienia, na chwilę obecną wolę nie wymieniać. I bardzo mi ulżyło. Dylan okazał się niesamowitym słuchaczem. I zaszczycił mnie kilkoma radami. Sam rok temu wyrwał się ze szpon swojej natrętnej, i niedającej mu spokoju, już byłej dziewczyny. Mówił, że tak zazdrosnej kobiety, jeszcze w życiu nie widział. Niby na początku było dobrze, tak z kolejnymi dniami, powoli przekonywał się, że zostaje więziony przez własną dziewczynę. Kontrolowała jego telefon, komputer, nawet jego pocztę. Często własnoręcznie odbierała listy zaadresowane do niego, osobiście od listonosza. Udało mu się z nią rozstać, choć z początku nie było łatwo. Teraz jest wolny i szuka dziewczyny, która okażę, się ambitną, uroczą, inteligentną i przyjacielską osobą.
Aktualnie siedzimy w kawiarni i czekamy za zamówieniami.
- Owszem. Nie potrafię, wyrzucić go z głowy. Dopiero kiedy rozmawiam z tobą, mogę na moment się wyłączyć. Jakoś potrafisz zaciekawić mnie swoja osobą bardziej niż siedzący Logan w mojej głowie.

– Powiedziałem ci, co uważam na ten temat. – zaczął. – Fajnie, że chcecie być przyjaciółmi i szacunek, że wytrzymaliście dwa lata, jednak, to rozwiązanie uszczęśliwia tylko Logana, a ty jesteś pokrzywdzona. Kochasz go i nie możesz się odkochać, bo cały czas jest w twoim życiu i rzeczywistym i nierealnym. Dlatego potrzebujesz, wręcz powiem, powinnaś żądać „separacji”, że tak to nazwę. – utworzył w palców, znak cudzysłów. – Zasługujesz na szczęście, ale jeśli nie będziesz z nim szczera i nie powiesz mu w prost „Słuchaj Logan, musimy trzymać się na dystans, bo nie wyrabiam”, to sama siebie będziesz krzywdzić. Postanowiliście być jak przyjaciele, to zachowujcie się jak przyjaciele. Ja, osobiście uważam, że przyjaźń damsko-męska istnieje tylko wtedy, kiedy jedna z osób, bądź oby dwie, są homoseksualistami. – zaśmiałam się.
- Jakbym słyszała, moją przyjaciółkę. – nastała chwila ciszy. Zauważyłam kelnera, który szedł w nasza stronę. Gdy tylko się pojawił, odrzekł „Proszę. Oto państwa zamówienia. Smacznego.” Odstawił i poszedł. A ja zaczęłam na nowo. – Wiem, że chcecie, abym w końcu to zakończyła, ale nie potrafię. Nie potrafię go zranić.
- A skąd wiesz, że go zranisz? – bardzo dobre pytanie. W tej właśnie chwili, sprawił, że poczułam się dziwnie źle. A jeśli Logan, tak naprawdę nie przejmie się tym, że powiem mu ‘dość’.
- To chore. – oparłam się całkowicie o oparcie krzesła i odchyliłam gwałtownie głowę patrząc w sufit.
- Taka miłość. Kieruje się własnymi prawami. My nic nie możemy na to poradzić. – upił łyk kawy. Usłyszałam jego niechciane siorbnięcie.
- Dylan. – wyprostowałam głowę i spojrzałam na niego. – A co mam zrobić z jutrzejszym dniem? – mój wzrok wręcz błagał o pomoc. – Co jeśli przyjedzie z Melanie, albo tą nową dziewczyną? Nie będę mogła normalnie funkcjonować. Albo zaleje się płaczem i z dala od wszystkich będę szlochać, albo wyjdę w połowie przyjęcia, i zrobię zawód przyjaciółce. – zastanowił się chwilkę.
- Jeśli chcesz, mogę pójść tam z tobą, jednak nie wiem, czy będę dobrze przyjętym gościem.
- Naprawdę? Zrobiłbyś to dla mnie? – czułam radość, że nie będę musiała zmierzać się z tym wszystkim sama. Co prawda będą tam dziewczyny, ale fakt, że każda ma swojego chłopaka, tym bardziej mnie dobije.
- Jasne. Ale nie wiem jak zareagują inni. Choć nadal uważam, że powinnaś pojawić się tam sama.

– Wiem, ale twoje towarzystwo bardzo podtrzyma mnie na duchu.
- A jeśli Logan nie przyjdzie z dziewczyną, tylko będzie sam?
- Przyjdzie z dziewczyną. Jestem tego niemal pewna. Logan zawsze planował wszystko hop do przodu. Na pewno przemyślał wszystkie za i przeciw, dlaczego powinien wziąć kogoś nieznajomego na przyjęcie.
- A ty przemyślałaś?
- Czy zawsze musisz zaginać mnie niekomfortowymi pytaniami? – odpowiedziałam w połowię z rozbawieniem, a w połowie z zakłopotaniem.
- Taka moja natura. Co na to poradzę.
- Mam pomysł. – palnęłam od razu.
- Zamieniam się w słuch. – spojrzał na mnie uważnie, opierając się rękoma o blat stołu.
- Pójdę tam sama. Kiedy Logan również przyjdzie sam, powiem mu prawdę, a kiedy przyjdzie z dziewczyną, napiszę do ciebie i dołączysz do nas. Co ty na to? – zapytałam zadowolona z mojego nagłego pomysłu.
- Miałbym wprosić się na przyjęcie ni stąd ni zowąd? Robiąc najwięcej zamieszania i zwracając na siebie uwagę wszystkich?
- Przestaniesz w końcu z tymi pytaniami? Za każdym razem kiedy tak robisz, mam wrażenie, jakby mój pomysł, bądź argument, był niedorzeczny, bądź bezsensu.
- W sumie, to nie mam nic przeciwko, twojemu pomysłowi, jednak trochę skrępowałbym się. W ogóle nie znam twoich przyjaciół, boję się, że przez takie wparowanie, narobię sobie niepotrzebnie złej opinii. – i wtedy coś odezwało się w mojej głowie.
- Dylan, jeśli nie chcesz przyjść, to mi to po prostu powiedź. Nie musisz robić tego, ze względu na mnie. Znamy się dopiero drugi dzień i wiem, że wprawiać cię w zakłopotanie. Ja po prostu…

– Nie wprawiasz. – wtrącił się. – I nie mówię, że nie chcę, ale chodzi mi tylko o to wparowanie. Jestem jaki jestem i nie ukrywam, że czasem zależy mi na dobrej opinii na mój temat, nie lubię, kiedy ktoś nie znając mnie, ocenia mnie, jako kogoś najgorszego.
- Coś ty! Moi przyjaciele w życiu nie oceniliby cię po pozorach. Po to tam będziesz, aby cie poznali. Jedna przyjaciółka, nawet sama doradzała mi, abym kogoś ze sobą przyprowadziła.
- Owszem, jednak to przyjęcie jest z okazji urodzin mamy twojej przyjaciółki. Mają tam być tylko najbliżsi przyjaciele. Główna uwaga ma się skupić na tej mamie, a nie na mnie i tamtej dziewczynie.
- Nie skupi. A w ogóle, to skończymy ten temat. Przyjedziesz jak cie poproszę? – rozszerzyłam oczy i wydymałam usta. Oto w tej chwili, spojrzałam na niego z mina szczeniaczka.
- Ok. Przyjdę, jeśli będzie taka potrzeba. – zgodził się.
- Tak!!! – krzyknęłam i wstając, podbiegłam do niego i przytuliłam. Opanowana i tym samym karcąca, za zakłócanie spokoju innymi klientom, posłusznie wróciłam na swoje miejsce. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, po czym uśmiechnął się szeroko i zamykając oczy okiwał poziomo głową w geście poddania.

Niesprawdzone

__________________________________________
Wiem, wiem. Jesteście rozczarowani moją, zanadto długą nieobecnością. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Jedynie mogę Was powiedzieć, iż postaram się dodawać rozdziały, chociaż jeden na miesiąc.
Pozdrawiam i ściskam Stelss :****
PS. Strasznie cieszę się, że będzie mały Carlosek *-*

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rozdział 129 „Nowy początek”

  1. ~DomiSchmidt pisze:

    Hej!
    Na sam początek, tak. Wiem, że komentuję ten rozdział z ośmiomiesięcznym opóźnieniem. W sumie, sama nie wiem, dlaczego. Być może to po prostu przez to, że dawno tu nie zaglądałam i jakoś tak wyszło. Bardzo Cię za to przepraszam.
    Co do rozdziału, jak zwykle jest fantastyczny. Czytając go, nie mogłam oderwać się od ekranu.
    Czyli to jednak była Amber. Mimo, że na początku Jamesa trochę poniosło z tym „fochem”, to dobrze, że ze sobą porozmawiali i pogodzili się. Szkoda tylko, że Amber musiała zrezygnować z pracy. No ale w końcu, czego nie robi się dla miłości.
    No to widzę, że chłopcy mają jakiś plan na przemówienie Loganowi do rozumu. A przynajmniej mam taką nadzieję. Naprawdę pasują do siebie z Camille i mam nadzieję, że znów się zejdą.
    Czy już kiedyś wspominałam, że nie lubię Dylana? Jeśli tak, to powtórzę jeszcze raz. NIE LUBIĘ DYLANA. Mam wrażenie, że nie spotyka się z Camille od tak sobie, tylko coś za tym stoi. Boję się tylko myśleć, co, ale mam nadzieję, że dziewczyna przejrzy na oczy i porozmawia szczerze z Hendersonem o tym, co ich łączyło i o uczuciu, które nadal do niego żywi.
    Jak zawsze, czekam z niecierpliwością na nn i jeszcze raz przepraszam za takie opóźnienie.
    P.S. Żywię nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę jakąś nową notkę na tym blogu i, że będziesz jeszcze pisać rozdziały, bo jest to jeden z moich ulubionych blogów i już na zawsze nim będzie. Bardzo tęsknię za Twoimi rozdziałami i moim małym marzeniem jest, żeby móc przeczytać kolejną część tego opowiadania.
    Pozdrawiam, Domi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>